Ospa u Aztekow.

W 1519 Hernán Cortés dobił do brzegu ówczesnego imperium Azteków. Po tym wydarzeniu doszło do jednego z najlepiej znanych zbiegów okoliczności w historii. Aztekowie spodziewali się nadejścia białoskórego boga z blond włosami[potrzebne źródło], Quetzalcoatla. Ponieważ Cortés był białoskóry, został przywitany jako bóg i jako taki próbował sprawować władzę. W 1520 kolejna grupa Hiszpanów przybyła od strony Kuby, dobijając do brzegu w dzisiejszym Meksyku. Wśród nich był afrykański sługa, zakażony VARV (wirusem ospy prawdziwej). Gdy Cortés dowiedział się o tej grupie, wyruszył i pokonał ich. W czasie walki jeden z ludzi Cortésa zakaził się. Kiedy Cortés powrócił do Tenochtitlán, przyniósł chorobę ze sobą.

W niedługim czasie Aztekowie zdali sobie sprawę, że Cortés nie jest bogiem i wzniecili rebelię. Hiszpanie ze względu na dużą przewagę liczebną Azteków zmuszeni byli uciekać. W czasie walki chory na ospę Hiszpan zmarł. Po bitwie Aztekowie przeszukali ciała najeźdźców w poszukiwaniu kosztowności i zostali zainfekowani. Cortés nie powrócił do sierpnia 1521. Tymczasem ospa wyniszczała populację Azteków. Zabiła większość azteckich wojowników, władcę Cuitláhuaca i ponad 75% ludności Meksyku. Hiszpański ksiądz opisał to: „Jako że Indianie nie znali lekarstwa na chorobę, umierali gromadnie, umierali jak pluskwy. Nierzadko zdarzyło się, że każdy z domu umarł i że niemożliwe było zakopać martwe ciała; zawalano ich domy, żeby stały się ich grobowcami”. Żołnierze, którzy jeszcze żyli, byli nadal słabi. Wtedy łatwo pokonano Azteków i dotarto do Tenochtitlán, gdzie Cortés stwierdził, że ospa zabiła więcej Azteków niż armaty. Aztekowie twierdzili, że nie można było przekroczyć ulicy bez stąpania po ciałach ofiar ospy.

pl.wikipedia.org/wiki/Ospa_prawdziwa

Tłumaczenie przysięgłe…

… nie jest urzędnikowi po to aby delektować się meritum dzieła naukowego. To może ocenić recenzent wniosku o stypendium, który zapewne (jako że wybiera się do tego zadania jako takich specjalistów) zna angielski. Urzędnikowi jest to po to, żeby spełniony był urzędniczy, regulaminowy wymóg „tożsamości obu wersji językowych”. Oczywiście, że autor mógłby swoje dzieło przetłumaczyć lepiej i obie wersje byłyby tożsame. Ale czy aby na pewno? Biedziłby się taki urzędnik, bo przecież to on odpowiada za ew. przepuszczenie załącznika nietożsamego. No to trzeba by sprawdzać… Ileż to zawracania głowy! A tłumaczenie przysięgłe z pieczątką w swoim czysto formalnym założeniu ma to, że jest sprawdzone i wierne. Urzędnik kryty. A o to wszak chodzi!

Czy wy wiecie, co to model teoretyczny zjawisjka?

europitek napisał:

> > Jeśli nawet obliczenia Diamonda są rzetelne, to dotyczą kolonizacji *nowe

> go obs

> > zaru*. Wzrost populacji jest wykładniczy tylko w fazie początkowej,

>

> Oto cytat z podręcznika J. Z. Holzera „Demografia”, s. 334 (PWE, 1994):

> „Przyjęcie hipotezy o rozoju ludnosci według funkcji wykładniczej jest równozn

> aczne z przyjęciem założenia wzrostu liczby ludności według postępu geometryczn

> ego. Przy czym współczynnik przyrostu naturalnego jest jedynym parametrem chara

> kteryzującym ów wzrost.

> Praktyczne znaczenie tego modelu jest dość ograniczone ze względu na nierealno

> ść założenia stałego poziomu przyrostu naturalnego w dłuższym okresie w konkret

> nej populacji. Dla krótkich okresów założenie takie może być zupełnie logiczne

> i możliwe do przyjęcia.”

To jest ogólnikowe twierdzenie, a nie żadna rzetelna definicja zjawiska. Niczego takiego w rzeczywistości nie obserwujemy. A wręcz przeciwnie, a na jednostkowych przypadkach nie wolno uogolniać. Poza tym powołujesz się na jedną z luznych hipotez, a twierdzeń na ten temat jest wiele. Popełniasz więc błąd logiczny, ponieważ dobierasz tendencyjny przykład usiłując dowodzić tezą, która sama domaga się uzasadnienia.

> Jako przykład takiego „krótkiego okresu” Holzer podaje lata 1948-1958 w Polsce.

Przykład ze zlej analogii, a rozciąganie tego na całość i używanie do popierania swojej argumentacji jest wyżej opisanym błędem logicznym.

10Autor powołuje się na zjawisko z przeciągu 10 lat, a w przypadku początku kolonizacji Australii mamy do czynienia rzekomo z 10 000 lat, natomiast w przypadku Australii 50 000 lat. Początki ludności w Afryce, to rzekomo 2 000 000. O czym my tutaj mówimy Europitek?

> Nierealność tego modelu w odniesieniu do Clovisów wynika również z dodatkowych

> założń zrobionych przez Diamonda, a do czego potrzebne mu były pokolenia (co 20

> lat) to już jego tajemnica.

Żeby stawiać takie twierdzenia nalezy wiedzieć o czym się pisze. Ty nawet nie zajrzaleś do jego ksiązki, a już negujesz. Wiem, ponieważ jakbyś zajrzał to byś mnie nie prosil o cytaty. A ja wlasnie chcę,żebyś zajrzał!

20 lat na pokolenie, to bardzo rzetelne założenie, ponieważ ludzie mogą się już w wieku 14 lat rozmnażać, a przyparci do muru już w tym wieku nabierają niezbędnego doświadczenia. Można by tutaj dyskutować o średniej liczbie dzieci dochowywanych do wieku rozrodczego.

4 dzieciaki to nie jest złe założenie, ponieważ jedni mogli dochować jedno inni pięcioro, jeszcze inni czworo. Tutaj chodzi o ŚREDNIĄ.. Ale OK można tą średnią zredukować do trzech, alb nawet dwójki dzieci. Pamiętaj,że przy założeniach Diamonda wystarczyło 380 lat na to,żeby wyodrębniła się 10 000 000 populacja z grupy 100 osób. Więc dajmy na to poświęćmy ta to 500 lat i mamy jeszcze 500 lat na to,żeby przodkowie Indian wybili megafaunę amerykańską, a jeszcze (według waszych pomysłów) 9500 lat ta to, żeby przeludnili Ameryki do tego stopnia, żeby po przybyciu Europejczyków stojąc na lądzie jeden obok drugiego i jeden na drugim ci najwyżej stojący głowami dotykami księżyca!

Jeżeli chcesz zakwestionować argument DEMOGRAFICZNY, to zaproponuj próg ekologiczny, który trzymałby populację Indian w rydzach do tego stopnia,że ta po przybyciu Europejczyków liczyła TYLKO 5 000 000. O Australii już nie wspomnę-a szerzej napisałem o tym w swoim poście.

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033754&pid=1033754&MID=%3Cj7i13r%24sie%241%40inews.gazeta.pl%3E

pozdrawiam.

Re: Kiedy kryzys w Chinach?

maksimum napisał:

> Dlaczego banka mieszkaniowa byla tragedia dla EU,USA,Japonii?

> Bo tam nic sie nie produkuje na eksport do Chin czy Indii.

Odpowiedz moze byc nie pelna, ale…

Gdy oprocentowanie pozyczki spada, ceny mieszkan, domow ida w gore.

Gdy banki w wyscigu o klijenta nie wymagaja, tzw.”down payment” w wysokosci 20% wartosci domu, trzeba oplacac obowiazkowe ubezpieczenie pozyczki, ubezpieczenie domu.

Dochodza dodatkowe oplaty za umozliwienie zakupu z 0% down payment.

To wszystko kumuluje sie w wyzszych ratach splaty kredytu.

Gdy ceny nieruchomosci ida w dol, zachodzi zjawisko ze wartosc nieruchomosci nie pokrywa zaciagnietej pozyczki. Bank zada jednorazowej wplaty by pokryc ta roznice lub drastycznie zwieksza raty miesieczne. Ktos komu nie starcza na takie oplaty jest w klopocie.

Teraz, gdy dochodzi do kryzysu jak ostatnio gdy miliony ludzi traca prace, oni nie maja zadnych funduszy do splaty kredytu.

Banki przejmuja nieruchomosci i probuja je sprzedac. Duza ilosc na rynku, tego rodzaju wyprzedazy bankowej, powoduje dalsza obnizke cen, to zas powoduje ze coraz wiecej wlascicieli nieruchomosci ma problemy ze splata.

I mimo ze miliony mieszkan stoi niezasiedlonych, masa ludzi laduje na ulicu ewentualnie w podpiwniczeniu u rodziny.

W Chinach nadal jeszcze panuje tradycja zakupu za gotowke. Ludzie pozyczaja od swej rodziny i pozniej jej splacaja, czym oszczedza sie na oprocentowaniu. Poza tym za gotowke czesto ceny sa nizsze.

Kto zas ma duzo forsy bedzie kupowal jako inwestycje z mysla, ze w ten sposob zmiejszy straty powodowane przez inflacje.

Co do produkcji na eksport do Chin, to jest wiele produktow ktore Chiny chcialyby zakupic, lecz kraje rozwiniete klada embargo na takie produkty.

Nie gniewaj się :)

Jeśli reaguje czasem za ostro, przepraszam. Gniewa mnie jednak przedstawianie biegu dziejów jako „nic nigdy sie nie zmienia” albo wręcz „wszystko idzie ku gorszemu, zawsze i wszędzie, a jeśli ku lepszemu, to nie ma to znaczenia”. Nawiasem, sporządziłem sobie niedawno ciekawe zestawienie, więc sie nie powstrzymam 🙂 O ile wzrosla płaca minimalna w Polsce wyrażona W FUNTACH BRYTYJSKICH w okresie styczeń 2004 – styczeń 2011? O 144%.

Dodatek-przeczytaj koniecznie!Folklor!

www.poczytaj.pl/110480

„(…)Jak napisał Theodosius Dobzhansky, wybitny uczony, współtwórca nowoczesnej syntezy ewolucyjnej: [b]”Nic w biologii nie ma sensu, jeżeli nie patrzy się na to przez pryzmat ewolucji”. Teoria ewolucji, główna teoria całej biologii, zajmuje szczególne miejsce w toku studiów wszystkich kierunków związanych z tą dziedziną wiedzy. Ogromną wagę przywiązuje się dzisiaj do doskonałej znajomości mechanizmów, które doprowadziły do powstania ze wspólnego przodka wszystkich istniejących dzisiaj organizmów, a co więcej – działają obecnie, powodując choćby niebezpieczne dla ludzi zjawisko oporności na leki chorobotwórczych wirusów i bakterii. [/b]”

Tutaj jest antidotum na te antyczne rojenia. To już folklor:)

bioslawek.wordpress.com/2011/09/12/czy-nabywanie-opornosci-na-antybiotyki-i-pestycydy-dowodzi-makroewolucji/#more-290

A jeżeli chodzi o Theodosiusa Dobrzańskiego, to napisał on kiedyś w swojej książce coś bardzo ciekawego:

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033518&MID=%3Cj5d2hg%24c9a%241%40inews.gazeta.pl%3E

” Różnorodność organiczna jest dającym się zaobserwować faktem, mniej lub

bardziej znanym każdemu. Postrzegamy ją jako coś niezależnego od nas, zjawisko

poddane naszemu doświadczeniu, ale niezależne od działania naszego umysłu.

Bliższe zapoznanie się z światem ożywionym ujawnia inny fakt, niemal równie

uderzający jak sama różnorodność. Jest to nieciągłość zmienności organicznej.

Jeśli zgromadzimy tyle osobników, żyjących w danym czasie, ile potrafimy,

zauważymy natychmiast, że obserwowane zmienności nie tworzą jednego rozkładu

prawdopodobieństwa ani żadnego innego ciągłego rozkładu. Zamiast tego

znajdujemy mnóstwo oddzielnych, nieciągłych rozkładów. Innymi słowy, żywy

świat nie jest jednym szeregiem osobników, w którym każde dwie odmiany są

połączone nieprzerwaną serią form pośrednich, szeregiem mniej lub bardziej

wyraźnie odrębnych szeregów, z nieobecnością form pośrednich lub przynajmniej

rzadkim ich występowaniu. Każdy szereg jest grupą osobników, posiadających

zazwyczaj jakieś wspólne cechy i grawitujących ku określonemu punktowi

modalnemu w swojej zmienności(…)Tworzenie się nieciągłych grup jest do tego

stopnia niemal uniwersalne, że musi być uważane za podstawową cechę

różnorodności organicznej. Właściwe rozwiązanie problemu różnorodności

organicznej musi więc obejmować najpierw opis stopnia, natury i pochodzenia

różnic między żywymi istotami, a po drugie, analizę natury i pochodzenia

nieciągłych grup, na jakie podzielony jest świat żyjący(…)To co zostało

powiedziane o gatunkach Felis domestica i Felis leo dotyczy także

niezliczonych par gatunków, rodzajów i innych grup.Nieciągłe grupy spotyka się

wśród zwierząt i roślin, u strukturalnie prostych i u niezmiernie złożonych.”

Genetics and the Origin of Species

Chłop się już dawno przyłączył do swoich przodków,a form przejściowych, jak nie było tak nie ma. Nie ma czegoś takiego,jak ciągłość morfologiczna (ewolucyjna):)

Nic nie ma w biologi sensu bez inteligentnego projektu:)

Re: Życzę wytrwałości:)

noveyy777 napisał:

> petrucchio napisał:

>

> > EOT

>

> Mam nadzieję,że na wieki wieków-AMEN.

EOT nie znaczy „żegnaj na wieki”, tylko „end of topic” — koniec wątku. Nie ma o czym gadać, skoro sam nie zapoznałeś się z tematem. Powołujesz się na Lönniga nie dlatego, że przekonuje cię jego argumentacja (jak sam przyznajesz, nawet jej nie znasz), tylko dlatego, że jako Świadek Jehowy jest waszym dyżurnym autorytetem, więc z góry musi mieć rację.

QED znaczy „quod erat demonstrandum”, czyli c.b.d.o.

Proszę, pokaż mi, że się mylę.



To my, pingwiny!

Bezsilni wobec inteligentnego projektu.

Bezsilni wobec inteligentnego projektu.

Jest też na tutejszym Forum kilka osób, które (w mniej lub bardziej

komiczny sposób strugając fachowców) przedstawiają Teorię

Inteligentnego Projektu w fałszywym świetle. Robią to na rozmaite

sposoby: poprzez karykaturalne prezentowanie naszych wniosków,

przeinaczenia, manipulację,szyderstwa i nieustanne powtarzanie tych

samych sofizmatów (dyskusja na zasadzie zaciętej płyty).

Często-jako,że nauki przyrodnicze, to moja wielka pasja-serfuję po

blogach założonych przez biologów ewolucyjnych. Na jednym z nich

trafiłem na bardzo ciekawą recenzję jednej z książek, która zasłynęła

z rzekomo dobrej krytyki Teorii Inteligentnego Projektu

skroc.pl/e5fe

Autor najpierw skrytykował Richarda Dawkinsa, jednego z autorów z

serii esejów z zamieszczonych w tej książce. Skrytykował

argumentację, którą ja tutaj często krytykuję (choć ja uzasadniam

dodatkowo dlaczego!). Zacytujmy, co napisał autor recenzji:

skroc.pl/0321

(…)Eseje umieszczone w „Nauka a kreacjonizm” trzymają różny

poziom. Niektóre niezwykle wciągają, inne można skwitować wzruszeniem

ramion (rozczarował mnie Dawkins, którego esej obraca się wokół

jednego argumentu przeciw ID: kto zaprojektował projektanta?)
. Tak

naprawdę to tematyka samych esejów jest bardzo rozległa: niektóre

skupiają się na wykazywaniu nienaukowości ID, inne nie wspominają o

ID ani słowem, a zamiast tego skupiają się na dowodach ewolucji

(świetne eseje Tima D. White’a o ewolucji człowieka i Neila H.

Shubina o przejściu ewolucyjnym od ryb do zwierząt lądowych)(…)
„.

Należy tutaj natychmiast zaznaczyć, iż zamieszczone w tych esejach

(Tima D. White’a i Neila H. Shubina ) argumenty zostały z kretesem

podważone w wyniku nowych odkryć na polu antropogenezy oraz na polu

nauki zajmującej się pochodzeniem tetrapodów (czworonogów). O czym

można poczytać tutaj: skroc.pl/fffe i tutaj

skroc.pl/a81e a tutaj nawet obejrzeć skroc.pl/58a0



No, ale zajmijmy się recenzją. Autor ciągnie wywód do przodu:

„(…)Niestety, jak dla mnie całość jest trochę chaotyczna. W jednym

momencie czytam o ewolucji moralności, by za chwilę przeskoczyć na

kosmologię. Po przeczytaniu esejów uświadomiłem sobie, czego

podświadomie oczekiwałem od książki: pewnego rodzaju wsparcia

merytorycznego w dyskusji ze zwolennikami kreacjonizmu bądź poglądów,

że Kościół wspiera ewolucję
(…). ”

Kiedy przeczytałem powyższe uwagi oczom własnym nie wierzyłem.

Parafrazując słowa autora można napisać: „biologowie ewolucyjni,

którym zaufałem nie dostarczyli mi broni do walki z argumentami IP w

postaci
ARGUMENTÓW NAUKOWYCH, które by popierały Teorię Ewolucji.

Mogli oni chociaż powołać się na stanowisko Kościołów w tych kwestach.

Przecież wiele kościołów poszło na kompromisy w tych sprawach!

Wówczas miałbym ułatwione zadanie i w celu prób łamania blokady

umysłowej wierzących, uniemożliwiającej im przyjęcie teorii ewolucji

do świadomości, jako faktu naukowego, zawsze można by było (z braku

laku) powołać się np. na autorytet papieża
…”.

Autor recenzji nie czuje się jednak do końca zawiedziony! Przecież jak

się nie dało argumentami naukowymi, to przecież zawsze można przemocą.

Np. wodząc przeciwników przed Sądy i sędziów, którzy nie mają o

biologii żadnego pojęcia,a w dodatku muszą być politycznie poprawni.

Jak się będą stawiać naukowcom/biologom/ewolucjonistom,którzy na

swoich esejach zarabiają ciężką forsę [choć żaden nie wytrzymuje próby

czasu!], to kto politykom wynajdzie broń biologiczną?

„(…)Najbardziej przydatny pod tym względem jest aneks do

książki zawierający fragment uzasadnienia orzeczenia amerykańskiego

sądu okręgowego środkowego Okręgu Pensylwanii w sprawie Kitzmiller

vs. Dover (była to sprawa wytoczona Dover Area School Distrcit po tym

jak rada szkolna w Dover wprowadziła ID do programu nauczania).

(….)”

Skąd my to znamy?

skroc.pl/0d88

pozdrawiam.

P.S. Karol Sabath

> qfiz napisał:

> (szkoda, że nie ma już między nami Karola Sabatha – chętnie wysłuchałbym

> jego opinii)

Wzywałeś Karola Sabatha? Oto — specjalnie dla ciebie — jego osobista opinia. Vita brevis, Interrete manet.

www.paleontologia.pl/forum/viewtopic.php?p=2385

„A ks. prof. Sedlak (którego legenda ‚wybitnego paleontologa’ wciąż jest żywa w niektórych kręgach) zdaje się opisywał dendryty z kwarcytów na świętokrzyskich gołoborzach jako jakieś alternatywne krzemowe formy życia…”



„Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.” — Stanisław Lem

Nawiasem mówiąc…

… często słyszę o nadzwyczajnych dokonaniach prof. jako paleontologa. Nawet Wikipedia wspomina o jego „faunie Corallocyathida” z Łysogór, której poświęcił tuziny publikacji i referatów konferencyjnych. Otóż z bardzo nielicznymi wyjątkami wszystkie znaleziska Sedlaka to nieorganiczne pseudoskamieniałości, co wykazano już ładnych parę lat temu. Nadawanych przez niego nazw rzekomych nowych rodzin (Polocyathiformidae) i rzędów (Corallocyathida) nie używa nikt z paleontologów, bo cały ten bestiariusz istniał tylko w wyobraźni odkrywcy.



Penguyn! Penguyn! Looming bright

In the long Antarctic night!

Re: Rocznica stworzenia świata

Nie był jedynym, który pochopnie wysuwał wnioski. Niejaki Albert Einstein stworzył stałą kosmologiczną wyjaśniającą statyczny model Wszechświata, jako suplement do teorii względności, której ostatnio nie wiedzie się najlepiej…



„Komunistyczne idee były (dla mnie) prostą kontynuacją Oświecenia”

Zygmunt Bauman

www.kki.pl/piojar/polemiki/novus/iluminaci/dolar.html

magnele a brany

> Czy w lekturze doszedłeś do str.6, czy dalej?

powoli, powoli… przebijamy się dalej:

s.9

wyjaśnienie, że próżnia jest najniższym stanem kwantowym pola fizycznego, stanowi raczej ucieczkę od problemu niż odpowiedź na pytanie o naturę próżni.

s.10

pojąć próżnię, to zrozumieć wszystko w świecie. (…) nie uda się bez próżni zrozumieć pola elektromagnetycznego.”

R.2

W obecnym stanie istnieją dwie rzeczywistości – Próżnia i Wszechświat, Nic i Wszystko.”

tu Sedlak zdaje się rozumieć próżnię inaczej niż daje temu wyraz poprzednio, we wstępie (ale mogę się mylić w tym punkcie) – tj. jako abstrakcyjną, pozbawioną materii przestrzeń, w której „zanurzona” jest materialna przestrzeń Wszechświata

w istocie rozdział ten jest wyrazem niemocy współczesnej fizyki w rozumieniu tego, czym w ogóle jest owa ‚materialna przestrzeń Wszechświata’ i trudno Sedlaka obwiniać o to, że i on porusza się w niej jak przysłowiowe dziecko we mgle (w zamian czuje się uprawniony do snucia dość dowolnych spekulacji)

w dalszym ciągu S. próbuje mówić o naturze światła, o której nic zgoła nam nie wiadomo

(poza ultraprecyzyjnym opisem jego własności, w których się nam przejawia 🙂

stąd nieco poetycki język (powtarzam – pełen jak najbardziej uprawnionych moim zdaniem spekulacji)

stąd też jego magnele, które mają sprowadzić do jednej podstawy elektryczne i magnetyczne własności materii, masowe bozony, a nawet hipotetyczne (do dziś(?)) tachiony

czymże innym są obecne geometryczne twory teorii superstrun, bran i proczevo badieva, jeśli nie odpowiednikiem owych magneli ubranych w bardziej zdyscyplinowaną (acz równie wyspekulowaną) formę? intuicyjnie postrzeganej przez S. wspólnej podstawy w czasach, gdy fizycy dopiero formatowali pierwsze takie pojęcia

(niemal równolegle z nim! w owych czasach dostępne jedynie wtajemniczonym – twoorzącym i śledzącym je fizykom oraz zainteresowanym studentom fizyki)

przypomnijmy: teoria strun bozonowych powstała w 1970 roku, a teoria superstrun – w 1984 roku

książka, o której piszemy – w 1986, a pojęcie magneli S. wprowadził w… 1965 roku!

Latimeria naszym sojusznikiem!

kretenczyk napisał:

> I cóz z tego? Latimerię jako uznano za wymarłą 60 mln lat temu, a żyje sobie do

> dziś?

> Czy wobec tego jest to spisek obrzydliwych ateistów z przestępczymi neodarwinis

> tami, którzy podrzucili do Oceanu rzeczoną rybę?

Nie, to latimeria spiskowała przeciwko teorii ewolucji. Ryby nie maja głosu,ale też potrafią być niepoprawne politycznie. Zamiast protestować gadanina od razu przechodzą do czynu:)

http://www.pangaeadesigns.com/_graphics/page/fish/large/latimeria.jpg

Skrzypłocz tez znami w ukladzie!

http://www.superkid.pl/uploads/ciekawostki-przyr/horseshoe-crab.jpg

http://gfx2.bryk.pl/text/00029/00029782.jpg

Nawet ten był żywą skamieliną, bo tetrapody juz lazily po lądzie,a on jeszcze nie łazil:)

http://evolution.berkeley.edu/evolibrary/images/news/tiktaalik_reconstruction.jpg

Ale jak rybie urosła miednica tego nie wie nikt???

http://universe-review.ca/I10-72-tetrapod.jpg

A i z sama „dłonią” nie jest tak prosto, jak niektorzy marzą. Oj bardzo trudno:)

http://scienceblogs.com/pharyngula/upload/2006/04/tiktaalik_limb_lg.jpg

A Petrucchio to nawet kiedyś się ze mną kłucil twierdząc,że ” homo habilis, przedoke h erectus żyl wspolczesnie z homo erectus, bo był zywa skamieliną”:)

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033738&MID=%3Cj6pbla%24331%241%40inews.gazeta.pl%3E

Noveyy unika dyskusji?

No, jak tam? Podałem Ci śliczny przykład realnych obliczeń, pokazujących, że nie tylko SAMOistne powstanie życia na Ziemi jest statystycznie niemożliwe, ale niemożliwy jest choćby taki jego apsekt, jak SAMOzwijanie sie białek! Masz poteżny argument za niemozliwością SAMOdziejstwa czekokolwiek związanego z organizmami żywymi.Na dodatek podany jezykiem statystyki, który podałeś w pierwszym poście.

Jak nnasałem od razu, nie ja wymyśliłem ten przyklad. Ok. 40 lat temu został podany w pewnej znanej pracy jako jawny paradoks, ukazujacy, że szacunki podobne do Twoich dają wyniki większe od obserwowanych 10^34 – 10^37 razy. to baaaaardzo dużo… Zatem SAMOzwijanie nie moze mieć miejsca…

Re: Amerykanscy menadzerowie.

maksimum napisał:

> W najlepszych szkolach nowojorskich Chinczycy stanowia okolo 64% uczniow a na u

> czelniach jak Columbia U i NYU juz tylko 20%.

Jak na państwo, w którym ludność klasyfikowana jako „Asian” stanowi 6% populacji, dwudziestoprocentowa reprezentacja na najlepszych uczelniach (podobnie jest np. w MIT, ale na Zachodnim Wybrzeżu, np. w Berkeley albo UCLA będzie raczej 40-50%) to wręcz olśniewający sukces. Nie najlepiej to świadczy o „białej” Ameryce.



Może to wszyćko bez te atomy,

Że waryjota… momy.