Ziemnie kopce i piramidy.

petrucchio napisał:

> noveyy7[i]77 napisał:

>

> > Ciekawe dlaczego dzisiaj nie ma żadnego progu ekologicznego dla eksplozji

> demo

> > graficznej?

>

> Przeludnienie = głód i choroby, między innymi.

Do jakiej konkretnej sytulacji nawiązujesz?

> > Jedynie działanie silnej selekcji trzymającej populację w ryzach ud

> > owodniono dla niektórych populacji Eskimosów. Już dziesiątki razy prosiłe

> m cię

> > o wymienienie tych czynników selekcyjnych odnośnie australijskiej ludnośc

> i pier

> > wotnej.

>

> To co zwykle: ograniczone zasoby żywności, choroby, trudne warunki życia. Nie p

> rzeżyłbyś tygodnia w australijskim buszu, dysponując takimi środkami, jakie maj

> ą ludy mezolityczne.

Do jakiej konkretnej sytulacji nawiązujesz, a raczej konkretnych sytulacji, odnośnie faktu,że po 50 000 lat w Australii zyło niecałe 7 000 rdzennej ludzkości i nie osiągnięto żadnego skoku technologicznego?

> > Coś takiego-to dziwne, bo piramidy Azteków wyrósły bez żadnych form przej

> ściowy

> > ch:)

>

> Kompletna bzura. Akurat Aztekowie byli *ostatnim* ogniwem w historycznym łańcuc

> hu cywilizacji mezoamerykańskich. Przed nimi były trzy tysiące lat rozwoju zaaw

> ansowanych kultur, w tym Olmeków i Majów. Prekursorami piramid były kopce ziemn

> e, wznoszone na długo przedtem.



Aha kopce były prekursorami piramid.
Coś takiego. Możesz wymienić pozostale FORMY PRZEJSCIOWE wiodące od ziemnych kompcow do piramid? I jak się mają ter 3000 lat do 2 000 000 lat ludzkiej eksystencji na ziemi, oraz 50 000 lat egzystencji Aborygenów a Australii?

pozdrawiam.

Re: Zarazy, jak przeżyć w buszu.

noveyy777 napisał:

> „Latem 1989 roku ośmioletnia Rachom, córka państwa P’ngieng z kambodża

> ńskiej prowincji Ratanakkiri, wyszła z domu wypasać bydło. […]”

I to jest przypadek typowy, czy sensacyjny wyjątek od reguły? Jak wiele dzieci zaginionych w lesie umarło w ciągu kilku dni?

Wykładniczy wzrost populacji ZAWSZE ulega nasyceniu i wyhamowaniu z powodu takich czy innych ograniczeń. Katastrofy demograficzne spowodowane przez epidemie lub choćby przejściowy niedostatek żywności mogą mieć bardzo długotrwałe skutki. Irlandia, kraj europejski, ma dziś o dwa miliony mniej mieszkańców, niż miała w 1841, przed zarazą ziemniaczaną. To tyle, ile w tamtym czasie umarło z głodu lub wyemigrowało (jednych i drugich było około miliona) — a to znaczy, że Irlandia dziś, po 170 latach, dopiero zaczyna odrabiać ówczesną stratę ludności. Przez ponad wiek jej demografia praktycznie stała w miejscu.

Powtarzam: dysponując techniką mezolityczną, nie przeżyłbyś w dziewiczym środowisku Australii jednego tygodnia. Nie potrafiłbyś trafić bumerangiem (o ilebyś go miał) w cokolwiek, rozniecić ogień, upolować kangura, znaleźć źródło pitnej wody, zrobić porządne narzędzie krzemienne. Nie miałbyś czasu nauczyć się tego wszystkiego, bo padłbyś z głodu i pragnienia na początku nauki. Łatwo ci się wymądrzać, bo jesteś otoczony i chroniony wytworami cywilizacji — rezultatem wielowiekowej pracy milionów ludzi. Korzystasz z bezpieczeństwa i wygód, które w ogóle nie mogłyby istnieć bez skomplikowanej sieci zbiorowej współpracy. Używasz komputera, a sam nie potrafiłbyś wyprodukować stalowego gwoździa. Ja nie neguję faktu, że ludzie są z natury pomysłowi i potrafią się przystosować do dowolnie trudnych warunków — ale też cała pomysłowość i inteligencja Aborygenów była skupiona na przetrwaniu (bynajmniej nie łatwym).



M[—-]mmm!

Ludzie mieli 2 000 000 l. żeby zrobić kulturę.

petrucchio napisał:

> Jeśli nawet obliczenia Diamonda są rzetelne..

Są rzetelnie, bo potwierdzone empirycznie.

>to dotyczą kolonizacji *nowego obs

> zaru*. Wzrost populacji jest wykładniczy tylko w fazie początkowej, póki nie r

> ozbija się o ograniczenia wynikające z faktu skończonej pojemności ekologicznej

> kolonizowanych terenów. Po pewnym czasi, zapewne krótszym niż tysiące lat, ust

> ala się równowaga populacyjna. Człowieka dotyczy to tak samo jak innych zwierzą

> t.

Ciekawe dlaczego dzisiaj nie ma żadnego progu ekologicznego dla eksplozji demograficznej? Jedynie działanie silnej selekcji trzymającej populację w ryzach udowodniono dla niektórych populacji Eskimosów. Już dziesiątki razy prosiłem cię o wymienienie tych czynników selekcyjnych odnośnie australijskiej ludności pierwotnej.



Europejczycy po przybyciu do Nowego Świata zastali prawie 5 0 000 000 Indian.

Eskimosi:

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033754&pid=1033849&MID=%3Cj7v8tn%24hea%241%40inews.gazeta.pl%3E

Próg ekologiczny:

Cały czas nie chcesz pamiętać jaka jest główna teza. Główna teza zobowiązuje

do pokazania modelu polegającego na wyjaśnieniu, jaki czynnik selekcyjny

trzymał populację Tasmańskich Aborygenów w rydzach, tak iż po 10 000 LAT

EGZYSTENCJI NA TEJ WYSPIE BYŁO ICH TYLKO 5 000, GDY PRZYBYLI TAM EUROPEJCZYCY.

a nie na tym (ewentualnie) ile razy zawitali tam ludzie, palili ogniska w

jaskiniach, które im się zawaliły na głowy.

ABORYGENI TASMAŃSCY TO NIE BYŁY GOŁĘBIE I JASTRZĘBIE ICH POPULACJI NIE MOGŁY

KONTROLOWAĆ. TASMAŃSCY ABORYGENI TO NIE BYŁY SZCZURY I WĘŻE ICH WYDUSIĆ NIE

MOGŁY. Tasmańscy Aborygeni pierwej by zjedli jastrzębie i szczury i

przeludnili wyspę (jak i Australijscy)

> Twierdzenie, że pierwsi kolonizatorzy mogli łatwo obejść bariery wzrostu np. „w

> ynajdując” neolit (udomawiając rośliny i zwierzęta), rozwijając technologie, bu

> dując miasta itp., nie liczy się z faktem, że postęp kulturowy zawsze wymaga dł

> ugotrwałego kumulowania wstępnych zdobyczy i wynalazków, póki nie powstanie „ma

> sa krytyczna” umożliwiająca dalszy rozwój.

Coś takiego-to dziwne, bo piramidy Azteków wyrósły bez żadnych form przejściowych:)

>Im bogatszą kulturą materialną i wie

> dzą o świecie już dysponujesz, tym łatwiej dokonywać następnych. Czas od wynale

> zienia pięściaka do wynalezienia łuku był wielokrotne dłuższy, niż czas od wyna

> lezienia łuku …

A świstak złotka rozwijał:

Wybacz Piotrze, ale piszesz, żeby pisać. Niestety to tylko twoje wyssane z kciuka fantazje, a nie nauka.

Według Waszych obliczeń h. sapiens miał 2 000 000 lat na to, żeby skumulować środki potrzebne do rozwoju kosmicznej technologii.

Antropogeneza; wiedza w 21 wieku-podsumowanie dorobku naukowego.

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033742&MID=%3Cj70e2s%24msk%241%40inews.gazeta.pl%3E

„Homo erectus dokonał wielkiego skoku technologicznego

Najnowsze badania dowodzą, że Homo erectus, przodek człowieka współczesnego,

używał kamiennych narzędzi 300 tys. lat wcześniej, niż wynikało to z

dotychczasowych ustaleń – informują naukowcy na łamach tygodnika „Nature”.

Homo erectus pojawił się około 2 mln lat temu. Rozprzestrzenił się w Azji i

Afryce. Zniknął około 70 tys. lat temu.

Do niedawna uważano, że Homo erectus wyewoluował w Afryce Wschodniej. Jednak w

latach 90. XX w. w gruzińskiej jaskini Dmanisi odkryto równie stare szczątki.

Najnowsze badania jeszcze bardziej komplikują ten obraz. Okazuje się bowiem,

że kiedy 1,8 mln lat temu w Dmanisi Homo erectus ciągle jeszcze używał

prymitywnych pięściaków, na terenie dzisiejszej Kenii w tym samym czasie były

już w użyciu kamienne siekiery i groty należące do kultury zwanej przez

archeologów aszelską
. ”

„Człowiek anatomicznie współczesny krzyżował się w Afryce z bardziej

archaicznymi przedstawicielami człowiekowatych
– piszą naukowcy na łamach

tygodnika „Proceedings of the National Academy of Sciences”. ”

„Nasi prehistoryczni przodkowie byli znacznie rozumniejsi, niż do niedawna

sądzono. Potrafili budować tratwy, polowali na grubego zwierza i wytwarzali

biżuterię.

Czas obalić mit o znaczącej wyższości intelektualnej homo sapiens nad

poprzedzającymi go formami ludzkimi.
Ostatnie odkrycia paleoantropologów

dowodzą pomysłowości i wyjątkowej inteligencji naszych odległych przodków, od

homo erectus począwszy, na neandertalczyku kończąc. Naukowcy ustalili, że

wiele wynalazków przypisywanych homo sapiens istniało na długo przed jego

pojawieniem się na Ziemi.

(…)To kolejny dowód na pomysłowość naszego dalekiego

przodka. Rozumny był też żyjący około 790 tys. lat temu homo heidelbergensis

(będący formą pośrednią między homo erectus a neandertalczykiem). Dowodzą tego

badania prowadzone w dolinie Hula na terenie dzisiejszego Izraela przez

uczonych z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.

Homo heidelbergensis nie tylko wytwarzał wiele rodzajów narzędzi, lecz także

umiał organizować sobie pracę. Dzielił obozowisko na obszary związane z

różnymi typami aktywności. Narzędzia z krzemienia wytwarzał w zupełnie innym

miejscu niż narzędzia z bazaltu i wapienia. Według uczonych oznacza to, że

egzystencją tych istot rządziły pewne zasady, być może związane z jakąś

tradycją lub nawet magią, a to dowodzi, że myślenie symboliczne – uważane

dotąd za domenę homo sapiens – nie było im obce.


Przedstawiciele homo heidelbergensis byli także skutecznymi łowcami. W

niemieckiej miejscowości Schöningen archeolodzy znaleźli zrobione przez nich

drewniane oszczepy sprzed 400 tys. lat. To najstarsza broń myśliwska na

świecie. Siedem oszczepów różnej długości – od około 180 do 250 centymetrów –

było idealnie wyważonych. Tuż obok odkopano miotacz, pozwalający co najmniej

dwukrotnie zwiększyć odległość rzutu.


Znaleziskom z drewna towarzyszyły narzędzia kamienne, kości niedźwiedzia,

łasic i około 20 koni, które prawdopodobnie stanowiły ulubione pożywienie

tamtejszych myśliwych. – Pozwala nam to przypuszczać, że oszczepy były używane

do polowania, a nie do odganiania drapieżników od padliny – napisał w „Nature”

Hartmut Thieme, szef ekipy archeologów z Schöningen. To teza rewolucyjna, bo

wcześniej uważano, że homo heidelbergensis był głównie padlinożercą, a nie

myśliwym wyspecjalizowanym w polowaniu na grubego zwierza.O tym, że istoty te

nie bały się mierzyć nawet z bardzo groźnym przeciwnikiem, świadczy licząca

pół miliona lat łopatka nosorożca włochatego znaleziona w angielskim Boxgrove.

Kość nosi ślady poważnego urazu zadanego wyjątkowo ostrą bronią.

Wiele wskazuje na to, że znakomite narzędzia myśliwskie wytwarzali również

neandertalczycy. (…)”

Nie pisz więc o wynalezieniu pięściaków czy łuków…

pozdrawiam.

P.S. 2 czyli o „ekonomii 2.0”

„Ekonomia 2.0” – termin jednak nieczęsto spotykany (niekiedy mówią o „nowej ekonomii” ten termin majednak wiele znaczeń) ja powtarzam go za fantastą Ch. Strossem. Ozancza taką ekonomię, która wytworzyła zupełnie nowe narzędzia dzięki informatyce, przez co ulegla całkowitej przemianie. Prawdopodobnie powstaje na naszych oczach. Być moze nasze starania typu „jak zdefiniować spekulacje na giełdzie” są wyrazem bezradnosci wobec faktu,ze powstają kompletnie nowe mozliwości inwestowania, których w większosci zupełnie nie rozumiemy, a które zdominują nadchodzące czasy. I które pozostawia „nierozumiejacych” w bardzo przykrym położeniu osób nie rozumiejacych, czemu przed samochodami nie biegnie jednak człowiek z czerwona flagą – przecież one są takie niebezpieczne.

Jedną z możliwości które niesie „nowa ekonomia” jest np. powstanie nowego typu pieniądza – cyfrowej waluty, nie emitowanej przeż żaden ośrodek centralny (!) – przykładem takiej niedawnej próbyjest bitcoin.

wiadomo kto ma rację

> Jest faktem dokonanym to, iż QM stanowi jedno z najwspanialszych os

> iągnięć myśli ludzkiej w minionym XX w. poprzez wyjaśnienie wielu, naprawdę wi

> elu zjawisk całkowicie niezrozumiałych dla fizyków XIX w

QM nie wyjaśnia żadnych zjawisk, i sami kwantowcy tak twierdzą,

w tym Feynman, więc nie podskakuj.

Wyjaśnienie oparte na nielokalnych efektach, nie jest w ogóle wyjaśnieniem!

To jest po prostu zaakceptowanie faktu – rezygnacja z wyjaśniania czegokolwiek,

czyli kapitulacja nauki = początek religii.

arxiv.org/abs/quant-ph/9711046

We conclude that the “photon” is an obsolete concept, and that its misuse

has resulted in a mistaken recognition of “nonlocal” phenomena.

A jak faktycznie są realizowane te splątania kwantowe oraz nielokalne statystyki?

Normalnie, i można to sobie szybciutko zrealizować praktycznie.

Rachunek prawdopodobieństwa okazał się zbyt trudny

dla studentów w tym Diraca i Bella.

Re: Tiangong I

Małe tylko zastrzeżenie: raczej prototyp, i to mniejszy, stacji typu Salut. Stacja ta bowiem nie posiada jeszcze systemu podtrzymywania życia, koniecznego dla dłuzszego pobytu załogi. Dlatego też Tiangong 1 będzie słuzyła do testów bezzałogowych (manewr zbliżenia, cumowanie, wspólny lot). Po lotach bezzałogowych przewiduje się jeden-dwa z załogą, ale niezbyt długie. Operacyjną stacją bedzie dopiero Tiangong 2, wystrzelona w roku 2013 lub 2014. Tiangong jest ponadto dwa razy mniejszy (ściślej – ma 2 razy mniejszą masę) od Saluta.

Co nie zmienia faktu, że Chińczycy ostro prą do przodu. I tego, ze zbudowanie modułowej stacji typu Mir będzie doprawdy świadectwem uzyskania statusu kosmicznego supermocarstwa.

Spózniony seans z ewolucją h.sapiens w roli głowne

Piotr Gąsiorowski jest uparty jak male dziecko nie chce zrozumieć, że jak się wolniej idzie, to się pózniej zajdzie do celu. Nie rozumie ,ze jak się nie ewoluuje,lub wolniej ewoluuje, nie zmienia wcale,lub zmienia w cos innego, to mimo uplywu czasu pozostaje się takim samym, lub zmienia sie wolniej. Tempo mutacji, a więc i ewolucji można przyrównać do marszu przez eony czasu przy rownoczesnym zmienianiu sie w jakims sensie. Dobra analogia jest proces starzenia się. Ludzie zyja jakis okreslony czas i podczas tego okresu proces starzenia posuwa sie do przodu. Tak ze po 70 latach h.sapiens jest z reguły tak stary , że po prostu umiera.

A co by było, gdyby procesy powodujace starzenie się przebiegały o połowę wolniej? Wóeczas człowiek w wieku 70 lat byłby o polowę starszy niż zwykle. A co by było, gdyby człowiek wogóle się nie starzał? Wowczas h.sapiens w wieku 70 lat byłby taki sam, jak 70 lat wcześniej.

Ewolucja jakiegoś gatunku, to znaczy stopniowy proces transformacji na przestzeni czasu, można przyrowniać do procesu starzenia. Jezeli jakis organizm ewoluje z tempem, ktore pozwoli mu sie przeistoczyc w inny gatunek w normalnym tempie, to przistoczy sie w ten inny gatunek po „70 latach”. Jeżeli tempo ewolucji spadnie o trzy razy, to organizm ten bedzie się ,mimo upływu czasu, trzy razy wolniej przeistaczał. Tak ze gdy minie te „70 lat” ten organizm będzie o 3 razy mniej przeistoczony w inny gatunek niz normalnie.



Teraz kiedy odkryto ze h.sapiens mutuje o 3 razy wolniej, przy fakcie, ze eukarionty charakteryzuja sie takim samym tempem mutacji, oznacza , ze „wspólny przodek przodka h.sapiens i szympansa” doszedł do swojego celu, to znaczy stał sie „wspólnym przodkiem szympansa i h.sapiens” 3 razy pózniej. Nie 6000.000 lat temu,lecz 2000.000 lat temu. Czy aż tak ciezko to pojąć Panowie ewolucjoniści? Czy Piotr Gasiorowski tego nie pojmuje, czy nie chce tego faktu przyjąc do wiadomości ? Nie przyjmuje do wiadomości,że ten „wspólny prdzodek przodka szympansa i h.sapiens” spóznil się na seans ewolucji h.sapiens?

petrucchio napisał:

> > Na pl.sci.biologia to wrzucam.[/b]

>

> Wrzucaj sobie, gdzie chcesz. Śmieci to śmieci, nawet jeśli wrzucisz je do salon

> u zamiast do kontenera.

Wiesz, kiedyś, za czasów kiedy umarl Karol Sabath, potrafiłeś zachować się inaczej, przyznać do błedu. Teraz dostałeś jakiejś intelektualnej cieczki, jakiegoś ADHD. Co ty chcesz mieć zawsze rację? Tak się nie da Piotrze!

> Dałem ci szansę, żebyś mógł się honorowo wycofać z błęd

> nego rozumowania, a ty z niej nie skorzystałeś.



Przepraszam-którego konkretnie błedu ? Przcież nawet nałe dziecko potrafi zrozumieć, że jak ktoś się nie starzeje (nie ewoluuje w coś innego), to nawet za 6000.000 lat będzie takim samym młodzieńcem. Jezeli np. szympanse się nie zmieniają, to nawet po 6000.000 lat bedą takie same. Jeżeli „przodek wspólnego przodka szympansa i h.sapiens” przeistaczał się w tego „wspólnego przodka” trzy razy wolniej, to znaczy , że w końcu przeistoczył się w niego trzy razy pózniej niż myslano, nie 6000.000 lat temu (bo to by było szybciej nie pózniej) lecz 2000.000 lat temu. Czy to takie trudne Piotrze,czy może tak trudno sie przyznac do zlego zrozumienia?

>Jeśli dodatkowo musisz się komp

> romitować na usenecie, to twoja sprawa i twój masochizm.

Dla prawdy mogę się nawet kompromitować. A podejrzewam ,że nawet stanąc pod murem. I tym się róznimy Piotrze.

pozdrawiam i zwalniam z obowiazku dalszej dyskusji.

w tym wersję poprawną 20 lat temu

tak było w czasach mojego promotora,

który uprawiał solidną QM właśnie z pozycji statystycznych

dziś byłby zdumiony słysząc, że pojedyncze cząstki kwantowe zachowują się w podwójnych szczelinach czy w komputerach kwantowych dokładnie tak samo, jak ich zespoły

okazuje się, że prawdopodobieństwo to nie cecha statystyki zespołów opisywana funkcją falową, to immanentna własność najprostszych układów kwantowych

pojedyncze cząstki bywają w stanach mieszanych, wbrew tej interpretacji

jej absurdalność staje się widoczna, gdy zdamy sobie sprawę z faktu, że oto funkcja falowa

staje się w niej czynnikiem wiążącym ze sobą ciąg niezależnych (dowolnie od siebie odseparowanych w czasie) doświadczeń kwantowomechanicznych… innymi słowy – zespoły zachowują się jak pojedyncze proste układy tylko dlatego, że to te pojedyncze układy mają takie własności

dlatego do początku lat 90-ch wszyscy wyznawcy takiej interpretacji mogli spać spokojnie

aż pojawiły się pierwsze fulereny przechodzące pojedynczo przez… obie szczeliny naraz

i interferujące za nimi… same ze sobą

Re: Nie, drogi Bonobciu, nie masz racji

>nie – nie wystarcza – tak jak do rozszczepienia uranu 235 potrzebne są wolne

> (a nie „wysokoenergetyczne”) neutrony,

Bomba atomowa działa na neutronach prędkich. Ogromna wiekszość nŚeutronów powstałych w procesie rozszczepienia jądra U235, lub Pu239, ma energie pomiedzy 1 MeV a 10 MeV.

Średni przekrój czynny U235 na rozszczepienie w tym obszarze energii wynosi ok. 1,2 barna. To całkiem wystarcza do wywołania reakcji łańcuchowej.

Zależność tego przekroju czynnego od energii w obszarze 1-10 MeV jest bardzo płaska.

Neutrony w bombie nie mają się jak spowolnić, zauważ. Do tego, żeby neutron sie „stermalizowal” w zderzeniach z jądrami U235, potrzeba ok. 2000 zderzeń. A przy eksplozji ładunku jadrowego neutron zderza się najwyżej kilka-kilkanascie razy, zanim wywoła kolejne rozszczepienie, lub „wyfrunie” poza ładunek.

Dla wolnych neutronów przekrój czynny na rozszczepienie w U235 i Pu239 osiąga wartości dziesiątków kilobarnów (dokładne wykresy ilustrujące zależność wszystkich istotnych przekrojów czynnych dla obu tych jąder i całej masy innych sa podane w sieci, każdy może je sobie sciagnac).

Z faktu, że przekrój czynny silnie rośnie przy niskich energiach, korzysta się tylko w reaktorach. Dzieki temu mogą one (pewne typy) pracowac nawet na naturalnym uranie, w którym zawartość rozszczepialnego izotopu jest zaledwie 0,7%.

W bombach to nie ma znaczenia.

Jeśli masz w kompie „Pythona”, to mógłbym Ci przysłać program bardzo realistycznie symulujący reakcję łańcuchową w kuli z czystego U235. Robi ładne trójwymiarowe rysunki, a mase krytyczną U235 oblicza z dokładnością 1-2% (dane podawane w dostępnej literaturze w róznych źródłach sie nieco różnią, więc ile dokładnie jest tych procentów, to ja nie moge już powiedzieć).

Re: przez wielomowstwo chcesz byc wysłuchany?

noveyy777 napisał:

> Innymi słowy z linkami się nie dyskustuje KPW? ZEBYS TO CHOCIAZ PRZECZYTAL I NA

> PISAL :

>

Przeczytaj po pierwsze to, co sam napisałeś:

Novey777: Argument „JEST TYSIACE POTWIEDZEN TE ALE NIE MA TU MIEJSCA ZEBY CHOC JEDEN PRZYTOCZYC,, A TYM BARDZIEJ PODAC LINKA” jest tak oklepany ,wyśmiany i naiwny ,że nie dają się już na to łapać gimnazjaliści:-).

> napisałem w poprzednim poście i gdzie przy okazji zapytałem W JAKIM POWAZNYM

> PISMIE NAUKOWYM WYJASNIA SIE TAKIE ZAGADNIENIA”.

Więc podałem i napisałem – zgodnie z życzeniem. W jak czasopismie? Choćby w „Nature”.

Po drugie, to ja pierwszy poprosiłem, byś podał choć jedną pracę naukową (JEDNĄ!) która tłumaczy powstawanie oczu poprez IP. Jedną. Wystarczy podać linka. Nie doczekałem się do tej pory, w związku z czym dalsze uwagi uważam za odwracanie uwagi od tego faktu.

Magnus experimenter fan_xiecialuki

Sznowny Kolego!

Z faktu, że nie jest się od kilkudziesięciu lat najmłodszym nie wynika, że nie mogło się być nim kiedyś:-)

Takie nieszczęście nie trafiało człowieka dłużej niż raz na jeden-dwa lata. Potem pałeczkę przejmował młodszy kolega.

>To chyba nie zasada, tylko cos wypływajacego z faktu,

>że najczesciej nikomu sie nie chce, a najmłodszy w zespole

> to oczywista „ofiara”, która musi podjac sie zadania, bo na nikogo młodszego

>zepchnąc juz nie moze.

Jasna sprawa, jest to element spychologii ogólnej i stosowanej.

Jednak, kiedy myślę o tym z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że zasada nie była do końca bezsensowna. Jeje konsekwencją były:

1. konieczność przepełzania się młodego przez literaturę sprzed wielu dzisiątek lat, czasem sprzed wieku;

2. nabycie umiejętności rozumienia mętnie pisanych teorii, pożyteczna również w późniejszej karierze zawodowej 😉

3. umiejętność uprzejmego spławiania, pożyteczna również w życiu codzienym.

Przypuszczam, że Kolega mógł nie trafić na takie przypadki „nowych teorii fizycznych”, często zahaczające o obsesję. Ciekawe, że nikt nie zgłasza się na uniwersytety ze swoimi epokowymi doświadczeniami. A z teoriami to raz po raz…

Nie wiem, jak ta w Stanach, ale w Polsce (przynajmniej za moich czasów licealnych) uczniowie, a często również nauczyciele, dzielili naukę fizyki na doświadczenia, teorię i zadania. Przypuszczam, że osoby, których edukacja w zakresie fizyki zakończyła się na szkole średniej nadal oddzielają „teorię” od „zadań”. W takim podejściu teoria jest formą „hands waving”. Tak nazywano kiedyś teorie niepodparte gruntownymi obliczeniami, lecz wielkim zaangażowaniem emocjonalnym pomysłodawcy. Nikt nie traktował takich rzeczy poważnie. Aby zaś policzyć coś naprawdę rzetelnie, konieczny jest bardzo silny aparat matematyczny. Absolwenci fizyki teoretycznej taki aparat badawczy otrzymują.

Amatorzy nie, dlatego muszą poprzestać na „machaniu rękami”.

No i pewnie po prostu nie wiedzą, że teoria to przede wszystkim wielka kupa żmudnych obliczeń, a nie rzucanie koncepcjami Ogólnej Teorii Wszystkiego, lub choćby Ogólnej Teorii Młotka Jednostronnie Ściętego Ukośnie.

Re:Jeszcze taki przykładzik…

… z moich przygód w Salonie 24.

Otóz, nie tak dawno jeden pan — z tych zaciekłych krytyków „oficjalnej fizyki” — obwieścił, iż zdołał wyjaśnic mechanizm fizyczny tzw. apsydalnej precesji orbity Merkurego.

Już pewnie gdzies od 200 lat wiadomo, że apsyda orbity Merkurego — czyli linia łacząca punkty najmniejszego i najwiekszego oddalenia planety od Słońca — nie „stoi w miejscu”, tylko obraca sie w zaiste oszałamiającym tempie cos 5600 skeund katowych na stulecie.

W XIX wieku juz znany był rachunek zaburzeń, wiec udało się dojśc do tego, ze cos 5567 sekund z tej liczby (pisze z pamieci, wiec nie gwarantuje, że sa to absolutnie prawdziwe dane) udało się, przy pomocy rachunku zaburzeń, wyjasnić jako wpływ grawitacji innych planet. Pozostawały te 43 sekundy — no i dopiero Einstein przedstawił wyjasnienie, ze to jest efekt wytłumaczalny na gruncie jego OTW. No i dzis to jest chyba najszerzej uznawana teoria

Tymczasem, ow pan obwiescił, ze to wszystko jest nieprawda, ale on dociekł rzeczywistej przyczyny: mianowicie, precesja owa ma wynikac z faktu, ze prawo powszechnego ciażenia w postaci F=GMm/r^2 nie jest idealnie słuszne, tylko jeszcze dochodzi czynnik wykładniczy: F=(GMm/R^2)*exp(-A/r), gdzie A to pewna stała. Postac prawa jest wiec minimalnie rózna, bo wartosc A jest niewielka i odchylenie od „czystej Newtonowskiej siły” jest bardzo niewielkie.

Ale wartosc stałej A mozna dobrac tak, ze otrzymuje sie precesje orbity dokładnie zgodna z oberwowana.

Tak sie złozyło, ze ja akurat uczyłem numerycznego rozwiazywania równań rózniczkowych — mialem potrzebny program wrecz gotowy, wstawiłem tylko zmodyfikowana postac funkcji — no i faktycznie, komp mi wyrysował na ekranie pieknie precesujaca orbite.

Al e sam problem mnie zainteresował — zaczałem czytać, no i bardzo szybko sie doczytałem, ze zagadnieniem tym zajmował sie już nie kto inny, tylko… sam Newton! No i znalazł jeden mozliwy powód, dla którego eliptyczne orbity planet moga wykazywać apsydalną precesję: minowicie, otrzymał takie rozwiązanie, też modyfikując swoje własne prawo, tylko w postaci F=GMm(1/r^2 + B/r^3). Czykli dochodził jeszcze mały składnik odwrotnie proporcjonalny do sześcianu odległosci. I Newton to bardzo ładnie wszystko opisał w swoich „Principiach”. Tyle, ze oryginał „Principiów” mało kto czytał, więc o tej częsci zupełnie zapomniano — az dopiero „wyciągnał ja na światło dzienne” nie kto inny, tylko sam wielki „Chandra”, i to dopiero przed 16 laty.

Sprawdzenie, że ta zmodyfikowana przez Newtona jego własna formuła istotnie daje apsydalną precesje orbity, okazało sie dla mnie zadaniem niespodziewanie łatwym — wziałem po prostu Równanie Bineta, czyli pozyteczna „maszynke matematyczną” do oblicznia orbit planet i satelitów — no i faktycznie, wyszło mi, ze genialny Newton nic a nic nie zełgal, doszedł do prawidłowego rezultatu, choć „Równania Bineta” to on jeszcze znac nie mógł (on w ogóle jeszcze nie znał zadnych równań różniczkowych), tylko doszedł do wyniku mozolnie używajac prostszej, ale pracochłonnej matematyki.

Po czym z kolei uswiadomilem sobie, ze finkcja exp(-A/r) rozwija sie w szereg

1 – A/r + 1/2 (A/r)^2 – …., czyli po „urwaniu” na drugim składniku — co jest w pełni usprawiedliwione, bo A wszak ma być raczej mała liczbe — wzór tego pana z Salonu24 przechodzi dokładnie w ten sam wzór, który zaproponował Newton!

De facto, do tego zmodyfikowanego prawa ktos doszedł jeszcze całkiem niezależnie w XIX wieku i wtedy już przez pewien czas uważano, że ten dodatkowy mały człon odwrotnie proporcjonalny do sześcianu r moze tłumaczyc precesje orbity Merkurego — ale później te koncepcje porzucono (blizszych szczegółów, dlaczego, jednak nie umiem podać).

Wiec ten pan doszedł do rozwiazania całkowicie poprawnego matematycznie — tylko musiałem go zmartwic, że juz Newton o tej sprawie wiedział, i wszystko jest opisane w „Principiach”.

Re: nowe teorie fizyczne – autor:

Witam Kolege! Jedziemy poniekad na tym samym wózku, z tym, że: (a) ja młodym pracownikiem naukowym byłem bardzo, ale to bardzo dawno temu, i (b) jam tylko prosty doswiadczalnik, nie teoretyk.

Problem, o którym Pan pisze, znam — z tym, że zaskoczył Pan mnie nieco zasadą, iz odpowiadac ma najmłodszy członek zespołu. To chyba nie zasada, tylko cos wypływajacego z faktu, że najczesciej nikomu sie nie chce, a najmłodszy w zespole to oczywista „ofiara”, która musi podjac sie zadania, bo na nikogo młodszego zepchnąc juz nie moze.

Wykazywanie sprzeczności z wynikiem doswiadczeń czy obserwacji to chyba dobra metoda. Aczkolwiek, nawet w przypadku, gdy niezgodność danej teorii czy hipotezy z „empirią” jest absolutnie oczywista, to wyłozenie tego „czarno na białym” wcale nie musi zniechecic klienta.

W Salonie24 jest taki dział „Nauka” i tam obecnie pisuje cały tłumek „uzdrawiaczy oficjalnej fizyki” i wielu z nich chyba uważa, ze jeśli ich pomysły sa niezgodne „z empirią”, to tylko gorzej dla „empirii”. Ja tam trochę usiłowałem takich osobników „sprowadzac na Ziemię”, ale juz kompletnie wymiękłem, kiedy jeden z tamtejszych blogerów wytoczył rewlację, iz temperatura powierzchni Słońca wynosi nie mniej, ni wiecej, niż… 117 Kelwinów (słownie: sto siedemnaście Kelwinów).

Ja nie mam nic przeciwko próbom ulepszania obecnej teorii fizycznej. Żaden rozsądny fizyk nie będzie utrzymywał, ze obecny stan wiedzy jest doskonały. Jest kupa „białych plam” i cały gąszcz mniejszych, wielkich, czy wręcz kolosalnych znaków zapytania. Ja sam chętnie nastawiam ucha na różne wieści o tym, że coś nowego ciekawego ktoś albo zaproponował teoretycznie, albo zaobserwował „empirycznie”. Na przykład, jakis czas temu bardzo sie podnieciłem wiadomosciami, iż z pewnych obserwacji rozbłysków gamma moze wynikać, ze predkośc światła nie jest jednak stała, i dla gamm o bardzo wielkich energiach moze byc minimalnie mniejsza, niz dla takiego „bardziej zwyczajnego” zakresu energii fotonów.

Albo też o całkiem nowym podejsciu do natury grawitacji — jeden pan zaproponował, ze moze ona byc „siłą entropową”. Co by zupełnie zmieniało dzisiejsze rozpowszechnione zapatrywania, że sa cztery fundamnetalne oddziaływania i grawitacja musi sie dac „zunifikować” z pozostałymi trzema, tylko jeszcze nikt nie zdołał stworzyć tej teorii „grand unification”. Zas entropowa natura grawitacji wyjasnaiała by, ze nikomu sie nie udało takiej teorii stworzyć z tej prostej przyczyny, że to jest oddziaływanie odmiennej natury i z tymi trzema innymi po prostu sie zunifikowac nie da.

Ta praca o entropowej naturze grawitacji podobała mi sie zresztą z jeszcze innego powodu — mianowicie, z tego, że ja z siłami entropowymi miałem odrobine do czynienia (w moich badaniach nie, ale przynajmniej w dydaktyce, bo to standardowy kawałek mechaniki statystycznej, a Pan Bóg mnie pokarał i musiałem tego uczyć).

Ale wracając do rzeczy — problem, o którym Pan pisze, istotnie istnieje i niekiedy sprawia nieco kłopotów.

Przy czym wcale czesto słyszy sie oskarżenia, że zawodowe środowisko fizyków to mafia, że „oficjalna fizyka” jest celowo przez nich fałszowana i „manipulowana” z jakis niecnych pobudek. Niektórym takie oskarżenia przychodza nader łatwo, i to jest smutne i z gruntu niesprawiedliwe. Mnie, czujacego sie reprezentantem tego zawodowego środowiska, tego rodzaju sądy nie mogą raczej cieszyć — Pana, jak przypuszczam, również.

A ja wcale nie czuje sie członkiem jakiejs mafii siedzącej „w Okopach Świetej Trójcy Oficjalnej Fizyki”. Co do mnie samego, to bardzo, bardzo bym chciał, ze by jeszcze za mojego życia rozpoczeła sie kolejna „rewolucja w fizyce”, podobna do tej, która miała miejsce w początkowych dziesiecioleciach XX wieku. Tylko czasu pozostaje coraz mniej…

Ale rewolucja musi nastapic, to jasne. Żadna teoria fizyczna nie jest „ostateczna”, każda ma tylko pewien zakres stosowalności. Obecne teorie powstały na gruncie tego, co wydarzyło sie przed 100 laty — w pewnych zakresach spisuja sie one wyśmienicie, ale z biegiem lat coraz bardziej staje się jasne, jaki jest ich zakres stosowalnoisci — i, ze w multum przypadków juz potrzebujemy siegnać poza ten zakres stosowalnosci, tzn. stworzyc teorie o zakresie jeszcze rozleglejszym. Tyle, ze na razie sie „zacięło” i nie za bardzo mamy jasnośc, jak do tych nowych teorii dojść. Ale kiedys sie „odetnie”, to musi nastapic.

Dowcip jednak w tym, ze samym intelektem tego mozemy nie osiagnąc. Rewolucja sprzed 100 lat została zainspirowana wielka ilościa materiału empirycznego, z którym XIX-wieczna fizyka juz nie dawała sobie rady. Teoria kwantow nie powstała wyłacznie na drodze czystego rozumowania: był konkretny problem, spectrum ciała doskonale czarnego, kupa pomierzonych rezultatów — i Planck kombinoiwał, aż wykombinował. Niewykluczone wiec, że bodźcem do kolejnej „reowolucji” muszą sie też stać fakty empiryczne. Tylko jakie? I czy my te „potrzebne” juz znamy, tylko nie wiemy jeszcze, że „to one” — a moze jeszcze tych obserwacji nie dokonalismy? Licho wie, i tu jest pies pogrzebany!

rusz czaszaką..

methinks napisał:

> Wcale nie musi byc w tym sprzecznosci, bo najstarsze szczatki kromanionczykow d

> atuje sie na 35 000 lat, ale oni zyli kilkanascie (?) tysiecy lat i w tym czasi

> e powstaly malowidla w Lascaux. Zmniejszanie sie mozgu zaczac sie moglo 20 000

> – 30 000 lat temu, co nie zmienia faktu, ze kromanionczycy mieli najwieksze moz

> gi wsrod homo sapiens.

> Zreszta dziennikarze naukowi znani sa z popelniania bledow.

Największe mózgi z h.sapiens mieli neandertalczycy.

Do braci (wbrew wszelkim znakom na niebie i ziemi) się nie chcesz przyznać?:-)

http://stwarzanie.files.wordpress.com/2009/06/wzrost.jpg?w=313&h=320

A wstosunku do wzrostu to juz wogóle..

Przeczytaj koniecznie !

methinks napisał:

> > Polscy „Racjonaliści.pl” propagują palenie tytoniu

>

> Chyba tylko w Twoim (nienajlepiej) zaprojektowanym mozdzku. Tam jest tylko napi

> sane, ze tyton, tak jak wiekszosc innych substancji, ma najprawdopodobniej jaki

> s prog, dopiero po przekroczeniu ktorego zaczynaja sie dzialania nieporzadane.

> Czy ta uwaga namawia do palenia?

1) Autor powołuje się na przestarzałe dane i stawia radykalne wnioski ,co przyczynia sie do zdejmowania blokady wobec nikotynizmu, sprzyja tolerancji wobec niewolnikow nałogu palenia tytoniu, co pozwala im smrodzic zrównoważonym psychicznie ludziom pod nos, a zarazem jest wodą na młyn dla chciwych zysku koncernów tytoniowych !

2) Tylko ignoranci i ludzie niezrownoważeni psychocznie (od jakich roi sie posród pisarczyków na racjonaliście.pl) są w stanie (na gruncie „nauki”) sie licytować w tematach typu : „ile Cyklony B można wsypywać do komory gazowej ,aby nie szkodziło to ludziom w promieniu przynajmniej 50 metrów”.

http://mojasd.ovh.org/strony/auschwitz/au2.jpg

Człowieku wez Ty się zastanów i otrząśnij. Masz prawo nie uznawać faktu IP w przyrodzie, masz prawo mnie nie lubić po gazetowemu–forumowemu, ale bądzże obiektywny ,co do faktow niepodważalnych ! Palaczy należy pietnować na wszelkie możliwe sposoby ,przepędzać nie na balkony czy klatki schodowe ,ale na mróz i ulewy ! Bo w ten sposob chronimy nie tylko siebie ,ale tez nasze dzieci ,dla których staje się to wówczas czymś ohydnym. Jest to też korzystne dla samych palaczy ,ponieważ takie traktowanie obrzydza im truciznę ,ktorą się raczą. Pomyśl o tym zanim siadziesz i znowu coś napiszesz !

> Nie sadze, chyba kazdy moze sam dojsc do tego

> wniosku.



Nie znasz psychiki ludzkiej. Miałeś kiedyś do czynienia z uzależnieniami ? Jaj mam na codzieć ,bo to moje zajęcie pomagać takim ludziom. Tutaj chodzi o klimat. Jeżeli ktoś mówi dziecku : nie pal bo jestes zamały,a taki rodzic sam pali ,to dziecko sobie myśli :jak bede duży I(duża), to już będę mógł (mogła ) palić. Rozumiesz ukryte niebezpieczeństwo ? To samo dotyczy klimatu tolerancji dla palenia. Tak nie może być, nasze dzieci (i nie tylko dzieci) mają się uczyć ,ze jest to SMIERC i CHOROBY i nie ma dla takich zachowań ZADNEJ TOLERANCJI. Oczywiście koncernom tytoniowym takie postępowanie nie służy !

A więc opublikowanie tego artykułu na racjonaliście.pl to przejaw ich kolejnej sromotnej głupoty ,która pokazuje ze przez swoją głupotę czynią się oni wrogami ludzkości. Ze lepiej naszym dzieciom nie pokazywać ich popisowych „madrości”. Ostatnio na moim blogu ktoś dokonał interesujacego wpisu na temat ich twórczości.

>Nie pale nie dlatego, ze jest to niezdrowe i od jednego papierosa padn

> e na zawal, tylko dlatego, ze palacze smierdza i je..ie im z ust – dla mnie to

> glowny powod.

Przeczytaj koniecznie tą ksążkę.

www.gandalf.com.pl/fragment/leczenie-uzaleznionej-osobowosci/

http://imguser.gandalf.com.pl/pd_193599.jpg

pozdrawiam.