Re: „Rz”: Ile pieniędzy utopiono przy budowie okr

Gość portalu: Kagan napisał(a):

> Nie slyszales o zdalnie sterowanych i „inteligentnych” torpedach?

Okręty nawodne używają takowych wyłącznie do zwalczania okrętów podwodnych. Atak torpedami na inny bojowy okręt nawodny równałby się zasadniczo samobójstwu, w sytuacji gdy współczesne rakiety przeciwokrętowe mają zasięg wielokrotnie większy od torped i w dodatku pokonują go wielokrotnie szybciej.

Pzdr



Beam me up, Mr. Scott; there’s no intelligent life here!

Ospa u Aztekow.

W 1519 Hernán Cortés dobił do brzegu ówczesnego imperium Azteków. Po tym wydarzeniu doszło do jednego z najlepiej znanych zbiegów okoliczności w historii. Aztekowie spodziewali się nadejścia białoskórego boga z blond włosami[potrzebne źródło], Quetzalcoatla. Ponieważ Cortés był białoskóry, został przywitany jako bóg i jako taki próbował sprawować władzę. W 1520 kolejna grupa Hiszpanów przybyła od strony Kuby, dobijając do brzegu w dzisiejszym Meksyku. Wśród nich był afrykański sługa, zakażony VARV (wirusem ospy prawdziwej). Gdy Cortés dowiedział się o tej grupie, wyruszył i pokonał ich. W czasie walki jeden z ludzi Cortésa zakaził się. Kiedy Cortés powrócił do Tenochtitlán, przyniósł chorobę ze sobą.

W niedługim czasie Aztekowie zdali sobie sprawę, że Cortés nie jest bogiem i wzniecili rebelię. Hiszpanie ze względu na dużą przewagę liczebną Azteków zmuszeni byli uciekać. W czasie walki chory na ospę Hiszpan zmarł. Po bitwie Aztekowie przeszukali ciała najeźdźców w poszukiwaniu kosztowności i zostali zainfekowani. Cortés nie powrócił do sierpnia 1521. Tymczasem ospa wyniszczała populację Azteków. Zabiła większość azteckich wojowników, władcę Cuitláhuaca i ponad 75% ludności Meksyku. Hiszpański ksiądz opisał to: „Jako że Indianie nie znali lekarstwa na chorobę, umierali gromadnie, umierali jak pluskwy. Nierzadko zdarzyło się, że każdy z domu umarł i że niemożliwe było zakopać martwe ciała; zawalano ich domy, żeby stały się ich grobowcami”. Żołnierze, którzy jeszcze żyli, byli nadal słabi. Wtedy łatwo pokonano Azteków i dotarto do Tenochtitlán, gdzie Cortés stwierdził, że ospa zabiła więcej Azteków niż armaty. Aztekowie twierdzili, że nie można było przekroczyć ulicy bez stąpania po ciałach ofiar ospy.

pl.wikipedia.org/wiki/Ospa_prawdziwa

Re: Naukowcy z UCLA opracowali ‚cyfrowego’ detekt

> Co myślicie o tym pomyśle i czy sądzicie, że osiągnie sukces?

Już osiąga. Podobne programy pomagają już typować niebezpieczne miejsca w Santa Cruz i Nowym Jorku:

singularityhub.com/2011/08/29/pre-cog-is-real-%E2%80%93-new-software-stops-crime-before-it-happens/

Właściwie to nie jest żadna praca detektwyistyczna, tylko element szerszego trendu „zanikania anonimowości”. Kiedyś, gdy ludzie mieszkali w małych społecznościach, każdy z grubsza wiedział czego się spodziewać po własnych sąsiadach. Gdy miasta zaczęły się rozrastać, pojawiła się anonimowość i miejsce dla nowych rodzajów przestępstw. Teraz z roku na rok komputery zbierają i analizują coraz więcej informacji o ludziach, co sprawia że anonimowość stopniowo zanika. Wracamy po prostu do sytuacji, gdy każdy będzie znał każdego.

Argument demograficzny jest niepodważalny!

petrucchio napisał:

> noveyy777 napisał:

>

> > O kurcze, to w takim razie w Ameryce po przybyciu Europejczyków powinno

> być ze sto

> > miloardów ludzi:)

>

> Daj sobie spokój, nie trolluj.

>

Nie możesz się powstrzymać, żeby mnie nie obrazić? Tylko ty masz prawo opisywać swoje poglądy? Jakby ludzie do Nowego Świata przybyli wcześniej i wybili MEGAfaune, to przodkowie dzisiejszych Indian amerykańskich zastaliby tam 50 000.000 populacje ludzi. Co się z nimi stało?Wystarczy policzyć

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033754&MID=%3Cj7i13r%24sie%241%40inews.gazeta.pl%3E

(…)Jared Diamond napisał, że najbardziej spektakularnym wydarzeniem jeżeli chodzi

o kolonizację lądów przez naszych przodków było zasiedlenie obu Ameryk.

Początek ekspansji miał mieć rzekomo miejsce około 20 000 lat temu, gdy to

przodkowie Indian najpierw przekroczyli Cieśninę Beringa, następnie 10-12 000

lat temu, na wysokości styku dzisiejszych granic Ameryki Północnej i Kanady

weszli do Nowego Świata i go szybko skolonizowali.

Następnie w przeciągu około 1000 lat mieli oni zasiedlić obie Ameryki i

bezpośrednio przyczynić się do eksterminacji tamtejszej megafauny.

Przed przybyciem człowieka do Nowego Świata żyło tam wiele potężnych zwierząt:

mamuty , mastodonty, glyptodonty, bobry wielkości niedzwiedzia, szablozębne

koty, lwy, gepardy, wielbłądy, konie, ogromne leniwce naziemne i wiele innych

gatunków, których już nie ma na świecie.

Jedna z uznanych teorii zagłady tej megafauny (którą popiera też Jared

Diamond) nosi nazwę „Blitzkriegu” autorstwa geologa Paula Martina.

Uważa się, że pierwsi ludzie, którzy dotarli do obu Ameryk w krótkim czasie

wytępili megafaunę, co zajęło nie więcej niż właśnie 1 000 lat.

Stanowiska archeologiczne informują uczonych, że po około 1000 lat od chwili

kolonizacji obu Ameryk broń kolonizatorów/myśliwych nagle się zmienia na

nieprzystosowaną do łowienia grubego zwierza, a zapis kopalny informuje,że w

tym mniej więcej czasie w Ameryce Północnej wyginęło około 73%, natomiast w

Ameryce Południowej 80% wielkich ssaków!

Wspomniany geolog Paul Martin twierdzi, że przodkowie Indian trafili na istne

Eldorado, gdy przybyli do Ameryki Północnej.

Obfitość niepłochliwych i wielkich zwierząt, które nigdy nie widziały

człowieka, przez co padały łatwym łupem, przyczyniła się do gwałtownego

przyrostu naturalnego populacji kolonizatorów, a w efekcie do jeszcze

większego zapotrzebowania na żywność.

Na pierwszy ogień miały iść właśnie wielkie ssaki, co w połączeniu z

łańcuchową reakcją polegającą na eliminacji całych łańcuchów pokarmowych,

zdaniem Martina, przyczyniło się do ich błyskawicznej w skali geologicznego

czasu zagłady.

Jak każda teoria i tezy Martina zostały poddane ostrej krytyce naukowców,

którzy widzą to wszystko inaczej.

Dla potrzeb mojej argumentacji przejdę do najbardziej istotnych zarzutów.

Krytycy zadawali następujące pytania:

-Czy niewielka gromada kolonizatorów mogła rozmnożyć się wystarczająco szybko,

żeby zaludnić półkulę, na której leża obie Ameryki w ciągu 1000 lat?

-Cy mogli oni rozmnażać się i rozprzestrzeniać wystarczająco szybko aby

pokonać prawie 13 000 kilometrów w czasie 1000 lat?

-Czy tzw. myśliwi z Clovis, którzy mieli dać początek całej populacji Indian

obu Ameryk byli rzeczywiście pierwszymi ludzmi, którzy dotarli do Nowego Świata?

Odnosząc się do dzisiejszych obserwacji Jared Diamond zaczyna uzasadniać

teorię, którą popiera. Twierdzi,że zagęszczenie pośród współczesnych łowców

zbieraczy, nawet na obfitujących w zwierzynę terenach, nie przekracza czterech

osób na dziesięć kilometrów kwadratowych.

Biorąc pod uwagę szacunki mówiące,że cały obszar zdolny do zamieszkania i

polowań w Nowym Świecie w tamtych czasach wynosił jakieś 26 000.000 kilometrów

kwadratowych, uważa się,że mogło tam żyć jakieś 10 000.000 myśliwych po jego

zaludnieniu.

Następnie Jared Diamond powołuje się na współczesne przykłady kolonizowania

nowych obszarów (w książce przytacza te przykłady) i zaznacza, że tempo

wzrostu populacji może osiągać w takich przypadkach 3,4% rocznie, co odpowiada

temu, że każda para pozostawia czworo przeżywających dzieci, a średni czas

pokolenia wynosi 20 lat.

Wobec takiego tempa przyrostu naturalnego początkowa populacja złożona z 100

łowców zbieraczy, którzy skolonizowali Nowy Świat rozmnażałaby się do liczby

10 000.000 „obywateli” przez 340 lat! A więc łowcy z Clovis mogli z łatwością

rozmnożyć się do liczby 10 000.000 osobników w ciągu 1 000 lat, a nawet do

liczby kilkudziesięciu milionów osobników!

Następnie Jared Diamond odpowiada na kolejne pytanie: Czy przodkowie pionierów

z Edmonton mogli dotrzeć do południowego krańca Ameryki Południowej w ciągu

1000 lat? Odległość w linii prostej wynosi 13 000 kilometrów, więc musieliby

przebywać około 13 kilometrów rocznie, aby przebyć tą odległość w 1000 lat.

Każdy wprawny współczesny łowca mógłby z łatwością pokonać taką odległość

jednego dnia i nie ruszać się z miejsca przez pozostałe 364 dni!

Przy dopasowaniu tych faktów do bardziej współczesnych obserwacji migracji

dziewiętnastowiecznych Zulusów z południowej Afryki, których zasięg osiągał

5000 km. w ciągu 50 lat te szacunki i oparte na nich wnioski,co do założeń,że

przodkowie współczesnych Indian mogli czegoś takiego dokonać są nad wyraz

racjonalne!

Re: Sprawa dla policji i psychiatry

Jeżeli faktycznie były ślady, to nie ma o czym gadać. Ingerencji cudownej nie było:)

Egzorcyści donoszą o wielu przypadkach, gdy z ciała osoby „opętanej” wydobywane były różne dziwne przedmioty. I można dawać temu wiarę lub nie. Ja nie uważam, że za każdym takim przypadkiem stoi oszustwo. Ale nikogo do podzielania mojego zdania zmuszać nie bedę:)



A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia.

Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji.

Andrzej Sapkowski

Re: Jakim cudem???

ostrygojadek napisał:

> Jeżeli rząd Chin ma w budżecie 100 dolarów i wyda te 100 dolarów na budowę infr

> astruktury, którą za chwilę wyburzy, to odzyska z tego, powiedzmy, 30 dolarów w

> podatkach. Więc niby jakim cudem ma z tego powstać wzrost gospodarczy? Przecie

> ż to się nie trzyma kupy.

W jaki sposob otrzyma 30 doll w podatkach,skoro rzekomo te domy nie zostaly wykupione?

Podatki mozna uzyskac tylko wtedy,gdy to co wybudowane sie sprzeda.

Jesli sie wybuduje za 100 doll a nastepnie zburzy za kolejne 100 doll to ma sie 200 doll deficytu w budzecie.

Błędnokołowa argumentacja-kult atomowego mózgu.

blero napisał:

> nie ma powodu zakladac, ze zjawiska nieznane stana sie wkrotce znane poniewaz j

> ak dotychczas nie udalo sie to w przypadku zadnego zjawiska. Nie udalo wyjasnic

> sie czym jest materia, energia lub jak i dlaczego powstal wszechswiat.

Żeby Majka mogła zweryfikować rojenia swojego atomowego mózgu musiałaby odwołać się do jego opinii, a więc błędne koło się zamyka. Więc pozostało się majce odwołać do nadziei, ze „wszechmogąca nauka” wszystko kiedyś wyjaśni. Atomowe mózgi dobre na wszystko:)

„Argument to the future”- ‘Błąd ten popełnia się, gdy się twierdzi, że coś w przyszłości uda się wykazać, choć teraz jest to niemożliwe’.

http://i.iplsc.com/-/00008DCAH0JP1YQT-C102.jpg

bioslawek.wordpress.com/

bioslawek.files.wordpress.com/2011/09/na-bezrybiu-i-rak-ryba-kopletne-podwac5bcnie-modeli-abiogenezy-nowoczesnej-formy-samorc3b3dztwa.pdf

bioslawek.files.wordpress.com/2011/09/na-bezrybiu-i-rak-ryba-kopletne-podwac5bcnie-modeli-abiogenezy-nowoczesnej-formy-samorc3b3dztwa1.pdf

pozdrawiam.

Re: Przełom w produkcji czystszej i z nowego zro

Nawet gdyby życzliwie traktować sprawę Rossi/Focardi, pomysły typu „genialny wynalazca odkrywa w tajemnicy nowe prawa przyrody” niestety mają znikome prawdopodobieństwo zaistnienia w dzisiejszych czasach. To przykre, ale w czasach, gdy publikacje mają po 150 autorów, a aparatura, na której były prowadzone badania/obserwacje kosztowała i setki milionow dolarów (lub więcej) pole dzialania dla samotnych geniuszy skurczyło się niepomiernie. Proszę spojrzeć, jak długo trwało poznawanie tajemnicy jadra atomowego i jak wiele osób brało w tym udział, zanim powstały: reaktor, bomba i elektrownia…

Re: Jak zwalczać spekulacje – wg. Komisji UE

Wydawało by się, iż na większość pytań postawionych w niniejszym wątku odpowiada artykuł opublikowany w Gazedzie wyborczej z dnia 29 – 30.10.2011 dostepny pod.:

wyborcza.biz/biznes/1,101562,10558357,Unia_szykuje_pieklo_dla_finansowych_spekulantow.html

Jeśli czytać ten tekst .. wiele stwierdzeń jest jednak niezrozumiałych i budzi wątpilwości. Zaznaczam te fragmenty pogrubionym drukiem – i apeluję uczestników dyskusji o próby wyjasnienia oraz komentarze .:

[„… Na pierwszy ogień poszła tzw. naga krótka sprzedaż (naked short selling). To odmiana „krótkiej sprzedaży”, która polega na pożyczaniu z instytucji finansowej np. obligacji w celu ich sprzedaży. Jeśli pożyczający inwestor właściwie przewidzi koniunkturę i kurs obligacji spadnie, to może później je taniej odkupić i zwrócić na rachunek. Różnica kursu jest jego zarobkiem. W ten sposób może zarabiać w bessie według zasady: im taniej, tym lepiej.

Czyli im większe kłopoty ma państwo ze spłatą zadłużenia, tym tańsze są obligacje i tym więcej spekulant zarabia na krótkiej sprzedaży. W takim scenariuszu państwa płacą coraz większe odsetki od zadłużenia, ale spekulanci cię cieszą, bo zarabiają, obstawiając czyjeś bankructwo. Przy „nagiej krótkiej sprzedaży” można nawet oferować instrumenty, których się aktualnie nie posiada, czyli przed pożyczeniem, jeszcze bez pokrycia. I tak w sztuczny sposób dodatkowo zaniża się notowania.

Gdy w 2010 r. kryzys w strefie euro się rozkręcał i ceny obligacji zaczęły lecieć na łeb na szyję, Niemcy i Francja zgodnie obwiniły „nagą krótką sprzedaż” o zdestabilizowanie rynków finansowych.

„Nagie” transakcje służyły głównie czystej spekulacji i z tego właśnie powodu Niemcy i Francja rozpoczęły batalię o ich zakazanie. W połowie października tego roku Unia zgodziła się zakazać „nagiej krótkiej sprzedaży”, ale zakaz wejdzie w życie dopiero 1 listopada 2012 r. i będzie dotyczyć tylko nowych umów.

Zakaz „nagiej krótkiej sprzedaży” dotknie też tych, którzy obracają tzw. CDS-ami na rządowe obligacje (Credit Default Swaps).

Dzięki nim można zabezpieczyć się przed bankructwem np. Grecji, zupełnie jakby kupując polisę ubezpieczeniową i przenosząc ryzyko na kogoś innego. Ideą zakazu „nagiej” sprzedaży CDS-ów jest zabronienie kupowania takich polis ubezpieczeniowych tym, którzy obligacji do zabezpieczenia nie posiadają

, czyli w praktyce nie mają żadnego interesu w CDS-ach, poza czystą spekulacją. Za pomocą CDS-ów z powodzeniem można zwalić kursy obligacji, wywołując efekt psychologiczny na rynku. Posiadacze np. greckich papierów z przerażeniem obserwują wzrost cen polis-CDS-ów i kiedy puszczają im nerwy, sprzedają swoje papiery, pogłębiając spadki cen.

Podatkiem w handlujących na okrągło

W listopadzie mają ruszyć prace nad unijnym podatkiem od transakcji finansowych – FTT (Financial Transaction Tax). Pod koniec września Komisja Europejska przyjęła propozycję jego wprowadzenia. Na pierwszy rzut oka to danina niewielka, bo od 0,01 do 0,1 proc. wartości transakcji w zależności od instrumentu. Jednak ma to być bat na spekulantów, którzy na okrągło handlują na giełdach. Kluczem jest konstrukcja podatku: płaci się od wartości transakcji, a nie od zysku, obciążone są nie tylko transakcje kupna, ale i sprzedaży, płaci i kupujący, i sprzedający. Oznacza to, że ktokolwiek przyłoży rękę do transakcji finansowej na terenie Unii, ten zapłaci, a kto zrobi to milion razy, zapłaci milion razy bez względu na to, czy zarobi, czy nie.

Podatek może być bardzo dolegliwy dla tych graczy, którzy żyją z handlu non stop, wykorzystując każdą okazję do zarobku. Obracają oni greckimi obligacjami, choć wcale Grecja ich nie interesuje, kontraktami na ropę naftową, choć wcale nie zamierzają jej odebrać. Po prostu zarabiają na wahaniach cen, zupełnie nie patrząc na konsekwencje swoich działań.

Nowy podatek będzie pobierany np. od instrumentów finansowych opartych na obligacjach, czyli CDS-ów. Unia w ten sposób może upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze, zarobi pieniądze – mówi się o 57 mld euro w skali roku. Po drugie, zniechęci do obracania instrumentami, które potrafią zdołować dług do takiego poziomu, że dłużnik może splajtować. Bo przecież spekulant dwa razy się zastanowi, zanim wielokrotnie obróci tego samego dnia tym samym instrumentem. Przed każdą transakcją będzie pewny tylko jednego – że zapłaci podatek, niezależnie od tego, czy udało mu się zarobić, czy też nie.

Londyn i Ameryka stają okoniem

Europejskie pomysły na wzięcie w karb spekulantów mają słabe punkty. Przede wszystkim dotyczą instrumentów i transakcji, na które monopolu nie mają unijne rynki.

„Naga krótka sprzedaż” i handlowanie na okrągło odbywają się na całym świecie. Istnieje poważne ryzyko, że inwestorzy przeniosą się ze swoimi operacjami pod inną szerokość geograficzną.

Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie europejskich zasad w skali globalnej, ale szanse na to są niewielkie, bo Wall Street z reguły sprzeciwia się wszelkim ograniczeniom w wolności handlu i

z niechęcią patrzy na podatkowe dokręcanie śruby. Antyspekulacyjne działania w Europie mogą być zachętą dla innych rynków, np. w Ameryce czy Azji, aby przyjąć spekulantów pod swój parasol. Wtedy spadłoby znaczenie np. londyńskiego City jako centrum światowego obrotu finansowego. Dlatego Brytyjczycy ostro protestują przeciwko eliminacji „nagiej krótkiej sprzedaży” i nowemu podatkowi. ..”]

A więc .. jeśli by wyświetlić kilka pojęć to może byłaby to jakaś recepta.. tyle, że byłaby ona i tak nieskuteczna .. bo można dalej spekulować na giełdach poza Europą

Jeszcze więcej wątpliwości znajdujemy w artykule dostępnym pod .:

wyborcza.pl/1,75248,10562391,The_Economist__Tragedia_szczytu_grupy_euro.html

Wydaje mi się, że potrzeba krytycznego oglądu tego co robią rządy i banki – przez niespecjalistów zachodzi nadal.. ~ Andrew Wader

Re: O co ci znowu chodzi? Dostałeś coś chciał

noveyy777 napisał:

> petrucchio napisał:

> Piotrze o co chodzi? To jest ten artykuł, którego ty nie potrafiłeś znalezć.

LOL, znalazłem ten i inne dawno temu. Mój komentarz powyżej dotyczy faktu wklejenia zmaltretowanego tekstu angielskiego jak leci, co zamienia go w trudną do zrozumienia miazgę słowną. Pewnie nie robi ci to różnicy, jeśli tekst tak czy owak jest dla ciebie chińszczyzną.

> To jest ten artykuł na podstawie którego (między innymi, bo mam jeszcze je

> den, który na pewno też jest obecny osiągalny w sieci) pisałem swojego posta. M

> am jeszcze dwa artykuły tego autora po polsku. Ty natomiast nie potrafiłeś go z

> nalezć, bo nawet nie potrafiłeś sobie wyobrazić, jakich słów kluczowych używ

> ać
. A jak ci podstawiłem pod nos coś chciał, to z kolei go nie potrafisz zr

> ozumieć. I taka z tobą gadka.

> Nie potrafisz merytorycznie dyskutować ani z moim streszczenie, ani z orygin

> alnym tekstem.

„Prawo powtarzalnej zmienności” jest nonsensem. Jak już pisałem, obala je łatwo każdy potwierdzony przypadek istnienia gatunku pierścieniowego. Nie mogłyby one istnieć, gdyby pula genetyczna każdego gatunku była stabilizowana w sposób, jaki sugeruje Lönnig.

> Raising the barBłąd ten robi się zawsze, gdy się żąda od swego opone

> nta coraz mocniejszych dowodów na coś, podnosząc wciąż poprzeczkę i wymagania a

> rgumentacyjne, mimo że oponent wciąż dostarcza mu dowodów, których on wcześniej

> żądał. Wybieg ten jest czystą socjotechniką i ma zniechęcić oponenta od uza

> sadniania swego stanowiska, ponieważ nikt nie jest w stanie dostarczać dowodów

> na coś w nieskończoność
. Ateiści i racjonaliści bardzo często popełniają te

> n błąd logiczny w dyskusjach, gdy wciąż wymyślają jakieś preteksty w stosunku d

> o argumentacji oponenta, chociaż wcześniej dostarczył on już dowodu, jakiego od

> niego żądano. Jeśli kiedykolwiek natrafisz na sytuację, w której sceptyk otrzy

> ma od ciebie argument, jakiego oczekiwał, a mimo to nie uzna go za wystarczając

> y i będzie wymyślał coraz bardziej rygorystyczne warunki dla „być albo ni

> e być” tego argumentu, zastopuj i zwróć mu uwagę na to, że popełnia on bł

> ąd logiczny raising the bar. Możesz wtedy wycofać się z dyskusji, bez naraże

> nia się na zarzut nieuzasadnienia swego stanowiska, ponieważ twój oponent popeł

> nił w swej argumentacji błąd logiczny
.

Ja ci żadnej poprzeczki nie podnoszę, tak jak nie podnosiłem ci jej w przypadku dyskusji o granicy między „gadami” a „ptakami”. Jeśli pytam w kółko o to samo, to tylko dlatego, że wymigujesz się od odpowiedzi. O publikacjach Lönniga masz znikome pojęcie, czego jasno dowodzi fakt, że wciąż nie wiesz o który artykuł mi chodzi, choć kreacjoniści całego świata wyciągają go jak bezcenny eksponat: „Patrzcie, kreacjoniści też czasem publikują w poważnych czasopismach i nie boją się wspomnieć o ID!”



To my, pingwiny!

Re: Pan Bóg czy przypadkowa selekcja?

noveyy777 napisał:

> Dobór naturalny ma charakter konserwujący: oczyszcza pulę genową z niekorzystny

> ch mutacji, przez co zabezpiecza populację przed chorobami genetycznymi.

Niekorzystne z jednego powodu mogą być korzystne z innego lub nie odgrywające na tle innych znacząco wpływającej na przetrwanie roli. Poza tym niekorzystne w jednym środowisku mogą być korzystne w innym.

> Mutanty umierają szybko

Znacząca większość umiera szybko. Ale nie wszystkie.

> Poniżej kilka zdjęć zmutowanych muszek owocowych

Proponowałbym Ci także kilka zdjęć ludzi innych ras. Pochodzący od jednego Adama, zmutowani, nie umarli szybko i dla specyficznych warunków środowiskowych wykształcili cechy ułatwiające im pobyt tam. A także ludzi dotkniętych chorobami genetycznymi, u których negatywne skutki mutacji ujawniają się dopiero wtedy, gdy zmutowane geny spotykały się w określonej konfiguracji.

Część ludzkiej populacji jest np. odporna na zarażenie HIV.

> A więc doświadczenia nie potwierdziły założeń neodarwinistów.

To niemożliwe, by wszystkie doświadczenie to potwierdzały, bo przecież są mutacje korzystne i niekorzystne. Wie to nawet dziecko po szkole podstawowej. Wystarczy, że niektóre doświadczenia potwierdzą to.

> Ideę doboru natur

> alnego (pozytywnej selekcji), który to bazując na przypadkowej zmienności mutac

> yjnej, poprzez kumulowanie drobnych korzystnych zmian, między bajki można włoży

> ć.

Nikt Ci nie zabrania wkładać tego między bajki. Na Twojej półce będą to ST i NT. Jesteśmy wolnymi ludźmi i jeśli ktoś jest odporny na myślenie logiczne (ewolucyjne odchylenie) to nie da się go zmienić. Ale bądź spokojny, jesteśmy tolerancyjni i pozwolimy Ci tak zmutowanemu egzystować pomiędzy nami.

> Oczywiście przeciwko takim poglądom neodarwinistów istnieje lawina innych argum

> entów. Choćby taki, że sieci genetyczne mają charakter nieredukowalnie złożonyc

> h systemów i nie mogły powstawać poprzez dodawanie kolejnych genów.

Fascynujące założenie. A jak to udowodniono? 🙂

> Najczęściej znokautowanie (wyeliminowanie drogą biotechnologicznych manipulacji

> ) jednego genu z takiej sieci powoduje efekt letalny (śmiertelny) lub w ‚najlep

> szym’ przypadku efekt ciężkiego kalectwa.

Czasami. Wirusy i bakterie nabywają nowe geny i ani nie są przez to bardziej kalekie ani śmiertelne. Raczej jest odwrotnie – stają się odporniejsze na leki wymyślane przez człowieka.

> Genetycy ostatnimi czasami zaczęli podważać model tzw. ‚Selekcyjnego wymiatani

> a’, na którym to modelu opiera się idea doboru kumulatywnego (np. cała książka

> Richarda Dawkinsa ‚Ślepy Zegarmistrz’).

Na szczęście tylko niektórzy katoliccy genetycy. Cóż, dogmat religijny jest silny. Część religiantów ginie (mutacja memetyczna niekorzystna) ale inna ich część, dzięki przystosowaniu do brutalnego środowiska, radzi sobie nieźle. Nasza nadzieja w złagodzeniu obyczajów, które zmniejszy pulę podlegających indoktrynacji dogmatami.

> „Europejscy i amerykańscy naukowcy podważają tradycyjne pojęcie ewolucji gatunk

> u ludzkiego.

Katoliccy. Zapomniałeś dodać.

> Przez ostatnie 35 lat genetycy za główny motor ewolucji gatunku lu

> dzkiego uznawali klasyczne zjawisko selekcyjnego wymiatania (ang. selective swe

> ep), kiedy to dochodzi do szybkiego rozprzestrzenienia się korzystnej mutacji g

> enetycznej w całej populacji ludzkiej. Jednak wyniki badania opublikowanego w c

> zasopiśmie Science sugerują, że takie wydarzenia mogły mieć miejsce sporadyczni

> e i nie wpłynęły w znaczący sposób na historię naszego gatunku.

Na ewolucję gatunku ludzkiego wpłynęła równoległa, obok genetycznej, ewolucja memetyczna. Poza tym człowiek okazał się drapieżnikiem, jakiego dotąd ziemskie życie nie znało, także – co jest ewenemetem – wobec samego siebie. Agresja wewnątrzgatunkowa, połączona ze stosunkowo dużą rozrodczością, bardzo mocno przyspieszyła selekcję nakierowaną na nosicielstwo memetyczne i rozwój technologii.

> Należy też przypomnieć,że niedawne odkrycia podważyły wyznawany latami pogląd d

> otyczący nabywania lekooporności. Zjawisko, które miało potwierdzać założenia n

> eodarwinistów, zamiast okazać się zjawiskiem opierającym się na tzw. ‚wyścigu z

> brojeń’ pomiędzy drobnoustrojami i ludzmi atakującymi je antybiotykami, okazało

> się być dostosowaniem w ramach normy reakcji na środowisko.

> Innymi słowy drobnoustroje posługiwały się tymi strategiami na długo zanim ludz

> ie pojawili się na Ziemi i wynalezli swoje leki!

Prątki gruźlicy były odporne na streptomycynę czy nie były?

> bioslawek.wordpress.com/2011/09/12/czy-nabywanie-opornosci-na-antybiotyki-i-pestycydy-dowodzi-makroewolucji/#more-290

> skroc.pl/4ac2

> „„Naukowcy z kanadyjskiego McMaster University wykazali, że lekoopo

> rność jest

> naturalnym zjawiskiem, które o wiele, wiele lat poprzedza zastosowanie

> antybiotyków w praktyce klinicznej. W artykule opublikowanym w Nature powołują

> się na przykład antybiotykooporności sprzed co najmniej 30 tys. lat.(…)”

Podróże w czasie? Niezłe SF. 😉

No i co z tym wiekiem Wszechświata, czyżby biblijna wersja nie była prawdziwa? Jeśli Biblię należy INTERPRETOWAĆ, bo nie wiadomo co w niej co oznacza, to oznacza dla nas tyle, że nic, co jest w takich księgach zapisane, nie może być dosłownie odczytywane. Wobec tego nie istnieje słowo boże.

Uśmierciłeś boga, novey, po raz kolejny. Logicznie i solidnie. Dziękuję za współpracę. Łatwo Ci to poszło. Widzisz, jak się postarasz, to i dobre materiały możesz zacytować. No bo chyba jest jasne, że jak cytujesz i nie zgłaszasz zastrzeżeń, to znaczy, że się z tym wszystkim zgadzasz, prawda? Dobra robota w „zbożnym” celu będzie przeze mnie zawsze doceniona.

Pozdrowienia dla głównego ateisty tego forum. 😀

magnele a brany

> Czy w lekturze doszedłeś do str.6, czy dalej?

powoli, powoli… przebijamy się dalej:

s.9

wyjaśnienie, że próżnia jest najniższym stanem kwantowym pola fizycznego, stanowi raczej ucieczkę od problemu niż odpowiedź na pytanie o naturę próżni.

s.10

pojąć próżnię, to zrozumieć wszystko w świecie. (…) nie uda się bez próżni zrozumieć pola elektromagnetycznego.”

R.2

W obecnym stanie istnieją dwie rzeczywistości – Próżnia i Wszechświat, Nic i Wszystko.”

tu Sedlak zdaje się rozumieć próżnię inaczej niż daje temu wyraz poprzednio, we wstępie (ale mogę się mylić w tym punkcie) – tj. jako abstrakcyjną, pozbawioną materii przestrzeń, w której „zanurzona” jest materialna przestrzeń Wszechświata

w istocie rozdział ten jest wyrazem niemocy współczesnej fizyki w rozumieniu tego, czym w ogóle jest owa ‚materialna przestrzeń Wszechświata’ i trudno Sedlaka obwiniać o to, że i on porusza się w niej jak przysłowiowe dziecko we mgle (w zamian czuje się uprawniony do snucia dość dowolnych spekulacji)

w dalszym ciągu S. próbuje mówić o naturze światła, o której nic zgoła nam nie wiadomo

(poza ultraprecyzyjnym opisem jego własności, w których się nam przejawia 🙂

stąd nieco poetycki język (powtarzam – pełen jak najbardziej uprawnionych moim zdaniem spekulacji)

stąd też jego magnele, które mają sprowadzić do jednej podstawy elektryczne i magnetyczne własności materii, masowe bozony, a nawet hipotetyczne (do dziś(?)) tachiony

czymże innym są obecne geometryczne twory teorii superstrun, bran i proczevo badieva, jeśli nie odpowiednikiem owych magneli ubranych w bardziej zdyscyplinowaną (acz równie wyspekulowaną) formę? intuicyjnie postrzeganej przez S. wspólnej podstawy w czasach, gdy fizycy dopiero formatowali pierwsze takie pojęcia

(niemal równolegle z nim! w owych czasach dostępne jedynie wtajemniczonym – twoorzącym i śledzącym je fizykom oraz zainteresowanym studentom fizyki)

przypomnijmy: teoria strun bozonowych powstała w 1970 roku, a teoria superstrun – w 1984 roku

książka, o której piszemy – w 1986, a pojęcie magneli S. wprowadził w… 1965 roku!

Re: Dlaczego mnie oczerniasz!?

noveyy777 napisał:

> Dlaczego mnie oczeroniasz? Przecież ja niczego złego pomrukowi ta temat Leszka

> nie napisałem. Ja mu dałem namiary na nasze dyskusje i napisałem, że Leszek to

> dr. biologii molekularnej i zgadza się z powszechnie znanym, ksiazkowym, łopato

> logicznym faktem,ze białka traca stabilnośc przestrzenną gdy ilość aminokwasów

> tworzacych polipeptyd spadnie ponizej 50.

Nie, dajesz linki do swoich własnych tasiemcowych wypocin, nie do postów Leszka. Ponieważ piszesz niechlujnie i nie potrafisz porządkować cytatów i odpowiedzi, trudno się rozeznać, gdzie cytujesz interlokutora, a gdzie mówisz od siebie lub wkładasz dyskutantom w usta własną parodię ich wypowiedzi. Gdyby ktoś chciał poznawać moje poglądy z twoją pomocą, dowiedziałby się, że moim zdaniem populację Tasmańczyków trzymały w ryzach osuwające się stropy jaskiń.



Żołnierze Ksenofonta: — Thalatta! Thalatta! (Morze! Morze!)

Marynarze Kolumba: — ¡Tierra! ¡Tierra! (Ziemia! Ziemia!)