Re: To nie jest dyskusja na ten wątek!!!!

Tutaj mamy mówic o prawdopodobiństwie, które się daje precyzyjnie zdefiniować w ilosciowych terminach.

Tak jest w przypadkui prezentów, i krasnali. Jeżeli by wziąc wielka liczbę wydarzeń, odbywających sie według identycznego scenariusza, ale poza tym całkowicie niezależnych — to prawdopodobieństwo uzyskakia „pozytywnego” wyniku definiujemy jako stosunek liczby, które zakończyły się owym pozytywnym wynikiem, do całkowitej liczby wydarzeń.

„Prawdopodobieństwo samoistnego powstania życia” to nie jest coś, co sie da wtłoczyć w ramy takiej precyzyjnej definicji. Taki termin wymyślono głównie na użytek mało wykształconej gawiedzi, przede wszystkim kreacjonistycznej. I te gawiedź epatują takimi ‚rewelacjami’ głównie tacy, którzy silnie pożądali poklasku innych — ale nie potrafili stworzyc niczego, co by im zapewniło poklask „intelektualnej śmietanki”. Więc, z braku laku, na zasadzie „jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co sie ma” — starają się o choćby jakikolwiek poklask, niech juz nawet będzie ze strony niewykształconej gawiedzi, byle by był, byle by był!

Jakiekolwiek wyliczenia „prawdopodobieństwa powstania życia na Ziemi” miały by sens, owszem, gdybysmy potrafili racjonalnie uzasadnić cos nastepujacego. Rozważamy wielką liczbę planet identycznych z naszą Ziemią — i natstepnie w sposób przekonywujący uzasadniamy, ze życie powstałoby tylko na planetach stanowiących jakis niewielki podzbiór tej całosci identycznych z Zimią planet, a na reszczie by nie powstalo.

Każda inna definicja tego prawdopodobieńtwa warta jest tyle, co gadanie cioci-Kloci, czyli najwyżej o kant doopy mozna ja potłuc, ale do niczego innego sie nie nadaje, niz do „czarowania buractwa”.

Austriackie gadanie :)

Robi sobie Musk reklamę, i tyle. Realnie to ani nie ma na razie odpowiednich technologii, ani zaplecza do wcielenia ich w życie, ani wreszcie powodu, aby wydawać zylion dolarów na ten cel.

Niestety, horyzont dwudziestoletni to mrzonka, chyba że nastąpi przełom w technologiach, w co bardzo wątpię, albo pojawi się kwestia rozstrzygnięcia, czy życie na Marsie to tylko bakterie :), albo wreszcie cel polityczny, co wydaje się najbardziej realne, ale w horyzoncie 30-40-letnim.

Re: Szczęśliwi, bo zapracowani

polakzidaho napisał:

> Amerykanie uwielbiają pracować, bo praca zwalnia od myślenia i rozterek…

Bzdury wypisujecie towarzyszu z Idaho.Amerykanie wiedza ze gadanie o dupie marynie

przy flaszce do rana prowadzi do otepienia.,a takie sa dyskusje w domach polskich.

Dabaj wiec o swe zdrowie,wykonuja prace najlepiej,czasami automatyzacja jest cecha pracy.

Jakie to wartosci repezentuja europejczycy? a polacy szczeglnie jako najbardzie z europenizowani.Kalmuctwo i snobizm ktorym z tego postu jedzie.

Re: In vitro – liczę na rozum

A ty jestes madrzejsza i od Pana Boga i od Matki Natury, choc sam pan prof. przyznal, ze jedynie nieudolnie ja nasladuje…

No to ja bym chcial syna o wzroscie 2m (sam mam 175), czarnych oczach i wlosach (mam brazowe/zielone), o sile Herculesa, inteligencji Einsteina, sprawnosci Bruce Lee i Roberto Baggio razem wzietych…, do tego corke o wzroscie 165, szczuplej, zgrabnej, blond wlosy, niebieskie oczy… Niech mi to tak naukowcy genetycznie podobieraja, a panstwo niech za to placi… za moje lenistwo tez..

A moze jednak nie powinno sie poprawiac tego, co natura wypracowywala miliardy lat ?

Gadanie o doplatach do in vitro, gdy nie doplacaja nawet do leczenia zebow jest paranoja…

In vitro – to się opłaca! – GDZIE?

„My, Polacy, rzadko potrafimy myśleć perspektywicznie. Nie stać nas na mądre i potrzebne inwestycje – mawiamy. Zasłaniamy się biedą, niemożnością. To błąd. Popatrzmy na kwestię in vitro na zimno i przekalkulujmy. Powoływanie do życia dzieci z probówki to fantastyczna, choć długoterminowa, inwestycja dla państwa. Pamiętajmy o tym, podejmując ostateczne decyzje.”

To niestety puste gadanie zakładające dostepność niegraniczonych środków finansowych. Autor sprawdza czy dany projekt jest zyskowny i jeżeli tak to „zaciąga” na niego kasę.

Nasz, polski, problem to ograniczenie zaspobów, czyli należy dokonać analizy porównawczej z alternatywnymi projektami czyli np. wsppieraniem adopcji, zdrowia i edukacji tradycyjnie urodzonych dzieci. Dopiera jeżeli, co mocno wątpię, okaże się że lepiej wychodzi pchac kasę w in vitro niż w żłobki i kredyty dla młodych małżeństw, można mówić, że in vitro się opłaca.

Rozliczamy… ;-)

ednolicieczarnykamuflaz napisał:

> Pomysł ogólnie fajny.

Pomysł sprzed roku. Wolałbym usłyszeć wyjaśnienia, co RZECZYWIŚCIE zrobiono dla ochrony ciemnego nieba.

Bo gadanie o ścieżkach dydaktycznych, gnomonach, które przez pół roku pokazują złą godzinę 😉 i ulotki, to działalność zabawowo-dydaktyczna. Oczywiście, fajnie jest usłyszeć, że Czesi okazali się lepsi w stawianiu tablic, a Polacy „już niedługo” je zainstalują. Ale chciałbym wiedzieć, czy wymieniono oświetlenie i czy zainstalowano kamery mierzące stopień ciemności. Bo to było głównym celem stworzenia Parku Ciemnego Nieba.

***

Z innych spraw: widzę, że Agora wykazuje dużą konsekwencję w omijaniu dobrych zwyczajów dziennikarskich. Tak jak poprzednio zdjęcie pozbawione jest źródła. Pochodzi z serwisu NASA, który wymaga podania autora (NASA requires that they be provided a credit as the owners of the imagery. A fe! Sam obraz nie jest zdjęciem tylko wizualizacją (tu całość)

Poprzednim razem wspólnie doszliśmy do wniosku, że inicjatywa Parku Ciemnego Nieba ma cel społeczno-ekonomiczny (nie zaś naukowy). Czyżby interes się źle kręcił po roku? Turyści nie dopisują? Może te tablice jakoś trzeba… no… zrobić? Więcej ulotek…?

Kornel



„Kornel: moje podróże”