Re: Zarazy, jak przeżyć w buszu.

noveyy777 napisał:

> „Latem 1989 roku ośmioletnia Rachom, córka państwa P’ngieng z kambodża

> ńskiej prowincji Ratanakkiri, wyszła z domu wypasać bydło. […]”

I to jest przypadek typowy, czy sensacyjny wyjątek od reguły? Jak wiele dzieci zaginionych w lesie umarło w ciągu kilku dni?

Wykładniczy wzrost populacji ZAWSZE ulega nasyceniu i wyhamowaniu z powodu takich czy innych ograniczeń. Katastrofy demograficzne spowodowane przez epidemie lub choćby przejściowy niedostatek żywności mogą mieć bardzo długotrwałe skutki. Irlandia, kraj europejski, ma dziś o dwa miliony mniej mieszkańców, niż miała w 1841, przed zarazą ziemniaczaną. To tyle, ile w tamtym czasie umarło z głodu lub wyemigrowało (jednych i drugich było około miliona) — a to znaczy, że Irlandia dziś, po 170 latach, dopiero zaczyna odrabiać ówczesną stratę ludności. Przez ponad wiek jej demografia praktycznie stała w miejscu.

Powtarzam: dysponując techniką mezolityczną, nie przeżyłbyś w dziewiczym środowisku Australii jednego tygodnia. Nie potrafiłbyś trafić bumerangiem (o ilebyś go miał) w cokolwiek, rozniecić ogień, upolować kangura, znaleźć źródło pitnej wody, zrobić porządne narzędzie krzemienne. Nie miałbyś czasu nauczyć się tego wszystkiego, bo padłbyś z głodu i pragnienia na początku nauki. Łatwo ci się wymądrzać, bo jesteś otoczony i chroniony wytworami cywilizacji — rezultatem wielowiekowej pracy milionów ludzi. Korzystasz z bezpieczeństwa i wygód, które w ogóle nie mogłyby istnieć bez skomplikowanej sieci zbiorowej współpracy. Używasz komputera, a sam nie potrafiłbyś wyprodukować stalowego gwoździa. Ja nie neguję faktu, że ludzie są z natury pomysłowi i potrafią się przystosować do dowolnie trudnych warunków — ale też cała pomysłowość i inteligencja Aborygenów była skupiona na przetrwaniu (bynajmniej nie łatwym).



M[—-]mmm!