Re: Projekt „Innowacyjna produkcja paliw sy

Etanol zamiast metanolu? He he, cóż za zmiana! Metanol i etanol, chociaż mają wiele podobnych właściwości, znacznie różnią się,gdy trzeba je wykorzystać do wytwarzania energii. Przykładem niech będzie sytuacja w obszarze elektrokatalitycznego utleniania metanolu i etanolu. Obecnie dysponujemy w miarę sprawnymi elektrodami do spalania metanolu, problem pozostaje opracowanie wydajnej elektrody dla etanolu.

Ale wracając do sztucznej fotosyntezy: przypomnijcie mi, gdzie w procesie Nazimka etanol?

Co do bioetanolu. To ważny temat dla gospodarki gospodarki ziemniaczanego państwa. Zastanawia mnie jakie to paliwo będzie wytwarzane z etanolu. Biorąc pod uwagę cenę spirytusu z „biednych rolniczych gorzelni”, paliwo z dodatkiem bioetanolu jest droższe od benzyny. Wyprowadźcie mnie z błędu, jeśli mam nieaktualne dane 😉

Kornel

„Kornel: moje podróże”

Ziemnie kopce i piramidy.

petrucchio napisał:

> noveyy7[i]77 napisał:

>

> > Ciekawe dlaczego dzisiaj nie ma żadnego progu ekologicznego dla eksplozji

> demo

> > graficznej?

>

> Przeludnienie = głód i choroby, między innymi.

Do jakiej konkretnej sytulacji nawiązujesz?

> > Jedynie działanie silnej selekcji trzymającej populację w ryzach ud

> > owodniono dla niektórych populacji Eskimosów. Już dziesiątki razy prosiłe

> m cię

> > o wymienienie tych czynników selekcyjnych odnośnie australijskiej ludnośc

> i pier

> > wotnej.

>

> To co zwykle: ograniczone zasoby żywności, choroby, trudne warunki życia. Nie p

> rzeżyłbyś tygodnia w australijskim buszu, dysponując takimi środkami, jakie maj

> ą ludy mezolityczne.

Do jakiej konkretnej sytulacji nawiązujesz, a raczej konkretnych sytulacji, odnośnie faktu,że po 50 000 lat w Australii zyło niecałe 7 000 rdzennej ludzkości i nie osiągnięto żadnego skoku technologicznego?

> > Coś takiego-to dziwne, bo piramidy Azteków wyrósły bez żadnych form przej

> ściowy

> > ch:)

>

> Kompletna bzura. Akurat Aztekowie byli *ostatnim* ogniwem w historycznym łańcuc

> hu cywilizacji mezoamerykańskich. Przed nimi były trzy tysiące lat rozwoju zaaw

> ansowanych kultur, w tym Olmeków i Majów. Prekursorami piramid były kopce ziemn

> e, wznoszone na długo przedtem.



Aha kopce były prekursorami piramid.
Coś takiego. Możesz wymienić pozostale FORMY PRZEJSCIOWE wiodące od ziemnych kompcow do piramid? I jak się mają ter 3000 lat do 2 000 000 lat ludzkiej eksystencji na ziemi, oraz 50 000 lat egzystencji Aborygenów a Australii?

pozdrawiam.

Zarazy, jak przeżyć w buszu.

petrucchio napisał:

> noveyy7[i]77 napisał:

>

> > Ciekawe dlaczego dzisiaj nie ma żadnego progu ekologicznego dla eksplozji

> demo

> > graficznej?

>

> Przeludnienie = głód i choroby, między innymi.

>

> > Jedynie działanie silnej selekcji trzymającej populację w ryzach ud

> > owodniono dla niektórych populacji Eskimosów. Już dziesiątki razy prosiłe

> m cię

> > o wymienienie tych czynników selekcyjnych odnośnie australijskiej ludnośc

> i pier

> > wotnej.

>

> To co zwykle: ograniczone zasoby żywności, choroby, trudne warunki życia. Nie p

> rzeżyłbyś tygodnia w australijskim buszu, dysponując takimi środkami, jakie maj

> ą ludy mezolityczne.

Rozważmy więc twoje ogólniki po kolei:

Zarazy:

Działają na krotką metę. Szybko koszą mało nieodpornych, a ci co przeżyją są odporni i szybko nadrabiają braki demograficzne (z górką, ponieważ szybko wypełniają zwolnione nisze ekologiczne bazując na dorobku wymarłych!). Widać to nawet dzisiaj.

Pomory są głownie efektem migracji. Australia była zasiedlana w trzech falach, ale mamy aż kilkadziesiąt tysięcy lat na odbudowę populacji. Brak opieki medycznej rekompensuje mniejsza zapadalność na choroby cywilizacyjne, a więc zysk netto jest był przyzwoity. Czy ty zdajesz sobie sprawę,ze ty, jak i twoi sąsiedzi możecie być nosicielami chorób, które przyczyniały się do pomorów, jakie miały miejsce w niedalekiej przeszłości?

Trudne warunki życia:

Co konkretnie masz na myśli?

Nie przeżyłbym w australijskim buszu:

Piotrze, to jakiś dziwny argument i nie rozumiem do czego go przyszyć i do czego przyłatać.

-Terytorium Australii nie składa się z samego buszu (pisałem o tym w swoim poście).

-Zesłańcy doskonale dawali sobie w nim radę, a co dopiero TUBYLCY.

No i przeczytaj jeszcze to:

www.papilot.pl/ludzie/6558/Przez-18-lat-zyla-w-dzungli.html

http://papilot2.mykmyk.pl/img/660/0/74860124.jpg

„> Latem 1989 roku ośmioletnia Rachom, córka państwa P’ngieng z kambodżańskiej prowincji Ratanakkiri, wyszła z domu wypasać bydło. Niestety, dziewczynka zgubiła się w jednej z najniebezpieczniejszych dżungli świata i ślad po niej zaginął. Rodzice wielokrotnie próbowali ją odnaleźć, ale po kilku latach stracili nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek zobaczą córkę. Jak wielkie było ich zdziwienie, gdy w lutym 2007 roku Rachom pojawiła się na terenach, które zamieszkiwali. Od początku nie mieli żadnych wątpliwości, że ich córka się odnalazła!

Tego pamiętnego dnia w wiosce nastąpiło ogromne poruszenie. Jeden z tubylców przyłapał na kradzieży nikomu nieznaną, brudną, nagą i przygarbioną kobietę, która zachowywała się jak małpa. Poinformowany o zdarzeniu policjant, który przyjechał na miejsce „przestępstwa”, od razu rozpoznał w zbłąkanej dziewczynie swoją córkę Rachom, która już jako dziecko miała na twarzy charakterystyczną bliznę. (…)”

pozdrawiam.

Re: Ludzie mieli 2 000 000 l. żeby zrobić kulturę

noveyy7[i]77 napisał:

> Ciekawe dlaczego dzisiaj nie ma żadnego progu ekologicznego dla eksplozji demo

> graficznej?

Przeludnienie = głód i choroby, między innymi.

> Jedynie działanie silnej selekcji trzymającej populację w ryzach ud

> owodniono dla niektórych populacji Eskimosów. Już dziesiątki razy prosiłem cię

> o wymienienie tych czynników selekcyjnych odnośnie australijskiej ludności pier

> wotnej.

To co zwykle: ograniczone zasoby żywności, choroby, trudne warunki życia. Nie przeżyłbyś tygodnia w australijskim buszu, dysponując takimi środkami, jakie mają ludy mezolityczne.

> Coś takiego-to dziwne, bo piramidy Azteków wyrósły bez żadnych form przejściowy

> ch:)

Kompletna bzura. Akurat Aztekowie byli *ostatnim* ogniwem w historycznym łańcuchu cywilizacji mezoamerykańskich. Przed nimi były trzy tysiące lat rozwoju zaawansowanych kultur, w tym Olmeków i Majów. Prekursorami piramid były kopce ziemne, wznoszone na długo przedtem.

> A świstak złotka rozwijał:

> Wybacz Piotrze, ale piszesz, żeby pisać. Niestety to tylko twoje wyssane z k

> ciuka fantazje, a nie nauka.

I kto to mówi.

> Według Waszych obliczeń h. sapiens miał 2 000 000 lat na to, żeby skumulować

> środki potrzebne do rozwoju kosmicznej technologii
.

Nigdzie nie sugerowałem, że _H. sapiens_ istnieje od 2 milionów lat, ale fakt: czasu miał wiele — setki tysięcy lat — i przez prawie cały ten czas tworzył kultury paleolityczne. To byli normalni ludzie, żyjący w niewielkich grupach plemiennych, w ogromnej większości powielający odziedziczone, wypróbowane w przeszłości wzorce kulturowe i starający się po prostu przeżyć. Nie każdy z nas jest McGyverem albo choć Pomysłowym Dobromirem.

[…]

> Nie pisz więc o wynalezieniu pięściaków czy łuków…

No, super, mieli świetne oszczepy, ale na Księżyc dolecieli dopiero niedawno. Etapów pośrednich nie da się ominąć.



Wha

Sprawa dla policji i psychiatry

easyblue napisała:

> Jeżeli prawdą jest to, co jest napisane w artykule, czyli nie ma śladów po wejś

> ciu gwoździ w ciało, dziewczynka nie odczuwała bólu w nogach, a matka i reszta

> rodziny faktycznie nic nie o możłiwości znalezienia się tam owych przedmiotów,

> to trzeba szukac rozwiązania gdzie indziej. I tyle.

„Jeżeli” to słowo kluczowe 😉

A jakie są inne rozwiązania? Gwoździe powstały spontanicznie z tkanek dziewczynki? Umieścił je tam Pan Bóg/diabeł/Latający Potwór Spaghetti (niepotrzebne skreślić)? Prawdziwe pytanie brzmi nie „czy” ktoś wbił te gwoździe dziewczynce w ciało, ale „kto”, „kiedy” i „w jakim zboczonym celu”.



„Everyone who believes in telekinesis, raise my hand.” — James Randi

Ty nie wiesz o czym piszesz.

petrucchio napisał:

> A jak ono brzmi, dokładnie?

Zacytuj to,co napisaŁem do tej pory i zaznacz czego nie rozumiesz. OK?:)

> > >”Prawo powtarzalnej zmie

> > > nności” nie jest żadnym argumentem, bo nie jest faktem naukowym, ty

> lko pr

> > óbą sf

> > > ormułowania pewnej hipotezy w bardzo nieformalny sposób.

> >

> > Co to ma znaczyć?

>

> To, co powiedziałem. Jest hipotezą, zresztą łatwą do sfalsyfikowania.



Więc proszę ją sfalsyfikować!

> > >Nawiasem mówiąc, poza

> > > samym Lönnigiem żaden biolog nie wspomina o tym prawie ..

> >

> > Bo to on je sformułował. Ważne,że żaden biolog na podstawie wyników badań

> w hod

> > owli mutacyjnej ich nie podważył.

>

> To „prawo” nie dotyczy hodowli mutacyjnej, tylko ogólnie ewolucji. Lönnig je sf

> ormułował, ale nikt nie podchwycił jego pomysłu.

Nieprawda. Co z tego,ze nikt nie podchwycił? Beheego koncepcję tez mało biologów podchwyciło, a jednak jest prawdziwa. Ty cały czas posługujesz się argumentem AD-NUMERUM i AD-PERSONAM,więc jak z tobą można dyskutować o biologii?

> > > Natomiast osławiony artykuł Lönniga w piśmie recenzowanym …

> > O jakim artykule teraz piszesz, ja już przestaje ogarniać, jakie tezy obo

> wiązuj

> > ą w dyskusji z tobą? On napisał wiele. A z tym korepetytorem, to się nie

> ośmies

> > zaj, bo masz takie pojęcie o biologii, jak ja o poezji Różewicza. Wasz

> a cora

> > z bardziej skuteczna replikatorowatość:)


>

> Już sto razy zwierzałeś się, że nie znasz poezji Różewicza. Nie wypada się tym

> chwalić, prawdę mówiąc. Natomiast jestem zdziwiony, że nie orientujesz się w do

> robku Lönniga. Chodzi mi o _jeden jedyny_ artykuł w tym dorobku, w którym próbo

> wał wcisnąć ID pisząc do jako-tako przyzwoitego pisma, pokazując przykład cech

> pewnego rodzaju roślin (jego specjalność!), które rzekomo nie mogły ewoluować w

> sposób darwinowski.

Jak się coś poleca, to się to linkuje. Kpw?

>Poza tym jednym wypadkiem był kreacjonistą tylko pokątnie

> — w Internecie, prywatnie lub w tekstach ukazujących się w zupełnie niepoważny

> ch wydawnictwach.

Co to ma znaczyć?

>

> > Mam pytanie: czy ty w ogóle rozumiesz sens pojęcia: prawo powtarzalnej zm

> iennoś

> > ci? Jak rozumiesz to pojęcie? Możesz mi napisać? Bo ja nie wiem,czy w ogó

> le jes

> > t sens z tobą dyskutować, ponieważ ty piszesz zupełnie nie na temat!

>

> Ty mi powiedz, jak je rozumiesz

Ja już to wyjaśniłem podczas tej dyskusji, kilka razy i dosadnie. Ty jednak NIE ROZUMIESZ TEGO POJĘCIA. Choć jest ono banalnie proste do zrozumienia. Jak je zrozumiesz, to zrozumiesz też,że twórca tego prawa ma rację.

pozdrawiam.

Re: Czy ty w ogóle rozumiesz?

noveyy777 napisał:

> Sprecyzowałem i dokładnie opisałem. On na podstawie wyników związanych z hodowl

> ą mutacyjną sformułował swoje prawo. Rozumiesz teraz?

A jak ono brzmi, dokładnie?

> >”Prawo powtarzalnej zmie

> > nności” nie jest żadnym argumentem, bo nie jest faktem naukowym, tylko pr

> óbą sf

> > ormułowania pewnej hipotezy w bardzo nieformalny sposób.

>

> Co to ma znaczyć?

To, co powiedziałem. Jest hipotezą, zresztą łatwą do sfalsyfikowania.

> >Nawiasem mówiąc, poza

> > samym Lönnigiem żaden biolog nie wspomina o tym prawie ..

>

> Bo to on je sformułował. Ważne,że żaden biolog na podstawie wyników badań w hod

> owli mutacyjnej ich nie podważył.

To „prawo” nie dotyczy hodowli mutacyjnej, tylko ogólnie ewolucji. Lönnig je sformułował, ale nikt nie podchwycił jego pomysłu.

> > Natomiast osławiony artykuł Lönniga w piśmie recenzowanym …

> O jakim artykule teraz piszesz, ja już przestaje ogarniać, jakie tezy obowiązuj

> ą w dyskusji z tobą? On napisał wiele. A z tym korepetytorem, to się nie ośmies

> zaj, bo masz takie pojęcie o biologii, jak ja o poezji Różewicza. Wasza cora

> z bardziej skuteczna replikatorowatość:)

Już sto razy zwierzałeś się, że nie znasz poezji Różewicza. Nie wypada się tym chwalić, prawdę mówiąc. Natomiast jestem zdziwiony, że nie orientujesz się w dorobku Lönniga. Chodzi mi o _jeden jedyny_ artykuł w tym dorobku, w którym próbował wcisnąć ID pisząc do jako-tako przyzwoitego pisma, pokazując przykład cech pewnego rodzaju roślin (jego specjalność!), które rzekomo nie mogły ewoluować w sposób darwinowski. Poza tym jednym wypadkiem był kreacjonistą tylko pokątnie — w Internecie, prywatnie lub w tekstach ukazujących się w zupełnie niepoważnych wydawnictwach.

> Mam pytanie: czy ty w ogóle rozumiesz sens pojęcia: prawo powtarzalnej zmiennoś

> ci? Jak rozumiesz to pojęcie? Możesz mi napisać? Bo ja nie wiem,czy w ogóle jes

> t sens z tobą dyskutować, ponieważ ty piszesz zupełnie nie na temat!

Ty mi powiedz, jak je rozumiesz, bo to ty próbujesz argumentować, powołując się na nie. Ja go wcale nie muszę rozumieć, bo jest to pojęcie nie używane w nauce.



Gaudeamus igitur

Czy ty w ogóle rozumiesz?

petrucchio napisał:

> noveyy777 napisał:

>

> > A ja już miałem nadzieję,że wytrwasz w postanowieniu. Gdzie ja przyznałem

> ,że nie znam

> > argumentacji Lonninga? Ja mam kilka jego artykułów z tym wywiad, o którym

> ci napisałem.

>

> Wywiad to nie artykuł naukowy. Nie odzywałbym się, gdybyś nie zachęcał mnie do

> dyskusji. Ale żeby dyskutować, trzeba mieć o czym. Domagałeś się, żebym obalił

> argumenty Lönniga, ale nawet nie sprecyzowałeś, jakie.

Sprecyzowałem i dokładnie opisałem. On na podstawie wyników związanych z hodowlą mutacyjną sformułował swoje prawo. Rozumiesz teraz?

>”Prawo powtarzalnej zmie

> nności” nie jest żadnym argumentem, bo nie jest faktem naukowym, tylko próbą sf

> ormułowania pewnej hipotezy w bardzo nieformalny sposób.

Co to ma znaczyć?

>Nawiasem mówiąc, poza

> samym Lönnigiem żaden biolog nie wspomina o tym prawie ..

Bo to on je sformułował. Ważne,że żaden biolog na podstawie wyników badań w hodowli mutacyjnej ich nie podważył.

> Natomiast osławiony artykuł Lönniga w piśmie recenzowanym (choć nie z wysokiej

> półki), gdzie raz wspomniany jest ID, a bibliografia składa się w połowie z pis

> m kreacjonistycznych (żeby nie przegapić sposobności ich zacytowania), faktyczn

> ie zawiera pewną argumentację na rzecz ID; po prostu ciekaw byłem, czy ją znasz

> (ja znam, ale nie jestem niczyim korepetytorem, więc nie będę …

O jakim artykule teraz piszesz, ja już przestaje ogarniać, jakie tezy obowiązują w dyskusji z tobą? On napisał wiele. A z tym korepetytorem, to się nie ośmieszaj, bo masz takie pojęcie o biologii, jak ja o poezji Różewicza. Wasza coraz bardziej skuteczna replikatorowatość:)

Mam pytanie: czy ty w ogóle rozumiesz sens pojęcia: prawo powtarzalnej zmienności? Jak rozumiesz to pojęcie? Możesz mi napisać? Bo ja nie wiem,czy w ogóle jest sens z tobą dyskutować, ponieważ ty piszesz zupełnie nie na temat!

pozdrawiam.

koszałki-opałki prawne

W ustawach, kodeksach, regulaminach i przepisach chyba wszystkich państw świata aż roi się od zapisów o charakterze płynnym i uznaniowym. „Znacząca szkoda”, „istotny uszczerbek”, „nadmierny stopień”, „dokuczliwy hałas” itede itepe. W każdym przypadku można otworzyć niezły front debat od czy szkoda już jest znacząca, a może hałas jeszcze nie osiągnął znamion dokuczliwości. Wkraczamy na pole minowe relatywizmu, szarą strefę interpretacji, zabagniony teren kontekstu….

Ktoś pomyśli – i zapewne słusznie – że dzieje się tak ponieważ życie jest zbyt bogate w pomysły i scenariusze, żeby dało się wszystko określić, skwantyfikować, ująć w formuły, jednostki i standardy. Ale zobaczmy też, jakie te zapisy są wygodne np. dla władz, urzędników, czy prawników. Co ci ludzie by robili gdyby wszystko było określone?

Są też oczywiście przypadki odwrotne. Ot, w Polsce picie alkoholu w miejscach publicznych. Zdawałoby się, że istotne jest to jak się kto zachowuje (hałasuje, napastuje ludzi itp.). Krótko mówiąc, jest niebezpieczny i/lub uciążliwy. No ale to już byłoby zbyt trudne. Biedziłby się taki funkcjonariusz. Czy delikwent już hałasuje „nadmiernie”? Czy uciążliwość dla otoczenia stała się już „znacząca”? O ileż prościej wprowadzić jasną i klarowną zasadę: widać otwartą butelkę/puszkę w dłoni – znaczy się wykroczenie.

I jeszcze małe P.S.: nie „Sed lex dura lex” lecz „Dura lex sed lex”.

Re: Na początku był jednak plastik

Od dawna konstruuję pewną teorię opartą na syntetycznym podejściu do fizyki plazmy, biochemii, ontologii i przemysłu plastikowego. Ten ostatni właściwie nie jest nauką, ale prawdziwy umysł syntetyczny nie powinien przejmować się takimi drobiazgami. Niektórzy obruszą się również na nazywanie nauką ontologii, lecz tu z pewnością zaskoczę tych specjalistów z różnych wąskich dziedzin, specjalistów – nie bójmy się tego powiedzieć – o ograniczonych horyzontach. Otóż jednym ze znaczeń greckiego słowa „logos” jest właśnie nauka!

Mając za sobą ten przydługi wstęp, przejdę do meritum – wyjaśnienia podstaw mojej teorii, która opiera się na jednej tezie: tezie o życiu drzemiącym w plastikowych butelkach. Dotąd brakowało mi pewnych elementów układanki. Lektura zamieszczonych na tym forum fragmentów Sedlaka oświeciła mnie i doprowadziła do tych brakujących puzzli znalezienia.

Rozwinę trochę wielkie spostrzeżenie Sedlaka: otóż plazma występuje w gwiazdach, owszem, tak jak występowała wszechwładnie przed emisją promieniowania tła. (Rzecz jasna w tych gwiazdach, które po pokonaniu ciśnienia kwantomechanicznego w ich wnętrzach przez grawitację nie zapadły się do czarnych dziur. Czarnych dziur – antytezy życia). Gwiazdy to jednak tylko mały ułamek masy materii barionowej. W rzeczywistości również obecnie większość „normalnej materii” we Wszechświecie to materia zjonizowana. Więc w przybliżeniu Wszechświat zjonizowany jest cały. A ponieważ co zjonizowane w pewnym sensie jest żywe – w końcu bioplazma jak pięknie spekuluje Sedlak jest kosmiczną podstawą życia – stąd wypływa moja teoria Wszechgai. Cały Wszechświat jest żywym samoregulującym się bytem, prawdopodobnie obdarzonym świadomością. Ale tym nie będziemy się teraz zajmować.

Ważniejsze w tym momencie są żywe plastikowe butelki, w których życie intuicyjnie od dawna wierzyłem, ale argumenty jakie posiadałem były dotąd niewystarczające. Moim głównym argumentem było, że butelki się rozmnażają. Wprawdzie nie same, potrzebują do tego przemysłu, nie posiadają też metabolizmu, ale podobnie samodzielnie nie rozmnażają się wirusy, a i z metabolizmem jest u nich problem. Niektórzy zaś – i ja się z nimi oczywiście zgadzam – uważają wirusy za żywe. Brakowało mi jednak jakiegoś specjalnego elementu. I oto pojawia się Sedlak ze swoją bioplazmą! Przecież potarta butelka elektryzuje się, następuje przemieszczenie ładunku, utrata części elektronów, zupełnie jak podczas jonizacji materii, która prowadzi do powstania plazmy! Mamy więc w butelkach odpowiednik bioplazmy. Butelki są żywe, trudno to podważyć.

Na zakończenie chciałbym zauważyć, że teoria żywych plastikowych butelek koresponduje z hipotezą plastiku jako praprzyczyny wszechrzeczy. Tak jak była na początku tak i dziś większość materii barionowej jest zjonizowana. Jeżeli odwrócimy strzałkę czasu, możemy rzec, że pierwotna materia jest reinkarnacją plastiku, a życie (w sensie klasycznym, krótkowzrocznie nie uwzględniającym plastikowych butelek) jest pośrednim ogniwem kręgu kosmicznej sansary. Ma to dodatkowo swoje uzasadnienie w mojej teorii Wszechgai. Jednakże jest to temat na książkę, a tu chciałem się tylko podzielić moją teorią i uznaniem dla Sedlaka.

Jeżeli mielibyście, Drodzy Forumowicze, jeszcze jakieś wątpliwości co do moich rozważań, pamiętajcie, że głęboka wiedza, którą posiadam na temat fizyki plazmy i przemysłu plastikowego, legitymizuje sensowność zarówno moich rozważań jak i wniosków.

Re: no to może poczytamy razem ponownie ?

no to jak? czytamy dalej?

Tego nie czytałem, ale z „Homo Electronicus” też udałoby mi się wydobyć ze trzy sensownie brzmiące zdania i je zinterpretować żeby wyszło że to geniusz. Przeczytam sam tylko jeżeli ktoś mi zapłaci za recenzję, inaczej szkoda czasu, ale może Pan pomoże: Jakie są tezy tej książki i jakie za nimi argumenty i jakie wnioski, tak krótko, w punktach?

W „Homo Electronicus” nie było żadnej tezy i żadnych argumentów, tylko strumień bełkotliwych zdań. Tu coś jest?



Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl

kiedy w koncu GW nauczy się, czym jest nauka?

Znowu do działu Nauka wsadzili ogłoszenie o jakimś spotkaniu, które odbędzie się w jakiejś sali baletowej jakiegoś pajacu. Czy nie dałoby się w końcu przeszkolić któregoś z tych anonimów, stale zamieszczających śmieci w tym dziale, z odróżniania nauki od nienauki?

Jakie problemy badawcze stawia rzeczniczka, przewodnicząca, matka, terapeutka, wokalista, dziennikarz, parlamentarzyści i media?

– Stefan

Albo to:

www.racjonalista.pl/index.php/s,38/d,4/t,39311

Nasze uzależnienie od technologii GPS (ang. global positioning system) stale rośnie. Wykorzystujemy ją do nawigacji, aby ułatwić sobie podróż. Jednak dla wielu zwierząt nawigacja jest niezbędna bardziej do przetrwania, niż do ułatwiania sobie podróży. Naukowcy z Izraela, Szwajcarii i Włoch badali nawigację nietoperzy, aby ustalić, jak ssaki żyjące na swobodzie odnajdują się w naturalnym środowisku. Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS).

Badacze założyli rudawkom nilowym (Rousettus aegyptiacus) niewielkie urządzenia GPS, aby dowiedzieć się, jak co noc lokalizują one poszczególne drzewa. Nietoperze te pokonują każdej nocy wiele kilometrów, aby posilić się na konkretnych drzewach owocowych i wrócić do swojego siedliska tej samej nocy. Zdaniem naukowców nietoperze dysponują wewnętrzną mapą kognitywną obszaru w swoim zasięgu, bazującą na wizualnych punktach orientacyjnych, takich jak wzgórza czy światła. Dodają jednak, że stworzenia te wyposażone są w dodatkowy, wielkoskalowy mechanizm nawigacyjny.

W toku wcześniejszych badań wykazano zdolności nawigacyjne innych zwierząt, np. żółwi, homarów czy ptaków. Niemniej badania nad nawigacją ssaków były prowadzone wyłącznie w laboratorium, ponieważ w ramach tego typu testów nie było możliwości odtworzenia rozległych i złożonych krajobrazów, jakie zwierzę musi pokonywać w naturalnym środowisku.

Zminiaturyzowane urządzenia GPS, opracowane przez naukowców z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, Instytutu im. Weizmanna w Izraelu, Ornis Italica we Włoszech i Szwajcarskiego Federalnego Instytutu Technologii (ETH) w Zurychu w Szwajcarii, składają się z bardzo małych odbiorników GPS, rejestratorów pamięci i baterii. Każde urządzenie waży około 10 gramów. Zespół wykorzystał urządzenia do śledzenia rudawek nilowych w ciągu kilku kolejnych nocy.

Dane zbierano kiedy nietoperze wylatywały co noc z izraelskiej jaskini. Nietoperze leciały z prędkością 40 km na godzinę w linii prostej, wzbijając się na wysokość kilkuset metrów, w kierunku drzew znajdujących się w odległości od 12 km do 25 km od ich jaskini. Wszystkie nietoperze wracały co noc do tych samych drzew, omijając identyczne drzewa znajdujące się bliżej ich siedliska. Naukowcy twierdzą, że umiejętności nawigacyjne nietoperzy są porównywalne ze zdolnościami gołębi pocztowych.

Zapach zdaniem naukowców nie jest pomocny w nawigacji, gdyż nietoperze omijały identyczne drzewa, a jak dodają, analiza danych sugeruje, iż nietoperze nie wykorzystują tak prostu jakichkolwiek wzrokowych czy innych pojedynczych wskazówek jako znaku nawigacyjnego.

Kilka nietoperzy przeniesiono na nowy teren pustynny, 44 km na południe od obszaru ich normalnego zasięgu. Po wypuszczeniu pierwszej grupy nietoperze odnalazły drogę do swoich ulubionych drzew owocowych i wróciły bez problemu do jaskini. Nietoperze, które najpierw zostały nakarmione, wróciły do jaskini zaraz po wypuszczeniu.

Na podstawie analizy modeli przestrzennych i rozmów z pilotami zespół stwierdził, iż wygląda na to, że nietoperze mogą wykorzystywać wizualne punkty orientacyjne, takie jak światła, aby ułatwić sobie nawigację. Nawet, kiedy naukowcy przenieśli nietoperze jeszcze dalej od ich normalnego obszaru, nadal wracały one do jaskini mimo dezorientacji i błądzenia przez jakiś czas. Naukowcy są przekonani, że nietoperze wykorzystują informacje wizualne z „lotu ptaka” do budowania mapy kognitywnej rozległego obszaru. Ich zdaniem nietoperze prawdopodobnie obliczają swoją lokalizację z użyciem pewnej formy triangulacji opartej na rozmaitych azymutach do znanych, odległych punktów orientacyjnych.

Badania rzucają nowe światło na sposób, w jaki ssaki takie jak rudawki nilowe wykorzystują tego rodzaju mapy do nawigowania na obszarze w promieniu 100 km.