Przypomnijmy kilka banałów…

…. bo bez tego ani rusz. Otóż:

Jeśli zasadę równoważności potraktujemy serio, to musimy trochę inaczej niż zwykle odnieść się do „ruchu inercjalnego”, bowiem standardowo traktujemy go, gdy ciało poddamy zerowej sile zewnętrzne, natomiast w przypadku pola grawitacyjnego mamy pewien problem. I właśnie ze względu na zasadę równoważności nie istnieje lokalny sposób rozróżnienia, czy mam do czynienia z działaniem siły ciężkości, czy też ” czujemy działanie siły ciężkości , a to jest po prostu efekt przyśpieszenia. Alsor podał przykład astronauty na orbicie a przecież siłę ciężkości możemy „usunąć” ,– po prostu spadając swobodnie zgodnie z nią, czyli istnieje sposób jej eliminacji, więc musimy traktować ją inaczej.

To był nowy punkt widzenia, który przyjął Einstein: – za ruchy inercjalne uważać należy takie, które wykonują ciała, gdy wszystkie niegrawitacyjne siły nań działające sumują się do zera, a więc muszą one spadać swobodnie zgodnie z kierunkiem pola grawitacyjnego. Dlatego ruch astronauty na orbicie musimy traktować jako ruchy inercjalne.

Z kolei osoba stojąca na ziemi w koncepcji Einsteina nie wykonuje ruchu inercjalnego, ponieważ pozostawanie w bezruchu w polu grawitacyjnym nie jest spadaniem swobodnym.

Dla Newtona taki ruch byłby ruchem inercjalnym, bowiem „stan spoczynku w jego koncepcji musi być zawsze uważany za ruch inercjalny.

Einsteinowskie ruchy inercjalne, które wykonuje astronauta, nie są ruchami inercjalnymi w koncepcji Newtona.