Re: Przypomnijmy kilka banałów…

> Alsor podał przykład astronauty na orbicie a przecież siłę ciężkości

> możemy „usunąć” ,– po prostu spadając swobodnie zgodnie z nią, czyli istnieje

> sposób jej eliminacji, więc musimy traktować ją inaczej.

Nie. Traktujemy normalnie.

Widać to wyraźnie dopiero w przypadku sił pływowych grawitacji.

Niektórzy sugerują że pływy można wyliczyć z samej grawitacji

(i ja sam tak do niedawna myślałem), ale to nieprawda, bo wtedy otrzymasz błędny wynik!

W tym przypadku istnieje inny sposób sprawdzenia poprawności wyniku,

i dlatego nie ma wątpliwości.

Jaki to sposób?

Bardzo prosty:

Ziemia rozciągana tymi pływami musi być w równowadze,

co znaczy że kształt jest ustabilizowany – nie zmienia się

(już się nie rozciąga bardziej, ani nie kurczy – jest równowaga).

A tak jest tylko wtedy, gdy siły ciążenia na są prostopadłe

do powierzchni w każdym punkcie (brak sił stycznych, które przysuwałby masę,

więc kształt zmieniałby się – aż do wyzerowania tych sił stycznych!),

czyli powierzchnia musi być ekwipotencjalna.

No i gdy liczysz z samej grawitacji, wtedy zostaje trochę sił stycznych,

zatem obliczenia są nieprawidłowe.

Tu jest strona, na której facet chce pokazać jak nie należy obliczać pływów:

www.lhup.edu/~dsimanek/scenario/tides.htm

A ostatecznie okazuje się, że to on popełnia zajebisty błąd –

te jego fruwające swobodnie elipsoidy nie są w równowadze,

co można szybko wyliczyć, porównując potencjały w dwóch dowolnych punktach.

Pełna równowaga sił w spadku swobodnym (np. na orbicie) jest tylko w środku masy:

am + mg(r) = 0;

ale masa m nigdy nie jest punktowa – satelita zawsze ma te kilka metrów,

a Ziemia ma promień aż 6300 km.

Einstein się nie liczy, bo tam nawet problemu jednego ciała nie rozwiązano poprawnie.