Dobry artykuł zawsze na czasie..

Ja mam mamę 84 letnią mamę. Drobna delikatna staruszka. Jest jak porcelana krucha, że czasem trzeba uważać, aby za mocno nie chwycić pociągnąć przy obsłudze. Opiekowanie się nią sprawia mi przyjemność. Mimo iż czasem ma „przebłysk dyrektorski” i próbuje zarządzać, jak by była nadal dyrektorką w szkole. Czasem minie to bawi i wczuwam się w rolę podwładnej. Niestety coraz częściej ma niepokojące „starcze zagrywy” Mówi bez sensu, stawia pytania, których nie rozumiem. Nie zna godziny, kalendarza, nie zna słów i się bardzo denerwuje. W nocy po obudzeniu się, nie wie gdzie jest, szuka czegoś w mieszkaniu. Potrafi nie zdążyć znaleźć” ścieżki przez las” do ubikacji. Najgorzej gdy w nocy próbuje drzwi otworzyć i wyjść na klatkę, bo rodzina „nieżyjąca” ma przyjechać. Obawiam się, że to kwestia czasu i będzie mi potrzebna opiekunka, gdy ja będę w pracy.

Mam od dwóch lat dwa koty. Poleciła mi to koleżanka psychiatra. Cudownie koty działają na staruszkę. Ma dla kogo żyć. Karmi je, gada z nimi, sprząta kuwetę, szuka koty w mieszkaniu. A one się chowają, by mieć chwilę spokoju. W nocy gdy czasem mama „wędruje” po mieszkaniu, którego „nie zna” wówczas koty budzą mnie. Ja mam twardy sen i nie słyszę wędrowania mamy. A koty mają sposób by mnie obudzić. Dla staruszki polecam koty jako terapia. Pierwszy raz mamy zwierzęta w domu.