Mój zamach na polszczyznę

Polska jest krajem członkowskim UE. Zarówno język angielski, jak i polski należą do tzw. oficjalnych języków Wspólnoty. Instytucje unijne zaczęły nieźle sobie z tym radzić. Wiele sążnistych dokumentów programowych jest dostępna w wersji polskiej – ale oczywiście robią to sztaby tłumaczy za ciężkie pieniądze. Z drugiej strony, jest coraz więcej przypadków odwrotnych, tj. gdzie tłumaczenie nie jest potrzebne. Można więc składać wnioski o dofinansowanie w programach unijnych w języku własnym, np. po polsku (choć oczywiście zalecany – ale nieobowiązkowy! – jest angielski). Można załączać dokumenty w ich oryginalnych językach.

Jestem ciekaw, kiedy nasze krajowe-lecz-w-pewnym-sensie-także-unijne (należą do administracji publicznej kraju UE) urzędy i instytucje publiczne osiągną podobny etap.