Dodatek-demografia zwierzeca.

Malo tego-po wybiciu megauny zakłócono wiele łancuchów pokarmowych, co przyczyniło się do utraty naturalnych wrogów, a co za tym idzie wiele zwierzat zaczęło się zastarszająco mnożyć (dobry przykład Australia). Bobry były do niedawna chronione, a jak oczyszczono Odrę i inne rzeki z braku naturalnych selekcjonerów zaczęła się ich plaga. Mieszkam nad jeziorem w lesie, to wiem, co się dzieje. Śruują wszystko do okoła, budują tamy i wszystko tonie pod wodą. A króliki, to już całkiem PLAGA. Jelenie,wszystkożerne świniowate-to już szczególnie. Niektore jeleniowane, to papierem się mogą nawet żywić. Kiedy Europejczycy przybyli do Nowego Świata zobaczyli morze bizonów i to oni dopiero wszystko wytlukli (lacznie z Indianami) poprzez rabunkową gospodarkę. Australia jest pod tym wzgledem bardzo podobna. Więc pisz proszę o Australii i Amerykach OK? W Australi kangury po dziś dzień stanowią plagę, a jakie one dobre do jedzenia!

pozdrawiam.

Skutki epidemii sprzed 170, a demografia Iralandii

petrucchio napisał:

> I to jest przypadek typowy, czy sensacyjny wyjątek od reguły? Jak wiele dzieci

> zaginionych w lesie umarło w ciągu kilku dni?

Było kilka podobnych przypadków. Skoro nawet dziecko potrafi przeżyć w buszu, to tym bardziej dorośli ludzie i to zaprawieni myśliwi nomadzi. Ten przykład podałem ot tak, ponieważ nie musiałem go podawać ze względu na fakt,że twój argument był bezsensowny już u samych podstaw.



> Wykładniczy wzrost populacji ZAWSZE ulega nasyceniu i wyhamowaniu z powodu taki

> ch czy innych ograniczeń.

Coś takiego-napisz do ONZ, a może dostanisz Nobla za rozwiązanie kryzysu demograficznego.

>Katastrofy demograficzne spowodowane przez epidemie l

> ub choćby przejściowy niedostatek żywności mogą mieć bardzo długotrwałe skutki.

Akurat fakty mowią coś węcz przeciwnego. Ty wiesz ile ludzi umiera w Afryce z niedożywienia? Jednak wzrost netto i tak jest ogromny i wystarczy kilka dobrych lat i mamy kolejną katastriofę demograficzną. Ale co ty tam masz do powiedzenia na temat zaraz i epidemii, ponieważ jakoś pominąłeś NAUKOWE argumenty, ktore ja przytoczyłem.

> Irlandia, kraj europejski, ma dziś o dwa miliony mniej mieszkańców, niż miała

> w 1841, przed zarazą ziemniaczaną. To tyle, ile w tamtym czasie umarło z głodu

> lub wyemigrowało (jednych i drugich było około miliona) — a to znaczy, że Irla

> ndia dziś, po 170 latach, dopiero zaczyna odrabiać ówczesną stratę ludności. Pr

> zez ponad wiek jej demografia praktycznie stała w miejscu.

Jeżeli chcesz tego przyłladu użyć, jako dowodu, to ja poproszę o namiary na konkretną literaturę. W tej chwili idę o zakład,że to jest jakiś przykład przeinaczenia. Mam ci uwierzyć,że zaraza wywolana 170 lat temu blokowała przez ten czas przyrost naturalny w Irlandii?

> Powtarzam: dysponując techniką mezolityczną, nie przeżyłbyś w dziewiczym środow

> isku Australii jednego tygodnia…

Mnie nie interesuje twoje POWTARZANIE, ponieważ ty nie jesteś dla mnie żadnym godnym zaufania autorytetem. Mnie interesują KONKRETNE DOWODY NAUKOWE,a nie twoje fantazje!

I jak ze mną dyskutujesz, to cytuj,co piszę.

pozdrawiam.

Re: Zarazy, jak przeżyć w buszu.

noveyy777 napisał:

> „Latem 1989 roku ośmioletnia Rachom, córka państwa P’ngieng z kambodża

> ńskiej prowincji Ratanakkiri, wyszła z domu wypasać bydło. […]”

I to jest przypadek typowy, czy sensacyjny wyjątek od reguły? Jak wiele dzieci zaginionych w lesie umarło w ciągu kilku dni?

Wykładniczy wzrost populacji ZAWSZE ulega nasyceniu i wyhamowaniu z powodu takich czy innych ograniczeń. Katastrofy demograficzne spowodowane przez epidemie lub choćby przejściowy niedostatek żywności mogą mieć bardzo długotrwałe skutki. Irlandia, kraj europejski, ma dziś o dwa miliony mniej mieszkańców, niż miała w 1841, przed zarazą ziemniaczaną. To tyle, ile w tamtym czasie umarło z głodu lub wyemigrowało (jednych i drugich było około miliona) — a to znaczy, że Irlandia dziś, po 170 latach, dopiero zaczyna odrabiać ówczesną stratę ludności. Przez ponad wiek jej demografia praktycznie stała w miejscu.

Powtarzam: dysponując techniką mezolityczną, nie przeżyłbyś w dziewiczym środowisku Australii jednego tygodnia. Nie potrafiłbyś trafić bumerangiem (o ilebyś go miał) w cokolwiek, rozniecić ogień, upolować kangura, znaleźć źródło pitnej wody, zrobić porządne narzędzie krzemienne. Nie miałbyś czasu nauczyć się tego wszystkiego, bo padłbyś z głodu i pragnienia na początku nauki. Łatwo ci się wymądrzać, bo jesteś otoczony i chroniony wytworami cywilizacji — rezultatem wielowiekowej pracy milionów ludzi. Korzystasz z bezpieczeństwa i wygód, które w ogóle nie mogłyby istnieć bez skomplikowanej sieci zbiorowej współpracy. Używasz komputera, a sam nie potrafiłbyś wyprodukować stalowego gwoździa. Ja nie neguję faktu, że ludzie są z natury pomysłowi i potrafią się przystosować do dowolnie trudnych warunków — ale też cała pomysłowość i inteligencja Aborygenów była skupiona na przetrwaniu (bynajmniej nie łatwym).



M[—-]mmm!

Panie Wajrak

Panie redaktorze. Może powie Pan jak często bywa pan w lesie i o jakich porach. Z tego co Pan pisze wynika, że co najmniej bywa Pan w lasach 3 – 4 razy w tygodniu, o świcie, w dzień i o zmierzchu. Ja bywam tam może krócej od Pana bo od dwudziestu kilku lat i nie tak często bo tylko 2 – 3 razy w tygodniu i to nie przez cały dzień. A z tym strzelaniem do zwierząt – aby coś na ten temat pisać należy chociaż minimalnie zapoznać się z tematem.

Życzę dobrego samopoczucia za wierszówkę.

Re: oj mam nadzieje…

no coz wczroraj widzialem smiertely wypadek samochodowy, takze moge ta sama analogie odwrocic w twoja strone, masz prawo jazdy tak?

tak na marginesie, malo madry czlowiek co strzela bo „mysli” ze to zwierz, poczekaj az zobaczysz co z krzakow wychodzi potem strzelaj. A ci co w czasie polowania chodza na przechadzke po lesie tez nie za madrzy szczegolnie ze to jeszcze osoby spokrewnionw ktore wiedza co sie na tym terenie w danym czasie robi.

Norma reakcji na środowisko.

..i kolejny mit NEOdarwinowski obalony!

Coraz bardziej ujawnia się prawda, ktora głosi np. James Shapiro: organizmy sa zdolne do przeprowadzania naturalnej biotechnologicznej i kontrolowanej ewolucji. Zmiennosc jest wynikiem naturalnego wyposazenia genetycznego,a nie zmian NEOdarwinowskich. Organizmy jedynie majsterkuja przy swoich genomach wlaczajac i wylaczajac swoje geny w zalezności od potrzeb srodowiska. A tyle się wam tlumaczyło! Takim mechanizmem nie posługują sie tylko motyle (Dawkins podniecał się tym procesem w „Samolubnym genie”), ale tez inne organizmy. Np. kukułki.

‚Zespół europejskich naukowców odkrył, jak motyle potrafią zmienić wzór na skrzydłach, aby upodobnić się do sąsiadujących gatunków i uchronić się przed atakami ptaków. Badania, których wyniki opublikowano w czasopiśmie Nature, rozwiązują zagadkę, która intrygowała naukowców od tak wielu lat, łącznie z Darwinem. Odkrycia ujawniają, jak zmiany genomiczne potrafią odgrywać rolę we współistnieniu fenotypów adaptacyjnych, obejmujących rozmaite współpracujące ze sobą geny, poprzez ograniczanie rekombinacji i przepływu genów.

Niektórzy z czołowych, światowych myślicieli ewolucyjnych snują teorię na temat tego, jak motyle, które nie są przysmakiem dla ptaków, wykształciły te same wzorce ubarwienia odstraszającego. Naukowcy z Muséum national d’Histoire naturelle w Paryżu (Centre National de la Recherche Scientifique, CNRS) we Francji i Uniwersytetu Exeter w Wlk. Brytanii pogłębiają naszą wiedzę na temat fortelu wykorzystywanego przez motyle do oszukiwania ptaków. Nazywany mimikrą müllerowską jest naturalnym zjawiskiem zachodzącym wtedy, kiedy dwa gatunki lub ich większa liczba, mające wspólnych drapieżników, imitują swoje sygnały odstraszające.

Na podstawie przeprowadzonych na jednym stanowisku w lesie deszczowym badań gatunku amazońskiego Heliconius numata, który upodabnia się do wielu innych gatunków motyli, zespół twierdzi, że populacja tego gatunku ma charakterystyczne wzory kolorystyczne na skrzydłach przypominające wzory innych motyli, takich jak te z rodzaju Melinaea, których ptaki nie chcą jeść. Ten sprytny fortel chroni motyle przed drapieżnikami.

Zespół zidentyfikował i przeprowadził sekwencjonowanie regionu chromosomalnego odpowiedzialnego za wzory na skrzydłach H. numata. Wzór na skrzydle motyla kontrolowany jest przez pojedynczy region jednego z chromosomów. Chromosom ten zawiera geny regulujące różne elementy wzoru.

Klastrowanie, które eksperci nazywają „supergenem”, umożliwia kombinacje genetyczne, które „sprzyjają” utrzymywaniu podobieństwa mimetycznego. Niemniej zapewnia również, że kombinacje generujące wzory inne niż mimetyczne nie pojawiają się. Supergeny mają kluczowe znaczenie dla rozwoju i utrzymania rozmaitych cech występujących w świecie przyrody, w tym kolorów i wzorów na organizmach morskich oraz kształtów kwiatów.

W toku prowadzonych badań naukowcy odkryli, że u tego gatunku współistnieją trzy wersje tego samego chromosomu, a każda z nich kontroluje odrębne formy wzoru na skrzydłach. A zatem motyle mogą wyglądać całkowicie odmiennie i dzielić ten sam kwas dezoksyrybonukleinowy (DNA).

„To odkrycie wprawiło nas w osłupienie” – mówi naczelny autor dr Mathieu Joron z Muséum national d’Histoire naturelle. „Te motyle to Transformersy świata owadów. Z tą różnicą, że zamiast przemieniać się z samochodu w robota za przyciśnięciem guzika, jeden przełącznik genetyczny umożliwia tym owadom przybieranie różnych form mimetycznych – to wprost niewiarygodne i zakrawa na science fiction. Teraz zaczynamy rozumieć, jak ten przełącznik może mieć tak wszechogarniający wpływ.”

Wypowiadając się na temat odkryć profesor Richard ffrench-Constant z Uniwersytetu Exeter stwierdził: „Naukowcy głowili się nad tym zjawiskiem od wieków, nie wyłączając samego Darwina. Co więcej, owe pierwsze obserwacje mimikry pomogły w wypracowaniu teorii naturalnego doboru. Teraz, kiedy dysponujemy odpowiednimi narzędziami, jesteśmy w stanie zrozumieć przyczynę tej zdumiewającej transformacji: zmieniając zaledwie jeden gen motyl jest w stanie oszukać swoich drapieżników, upodobniając się do szeregu różnych motyli o niedobrym smaku.”

Jeżeli chodzi o region supergenu, profesor ffrench-Constant podkreśla, że to „gen, który rzeczywiście ma ewolucyjnego kopa”.’

Re: Ja od jednego mądrego biologa słyszałem,…

…że było kilka niezależnych „kanałów” tej ewolucji, które doprowadziły do utworzenia wielce podobnych narządów. ten pan mówił, że np. budowa oczu tych wielkich kalmarów, które żyja w przepastnych głębinach oceanicznych, jest niezwykle podobna do budowy oka ludzkiego. Tylko, że te kalmarowe sa dużo, dużo większe — ponoc wielkosci sporej piłki.

A róznice w budowie siatkówki i okolic u róznych ssaków — wyraźnie dostosowujące je do potrzeb danego zwierzaka, też ładnie sie „wpisują” w teorie ewolucji. My, bonoba, czy ptaki, czyli stworzenia uprawiające dzienny tryb życia, mamy dużo „stożków” („cones”), co nam umozliwia widzenie kolorów. A drapieżniki, polujace nocą, kolorów widziec nie potrzebuja, ale potrzebuja dobrze widzieć w warunkach słabego oswietlenia, wiec mają silna przewagę „precików” („rods”) w siatkówkach. I ponadto pod siatkówką wielowarstwową strukture tkankową, która działa jak zwierciadło i w ten sposób swiatło przechodzi przez światłoczuła siatkówke nie raz, tylko dwa razy. Ale nie tylko drapieżniki, także nocni roslinozercy jak najbardziej te „odbłysniki” mają. Ja mieszkam praktycznie w lesie, w którym żyje sporo saren. Jak idę późnym wieczorem na spacer i świece sobie po lesie taka latarką, co „bije” na dobre 200 m, to widze czesto w oddali dwa świetliste punkciki, które sa własnie sarnimi oczami. Podchodząc bliżej, mogłem stwierdzić, ze to rzeczywiscie była sarna (a nie np. puma, one też w pobliżu żyją), bo wstawała i uciekała, ukazujac swoja niezwykle charakterystyczna białą pupę (one sie nazywaja „whitetails”).

No, ale kreacjonista może z kolei argumentować, ze żadna tam ewolucja tego nie spowodowała, tylko madry Stwórca tak poróznicował oczy gatunków… Z kreacjonistami sie nigdy nie wygra dysputy. Nie ma nawet co zaczynać. Na zasadzie: „Never argue with a fool; the onlookers may not be able to tell the difference” (ponoc autorem tej maksymy był Mark Twain).

Re: Kiedyś wystarczyło założyć trampki i można by

ale naprawde ci to przeszkadza? jak napisalem, ja tego zupelnie nie rozumiem, zupelnie. dla mnie idea biegania polega na tym, zeby zostawic komorke w domu.

ale jesli kto chce i mu to sprawia frajde? niech sobie biega gps i innymi literkami. lepiej zeby biegal tak, niz siedzial w domu i obrastal tluszczem.

zwyklaosoba napisał:

> biegać do oporu – po lesie, po plaży, w parku czy po osiedlowych uliczkach. Dzi

> siaj potrzebny jest telefon z GPS i dostęp do sieci. No i konto na popularny po

> rtalu. O butach i stroju jednej ze znanych firm nie wspomnę. Pavo Nurmi czy Emi

> l Zatopek to by się dzisiaj ze wstydu musieli chyba schować.



We are the Borg. Resistance is futile

Co to znaczy bioróżnorodność?

Adam ma rację. Takie rozumienie bioróżnorodności wydaje sie być zgodne z wytycznymi IUCN i założeniami sieci Natura 2000. Dyrektywa Siedliskowa i jej wytyczne mówią o zakazie pogarszania siedlisk i siedlisk gatunków dla których zostały wyznaczone obszary, czyli tzw gatunków kwalifikujących, typowych dla danego obszaru i priorytetowych dla których zachowania dany teren ma szczególne znaczenie. To jasne, że w dobrze zachowanym lesie będą to gatunki typowo leśne czy puszczańskie, czyli min dzięcioły i chrząszcze. I to one powinny być traktowane priorytetowo w przypadku konfliktu z innymi przedm

iotami ochrony – gatunkami terenów otwartych np motylami, gąsiorkami czy bocianem biały. Nie ma tu więc żadnej sprzeczności, wszystko jest spójne i logiczne, tylko leśnicy szukają dziury w całym – chcą w puszczy chronić gatunki łąkowe i dla nich wycinać zręby.

Dotychczas mówili o pomaganiu młodemu pokoleniu drzew poprzez wycinanie starych, ale zorientowali się, że brzmi to dość niefortunnie, przypęli więc sobie łatkę strażników bioróżnorodności, bo to brzmi lepiej, tylko świadczy o braku znajomości elementarnych zasad wdrażania sieci Natura 2000 i ochrony przyrody.

Chmura znad Islandii niegroźna? Tak było wczoraj dziś jest inaczej

Powoli się rozszerza.

Do Glasco samoloty już nie lecą.

Myślę jutro zawadzi o Północną Polskę.

Czyli Eryka S. z Gdańska nie wyleci.

I tam zostanie na stałe.

Co na to Jarosław K., będzie się na Helu gotował.

Oby nie doszło do samo zapalenia.



Twój ślub, to legalne złodziejstwo.

Wszystko co posiadasz jest tylko pół warte.

Pamiętaj! Czas to pieniądz, skróć seks do minuty, dłużej

to rozrzutność. Unikaj seksu w lesie, leśnik to zbój, podgląda!

Re: Polska bez mniodu i „Męskiej potencji”

bigda1 napisał:

> Twój ślub, to legalne złodziejstwo.

> Wszystko co posiadasz jest tylko pół warte.


>

> Trzeba było wbrać bogatszą, posiadałbyś znacznie więcej…

> 😉

A ty Mateusz, to wajchę przełóż.

Gdzie są bogate baby?

Odwrotnie, poczytaj plotek wszystko leci do jednego,

by chłopa wykołować.

Miód działa na męską potencję w naturalny sposób.

(Oczywiście to nie znaczy, worek mosznowy i kłodę tym smarować,

to oczywiście przyciąga tylko osy i muchy.)

Słyszałem że Turczynki i pewne Polski wyrywają se włosy za pomocą miodu.

Bez miodu u tych kobiet, to zarost aż do ziemi.



Twój ślub, to legalne złodziejstwo.

Wszystko co posiadasz jest tylko pół warte.

Pamiętaj! Czas to pieniądz, skróć seks do minuty, dłużej

to rozrzutność. Unikaj seksu w lesie, leśnik to zbój, podgląda!

Re: Polska bez miodziku. Polak i przyroda, niby koza to ogrodnik.

wnec2005 napisał:

> Teraz nam trza chodowac trzemiele a jak te zdechna zostana muchy.

Tak jak w Australii.

Tam niema robaków czy chrząszczy tylko muchy.

Jak w Polsce wszędzie muchy, a nad wodą komary niby Ruskie helikoptery.

Pszczółki to tylko dwu nożne, tu i tam schowane w krzakach, czekają na klienta.

Bez miodu to nawet niedźwiedziego napoju nie zrobisz.

Mi zostały z siedmniu, też tylko trzy roje.

Zdięcia w Albumach, chcesz zobaczyć?

Szukaj użytkownik art.usa)



Twój ślub, to legalne złodziejstwo.

Wszystko co posiadasz jest tylko pół warte.

Pamiętaj! Czas to pieniądz, skróć seks do minuty, dłużej

to rozrzutność. Unikaj seksu w lesie, leśnik to zbój, podgląda!