Argument demograficzny jest niepodważalny!

petrucchio napisał:

> noveyy777 napisał:

>

> > O kurcze, to w takim razie w Ameryce po przybyciu Europejczyków powinno

> być ze sto

> > miloardów ludzi:)

>

> Daj sobie spokój, nie trolluj.

>

Nie możesz się powstrzymać, żeby mnie nie obrazić? Tylko ty masz prawo opisywać swoje poglądy? Jakby ludzie do Nowego Świata przybyli wcześniej i wybili MEGAfaune, to przodkowie dzisiejszych Indian amerykańskich zastaliby tam 50 000.000 populacje ludzi. Co się z nimi stało?Wystarczy policzyć

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033754&MID=%3Cj7i13r%24sie%241%40inews.gazeta.pl%3E

(…)Jared Diamond napisał, że najbardziej spektakularnym wydarzeniem jeżeli chodzi

o kolonizację lądów przez naszych przodków było zasiedlenie obu Ameryk.

Początek ekspansji miał mieć rzekomo miejsce około 20 000 lat temu, gdy to

przodkowie Indian najpierw przekroczyli Cieśninę Beringa, następnie 10-12 000

lat temu, na wysokości styku dzisiejszych granic Ameryki Północnej i Kanady

weszli do Nowego Świata i go szybko skolonizowali.

Następnie w przeciągu około 1000 lat mieli oni zasiedlić obie Ameryki i

bezpośrednio przyczynić się do eksterminacji tamtejszej megafauny.

Przed przybyciem człowieka do Nowego Świata żyło tam wiele potężnych zwierząt:

mamuty , mastodonty, glyptodonty, bobry wielkości niedzwiedzia, szablozębne

koty, lwy, gepardy, wielbłądy, konie, ogromne leniwce naziemne i wiele innych

gatunków, których już nie ma na świecie.

Jedna z uznanych teorii zagłady tej megafauny (którą popiera też Jared

Diamond) nosi nazwę „Blitzkriegu” autorstwa geologa Paula Martina.

Uważa się, że pierwsi ludzie, którzy dotarli do obu Ameryk w krótkim czasie

wytępili megafaunę, co zajęło nie więcej niż właśnie 1 000 lat.

Stanowiska archeologiczne informują uczonych, że po około 1000 lat od chwili

kolonizacji obu Ameryk broń kolonizatorów/myśliwych nagle się zmienia na

nieprzystosowaną do łowienia grubego zwierza, a zapis kopalny informuje,że w

tym mniej więcej czasie w Ameryce Północnej wyginęło około 73%, natomiast w

Ameryce Południowej 80% wielkich ssaków!

Wspomniany geolog Paul Martin twierdzi, że przodkowie Indian trafili na istne

Eldorado, gdy przybyli do Ameryki Północnej.

Obfitość niepłochliwych i wielkich zwierząt, które nigdy nie widziały

człowieka, przez co padały łatwym łupem, przyczyniła się do gwałtownego

przyrostu naturalnego populacji kolonizatorów, a w efekcie do jeszcze

większego zapotrzebowania na żywność.

Na pierwszy ogień miały iść właśnie wielkie ssaki, co w połączeniu z

łańcuchową reakcją polegającą na eliminacji całych łańcuchów pokarmowych,

zdaniem Martina, przyczyniło się do ich błyskawicznej w skali geologicznego

czasu zagłady.

Jak każda teoria i tezy Martina zostały poddane ostrej krytyce naukowców,

którzy widzą to wszystko inaczej.

Dla potrzeb mojej argumentacji przejdę do najbardziej istotnych zarzutów.

Krytycy zadawali następujące pytania:

-Czy niewielka gromada kolonizatorów mogła rozmnożyć się wystarczająco szybko,

żeby zaludnić półkulę, na której leża obie Ameryki w ciągu 1000 lat?

-Cy mogli oni rozmnażać się i rozprzestrzeniać wystarczająco szybko aby

pokonać prawie 13 000 kilometrów w czasie 1000 lat?

-Czy tzw. myśliwi z Clovis, którzy mieli dać początek całej populacji Indian

obu Ameryk byli rzeczywiście pierwszymi ludzmi, którzy dotarli do Nowego Świata?

Odnosząc się do dzisiejszych obserwacji Jared Diamond zaczyna uzasadniać

teorię, którą popiera. Twierdzi,że zagęszczenie pośród współczesnych łowców

zbieraczy, nawet na obfitujących w zwierzynę terenach, nie przekracza czterech

osób na dziesięć kilometrów kwadratowych.

Biorąc pod uwagę szacunki mówiące,że cały obszar zdolny do zamieszkania i

polowań w Nowym Świecie w tamtych czasach wynosił jakieś 26 000.000 kilometrów

kwadratowych, uważa się,że mogło tam żyć jakieś 10 000.000 myśliwych po jego

zaludnieniu.

Następnie Jared Diamond powołuje się na współczesne przykłady kolonizowania

nowych obszarów (w książce przytacza te przykłady) i zaznacza, że tempo

wzrostu populacji może osiągać w takich przypadkach 3,4% rocznie, co odpowiada

temu, że każda para pozostawia czworo przeżywających dzieci, a średni czas

pokolenia wynosi 20 lat.

Wobec takiego tempa przyrostu naturalnego początkowa populacja złożona z 100

łowców zbieraczy, którzy skolonizowali Nowy Świat rozmnażałaby się do liczby

10 000.000 „obywateli” przez 340 lat! A więc łowcy z Clovis mogli z łatwością

rozmnożyć się do liczby 10 000.000 osobników w ciągu 1 000 lat, a nawet do

liczby kilkudziesięciu milionów osobników!

Następnie Jared Diamond odpowiada na kolejne pytanie: Czy przodkowie pionierów

z Edmonton mogli dotrzeć do południowego krańca Ameryki Południowej w ciągu

1000 lat? Odległość w linii prostej wynosi 13 000 kilometrów, więc musieliby

przebywać około 13 kilometrów rocznie, aby przebyć tą odległość w 1000 lat.

Każdy wprawny współczesny łowca mógłby z łatwością pokonać taką odległość

jednego dnia i nie ruszać się z miejsca przez pozostałe 364 dni!

Przy dopasowaniu tych faktów do bardziej współczesnych obserwacji migracji

dziewiętnastowiecznych Zulusów z południowej Afryki, których zasięg osiągał

5000 km. w ciągu 50 lat te szacunki i oparte na nich wnioski,co do założeń,że

przodkowie współczesnych Indian mogli czegoś takiego dokonać są nad wyraz

racjonalne!

A wyż demograficzny, a próg ekologiczny?

petrucchio napisał:

> europitek napisał:

>

> > Dziś jest mniej chętnych do twierdzenia, że ludzie Clovis byli pierwszymi

> Amery

> > kanami – 35 lat temu i jeszcze długo później był to kanon. Co się z tym k

> anonem

> > nie zgadzało było napotykało ogromne problemy.

>

> Bo też niektóre datowania były, delikatnie mówiąc, kontrowersyjne. Ale migracje

> poprzedzające Clovis o kilka tysięcy lat od dość dawna są poważnie brane pod u

> wagę.

>

O kurcze, to w takim razie w Ameryce po przybyciu Europejczyków powinno być ze sto miloardów ludzi:)

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033754&MID=%3Cj7i13r%24sie%241%40inews.gazeta.pl%3E

http://www.polska-azja.pl/wp-content/uploads/2010/11/bangladesz_ludzie.jpg

O co ci znowu chodzi? Dostałeś coś chciał

petrucchio napisał:

Piotrze o co chodzi? To jest ten artykuł, którego ty nie potrafiłeś znalezć. To jest ten artykuł na podstawie którego (między innymi, bo mam jeszcze jeden, który na pewno też jest obecny osiągalny w sieci) pisałem swojego posta. Mam jeszcze dwa artykuły tego autora po polsku. Ty natomiast nie potrafiłeś go znalezć, bo nawet nie potrafiłeś sobie wyobrazić, jakich słów kluczowych używać. A jak ci podstawiłem pod nos coś chciał, to z kolei go nie potrafisz zrozumieć. I taka z tobą gadka.

Nie potrafisz merytorycznie dyskutować ani z moim streszczenie, ani z oryginalnym tekstem.

Potrafisz tylko personalnie atakować i odwoływać się do argumentu AD-NUMERUM.

Dostałeś tekst, o który zabiegałeś zarzucając mi nie znajomość poglądów naukowca, którego cytowałem. Na pl.sci.biologia domagałeś się tego samego. Więc o co ci teraz chodzi? Jeżeli napisałem coś nie tak w poście, który rozpoczął tą dyskusję i pózniej, to wykaż to na podstawie tekstu oryginalnego. Jeżeli tego nie uczynisz, to sam wydasz świadectwo o swojej rzetelności.

Ten post idzie wszędzie tam, gdzie zaznaczyłeś swoją obecność w tej dyskusji!

Popełniasz jeden z najpoważniejszych błędów logicznych. Nawet nie napisałeś czego teraz oczekujesz. Powód jest prosty: nawet nie wiesz o co pytać!

Albo wiesz i zrozumiałeś,że z faktami się nie dyskutuje.

W każdym bądz razie ja od dzisiaj twoich wpisów poważnie już nie będę traktował, najlepiej zostań moderatorem tego forum i mnie zabanuj, bo to by ci chyba najlepiej pasowało w obecnej sytuacji.

Raising the barBłąd ten robi się zawsze, gdy się żąda od swego oponenta coraz mocniejszych dowodów na coś, podnosząc wciąż poprzeczkę i wymagania argumentacyjne, mimo że oponent wciąż dostarcza mu dowodów, których on wcześniej żądał. Wybieg ten jest czystą socjotechniką i ma zniechęcić oponenta od uzasadniania swego stanowiska, ponieważ nikt nie jest w stanie dostarczać dowodów na coś w nieskończoność. Ateiści i racjonaliści bardzo często popełniają ten błąd logiczny w dyskusjach, gdy wciąż wymyślają jakieś preteksty w stosunku do argumentacji oponenta, chociaż wcześniej dostarczył on już dowodu, jakiego od niego żądano. Jeśli kiedykolwiek natrafisz na sytuację, w której sceptyk otrzyma od ciebie argument, jakiego oczekiwał, a mimo to nie uzna go za wystarczający i będzie wymyślał coraz bardziej rygorystyczne warunki dla „być albo nie być” tego argumentu, zastopuj i zwróć mu uwagę na to, że popełnia on błąd logiczny raising the bar. Możesz wtedy wycofać się z dyskusji, bez narażenia się na zarzut nieuzasadnienia swego stanowiska, ponieważ twój oponent popełnił w swej argumentacji błąd logiczny.

Racjonalność, naukowość,wiara.

Pomruku ludzie mają różne kryteria racjonalności. Niektórzy cuda (niewyjaśnione zjawiska) usiłują zastępować garnkiem,albo cegłą.

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1032899&pid=1033807&MID=%3Cj7oueo%242hb%241%40inews.gazeta.pl%3E

pl.wikipedia.org/wiki/Cud

„Cud – zjawisko paranormalne *lub zdarzenie z różnych przyczyn nieposiadające wiarygodnego, naukowego wytłumaczenia*, w kontekście religijnym przypisywane interwencji istot nadprzyrodzonych lub nadprzyrodzonej mocy.”

Opcja na rzecz racjonalności, to wybór podyktowany wiarą. Antoni Hoffman.

bioslawek.wordpress.com/2011/05/30/sad-nad-darwinem-list-otwarty-do-ewolucjonistow/

„Racjonalność to tylko jeden z możliwych sposobów myślenia o świecie. Równie dobrze można by preferować na przykład poznanie mistyczne. I nie ma żadnego oczywistego powodu żeby uznać, że to właśnie racjonalność jest najlepsza. Co więcej, kryteriów racjonalności nie sposób wyznaczyć obiektywnie i raz na zawsze. To, co racjonalne tu i teraz, nie musiało być racjonalne dla starożytnych Greków ani nawet dla Lyella czy Darwina i vice versa. Ponieważ jednak kryteria racjonalności dyktowane są historycznie to, co racjonalne dla mnie, jest także racjonalne dla moich współczesnych kolegów naukowców (choć są też rzecz jasna przypadki sporne). Opcja na rzecz racjonalności to wybór podyktowany WIARĄ (…)” .

A co jest istotą światopoglądu naukowego?

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033651&MID=%3Cj6c4ab%24kn8%241%40inews.gazeta.pl%3E

pozdrawiam.

pozdrawiam.

Samochód w każdym kolorze, pod warunkiem,że…….

…będzie to kolor czarny:

bioslawek.wordpress.com/2011/07/17/wygnani-expelled/#more-131

petrucchio napisał:

> noveyy777 napisał:

>

> > Bezsilni wobec inteligentnego projektu.

>

> Noveyy, weź te swoje proszki. Oby zwolennicy ID krytykowali się nawzajem, tak j

> ak to robią naukowcy — wyszłoby im to na zdrowie. Spory między biologami, podw

> ażanie i obalanie hipotez, albo fakt, że Dawkins coś napisał, a ktoś inny to zj

> echał, dowodzą, że proces naukowy — polegający na krytycznym myśleniu i ściera

> niu się opinii — działa normalnie. W twoim obozie obowiązuje zwieranie szyków,

> wyciszanie różnic poglądów…

O jakim obozie piszesz?

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033523&MID=%3Cj5d716%24o7r%241%40inews.gazeta.pl%3Estwarzanie.wordpress.com/2011/03/03/coraz-mniej-darwina-w-amerykanskich-szkolach/

„Większość nauczycieli biologii w szkołach średnich w USA nie podchodzi z

entuzjazmem do nauczania biologii ewolucyjnej w klasach. Jest tak, mimo

mającej 40 lat historii orzeczeń sądów, które uznawały nauczanie kreacjonizmu

i inteligentnego projektu jako łamiącego konstytucję. Politologowie z Penn

State twierdzą, że obowiązkowe kursy z biologii ewolucyjnej dla przyszłych

nauczycieli, połączone z częstymi kursami odświeżającymi dla już nauczających,

mogą częściowo zaradzić takiemu stanowi rzeczy.

„Istnieje sporo danych naukowych sugerujących, że zwolennicy ewolucji, metody

naukowej i racjonalizmu przegrywają bitwę o amerykańskie klasy szkolne.”

Spostrzeżeniem tym podzielili się profesorowie politologii z Penn State,

Micheal Berkman i Eric Plutzer, na łamach prestiżowego Science.”(…)Wg

Berkmana i Plutzera, Stany Zjednoczone potrzebują lepiej wyszkolonych

nauczycieli biologii, którzy będą śmiało promować wysokie standardy edukacji

naukowej w swoich lokalnych społecznościach. Koledże i uniwersytety powinny

wprowadzić obowiązkowe kursy z biologii ewolucyjnej dla przyszłych

nauczycieli, oraz kursy odświeżające dla aktualnie nauczających
(…).”

Oni oszaleli: chcą na sile agitować biologow i nauczać ich ewolucjonizmu:)))

pozdrawiam i dziękuję za taką „wolność”. Wolę swoje szyki!

Perełki

qwardian napisał:

> k_a_p_p_a napisał:

>

> Celem hodowcy jest osiągnięcie określonego, z reguły wysokiego i stabilnego poz

> iomu wartości cech ważnych dla realizacji obranego kierunku hodowli. Cała proce

> dura ma na celu stworzenie mutanta o cechach korzystnych dla człowieka, a nie d

> la zmutowanego organizmu.


>

> Przy aktywnej ingerencji inteligencji człowieka, kierując się jasno wyznaczonym

> celem, przy pomocy planowania, organizacji i kontroli, mutacje mogą nabrać cec

> h korzystnych dla ich autora. noveyy777 jednak przedstawił wynik laboratoryjneg

> o eksperymentu, który nie realizuje takich szlachetnych zamiarów, więc nijak si

> ę ma do powyższego komentarza…

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1032899&pid=1033906&MID=%3Cj8cmre%249lc%241%40inews.gazeta.pl%3E

pozdrawiam.

Dodatek-przeczytaj koniecznie!Folklor!

www.poczytaj.pl/110480

„(…)Jak napisał Theodosius Dobzhansky, wybitny uczony, współtwórca nowoczesnej syntezy ewolucyjnej: [b]”Nic w biologii nie ma sensu, jeżeli nie patrzy się na to przez pryzmat ewolucji”. Teoria ewolucji, główna teoria całej biologii, zajmuje szczególne miejsce w toku studiów wszystkich kierunków związanych z tą dziedziną wiedzy. Ogromną wagę przywiązuje się dzisiaj do doskonałej znajomości mechanizmów, które doprowadziły do powstania ze wspólnego przodka wszystkich istniejących dzisiaj organizmów, a co więcej – działają obecnie, powodując choćby niebezpieczne dla ludzi zjawisko oporności na leki chorobotwórczych wirusów i bakterii. [/b]”

Tutaj jest antidotum na te antyczne rojenia. To już folklor:)

bioslawek.wordpress.com/2011/09/12/czy-nabywanie-opornosci-na-antybiotyki-i-pestycydy-dowodzi-makroewolucji/#more-290

A jeżeli chodzi o Theodosiusa Dobrzańskiego, to napisał on kiedyś w swojej książce coś bardzo ciekawego:

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033518&MID=%3Cj5d2hg%24c9a%241%40inews.gazeta.pl%3E

” Różnorodność organiczna jest dającym się zaobserwować faktem, mniej lub

bardziej znanym każdemu. Postrzegamy ją jako coś niezależnego od nas, zjawisko

poddane naszemu doświadczeniu, ale niezależne od działania naszego umysłu.

Bliższe zapoznanie się z światem ożywionym ujawnia inny fakt, niemal równie

uderzający jak sama różnorodność. Jest to nieciągłość zmienności organicznej.

Jeśli zgromadzimy tyle osobników, żyjących w danym czasie, ile potrafimy,

zauważymy natychmiast, że obserwowane zmienności nie tworzą jednego rozkładu

prawdopodobieństwa ani żadnego innego ciągłego rozkładu. Zamiast tego

znajdujemy mnóstwo oddzielnych, nieciągłych rozkładów. Innymi słowy, żywy

świat nie jest jednym szeregiem osobników, w którym każde dwie odmiany są

połączone nieprzerwaną serią form pośrednich, szeregiem mniej lub bardziej

wyraźnie odrębnych szeregów, z nieobecnością form pośrednich lub przynajmniej

rzadkim ich występowaniu. Każdy szereg jest grupą osobników, posiadających

zazwyczaj jakieś wspólne cechy i grawitujących ku określonemu punktowi

modalnemu w swojej zmienności(…)Tworzenie się nieciągłych grup jest do tego

stopnia niemal uniwersalne, że musi być uważane za podstawową cechę

różnorodności organicznej. Właściwe rozwiązanie problemu różnorodności

organicznej musi więc obejmować najpierw opis stopnia, natury i pochodzenia

różnic między żywymi istotami, a po drugie, analizę natury i pochodzenia

nieciągłych grup, na jakie podzielony jest świat żyjący(…)To co zostało

powiedziane o gatunkach Felis domestica i Felis leo dotyczy także

niezliczonych par gatunków, rodzajów i innych grup.Nieciągłe grupy spotyka się

wśród zwierząt i roślin, u strukturalnie prostych i u niezmiernie złożonych.”

Genetics and the Origin of Species

Chłop się już dawno przyłączył do swoich przodków,a form przejściowych, jak nie było tak nie ma. Nie ma czegoś takiego,jak ciągłość morfologiczna (ewolucyjna):)

Nic nie ma w biologi sensu bez inteligentnego projektu:)

Tezy,które nie wytrzymały próby czasu.

k_a_p_p_a napisał:

> > Następnie zamierzano według modelu ewolucyjnego kojarzyć pozytywne mutacj

> e i po

> > przez kumulowanie się drobnych zmian w kolejnych pokoleniach ulepszać roś

> liny i

> > zwierzęta hodowlane.

> Bzdura, nowej, próbowano wywołać sztucznie znaczące zmiany.

Co to znaczy?

> >Teoretycznie zakładano,że dla organizmów rozmnażających się płciowo jest t

> o możliwe.

>

> Dlaczego tylko dla organizmów rozmnażających się płciowo? Takie było założenie?

Ponieważ hoduje się przeważnie takie właśnie organizmy. Widziałeś kiedyś krowę, która się rozmnaża poprzez partenogenezę? Rośliny można rozmnażać wegetatywnie, ale to prowadzi do UTRATY RÓŻNORODNOŚCI GENETYCZNEJ. Dlatego też rozmnażają się one przeważnie płciowo (nagonasienne, jak i okrytonasienne).

Więcej mutacji zajdzie jeżeli roślina produkuje dużo gamet, niż jak się rozwija ze szczepki (dyskutowaliśmy już o gametach męskich i żeńskich,ale widzę nie nastarcza ci wyobrazni).

No i oczywiście rekombinacja. To na pyle bohaterze:)

> >Ponieważ zawsze mogło się według takich poglądów zdarzyć,że trochę ulepszo

> na szczęka >spotka się w wyniku kojarzenia z trochę lepiej ulepszoną nogą i

> td.

>

> Bzdura wymyślona przez noweja albo innego jehowickiego durnia.

Że co proszę?

Wyjaśnił bym ci to szerzej,ale z chamami nie dyskutuje. Chamstwo wywalam za drzwi.

Ale,żeby raz jeszcze dołożyć cegieł do plecaka twojej kompromitacji, to pokaże czyj to jest pomysł. A jest to pomysł NEOdarwinistów, a nie wybitnego naukowca, którego szkalujesz!

Tutaj masz dyskusję ze znanym polskim ewolucjonistą i biologiem Pawłem Porębom. Przykład ze szczęka która się spotkała z innym ulepszonym organem zaczerpnąłem od niego nie od naukowca, którego lżysz.

groups.google.com/group/pl.sci.biologia/msg/27a973d69449d991?&hl=pl&pli=1

„(…)”(…)> Czy można w ten sposób wyjaśnić pojawienie

> się znacznie ulepszonych czaszek, szczęk, zębów,

> stóp, mowy, postawy wyprostowanej, abstrakcyjengo myślenia?

Oczywiście. Trzeba po pierwsze zauważyć, że doskonalenie szczęki,

zębów i stóp – może odbywać się RÓWNOLEGLE. Jeden z członków populacji

rodzi się z udoskonalonym trzonowcem, inny z udoskonaloną szczęką,

jeszcze inny stopą. Każdy z nich ma korzystną cechę która rozpowszechnia

się wśród jego potomków. Prędzej czy później potomkowie

poszczególnych linii krzyżują się i udoskonalona szczęka spotyka się z udoskonaloną

stopą itd.
Tylko niektóre mutacje muszą wystąpić w określonej sekwencji –

takie które bez siebie nie mają sensu. Udoskonalenie stopy miało sens po

zejściu z drzewa itd….”

Paweł Poręba powoływał się też na mutacyjną hodowlę swego czasu,aby popierać neodarwinowskie marzenia. No cóż jego argumentacja nie wytrzymała próby czasu. A był swego czasu gwiazdą usenetu pośród neodarwinistów.

www.ewolucja.org/w3/d3/d36-2a.html

„(…)> Wszystkie te mutacje są szkodliwe bądź nieszkodliwe; ale

> żadna z nich nie wytworzyła bardziej pomyślnej muszki

> owocowej – dokładnie tak, jak przewiduje model

> kreacjonistyczny.

Jest to wierutne kłamstwo. Prowadzono eksperymenty, w których homozygotyczne, czyli całkowicie pozbawione wewnętrznej zmienności, populacje muszki owocowej, wystawiano na działanie toksyn, albo niekorzystnego środowiska. I w tych eksperymentach udawało się doczekać pojawienia się korzystnych mutacji uodparniających Drozofilę na toksynę.

Przykładów korzystnych mutacji dostarczają też badania antybiotyków: bakterie mutują, i uodparniają się na nie. W przypadku bakterii szczególnie łatwo jest uzyskać jednorodną genetycznie populację (po prostu bierze się pojedynczą kolonię wyrosłą z jednej bakterii). I takie bakterie mutują, i w obecności niedużych dawek antybiotyku: uodparniają się na niego.

Warto też nawiązać do przykładu z poprzedniego punktu: problemu hodowców, próbujących wyselekcjonować nowe, lepsze odmiany hodowlane. W istocie eksplorowanie istniejącej zmienności prowadzi do jej wyczerpania, a dalszy postęp jest szalenie powolny. Ale hodowcy poradzili sobie z tym w następujący sposób: zwiększają częstość mutacji, wywołując je promieniowaniem z bomby kobaltowej.

Wśród tak zmutowanych siewek większość jest GORSZA od pierwotnej odmiany ale … ale część lepsza. W ten sposób powstała nie jedna użytkowa odmiana zbóż, w ten sposób właśnie można uciec od ograniczenia które ogranicza ewolucję bazującą tylko na uprzednio istniejącej zmienności.
(…)”

Zobacz co się stało! W poście, który rozpoczął tą dyskusję empirycznie wykazałem,że wszystkie te przykłady zostały podważone empirycznie. Nic z tego na co powoływał się jakieś 8 lat temu Poręba nie wytrzymało próby czasu. Ostatnio dyskutowałem z nim o możliwości ewolucji holometabolii, a pózniej został zawodowym płetwonurkiem.

-Nabywanie oporności na leki i pestycydy. Porażka neodarwinistów.

-Hodowla mutacyjna. Porażka neodarwinistów.




Tutaj więcej:


bioslawek.wordpress.com/2011/09/12/czy-nabywanie-opornosci-na-antybiotyki-i-pestycydy-dowodzi-makroewolucji/#more-290

Zaznaczam ci też oficjalnie, że z dniem jutrzejszym zgłoszę oficjalną skargę na sposób w jaki prowadzisz swoje dyskusje. Notorycznie łamiesz regulamin i obrażasz adwersarzy, nie mając nic konkretnego do powiedzenia.

powrotu do zdrowia życzę.

Re: Atak personalny zamiast dnosić się do meritum

noveyy777 napisał:

> To ty sięgasz dna atakując personalnie fachowca zamiast odnosić się do jego tez

> . A że bezmyślnie usiłujesz walić na ślepo i szerzysz swoją głupawą propagandę

> na wszystkich forach (bo co ty możesz mieć poznawczego do powiedzenia?), to wkl

> ejam tutaj moją odpowiedz z Forum ‚Nauka”.

Pomyliłeś mnie z sobą (co trochę mi ubliża): ja pisuję na te tematy tylko tutaj i na pl.sci.biologia, nie „na wszystkich forach”, a co do „szerzenia głupawej propagandy”, to trudno chyba o bywalca list polskich dyskusyjnych, który by nie wiedział, kto i po co ją szerzy.



Może to wszyćko bez te atomy,

Że waryjota… momy.

Atak personalny zamiast dnosić się do meritum!

petrucchio:

> Rozumiem, że jego macierzysty instytut (Max-Planck-Institut für

> Züchtungsforschung), zakazując mu uprawiania propagandy

> kreacjonistycznej na swoich stronach, też sięgnął dna. A może to Lönnig

> sięgnął zbyt nisko, co?

Ja nie muszę niczego rozumieć, ponieważ od dawna jest jawne,ze neodarwiniści zakładają filtry na wszelka krytykę. A ten incydent jest powszechnie znany, wiec nie zaświecileś tutaj niczym nowym. Szczerze mówiąc wiedziałem,że pozostanie ci ten jeden przypadek w obronie przed calkowitym wdeptanie w ziemię przez empirię neomitomańskich pomysłów.

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033523&MID=%3Cj5d716%24o7r%241%40inews.gazeta.pl%3E

To ty sięgasz dna atakując personalnie fachowca zamiast odnosić się do jego tez. A że bezmyślnie usiłujesz walić na ślepo i szerzysz swoją głupawą propagandę na wszystkich forach (bo co ty możesz mieć poznawczego do powiedzenia?), to wklejam tutaj moją odpowiedz z Forum ‚Nauka”.

Wspomnienia”antropologa” profesora Gąsiorowskiego.

petrucchio napisał:

> Że co? Masz na myśli tę papkę dla ubogich intelektem?

> www.rumburak.friko.pl/BIBLIA/publikacje/jak_powstalo_zycie/07.php

Tak mam to ma myśli-czyż nie zalinkowalem? A teraz (w zamian za szyderstwa) oczekuję rzetelnej krytyki tego tekstu. Jedyna możliwa mogłaby polegać na przytoczeniu twoich dawnych pogladów , a to niestety jest niemozliwe profesorze:)!

Wspomnienia”antropologa” profesora Gąsiorowskiego.

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033738&MID=%3Cj6pbla%24331%241%40inews.gazeta.pl%3E

pozdrawiam.

PS;TRZYMAJ SIE TEMATU, BO ZNOWU POPELNIASZ BlAD LOGICZNY POLEGAJACY NA JEGO NOTORYCZNYM ZMIENIANIU. JUZ CHYBA ZAUWAZYLES,ZE NIE ZE MNATE NUMERY?:)

Petrucchio Kontra Towarzystwo Strążnica.

petrucchio napisał:

> Ponieważ przełożono ją z angielskiego na liczne języki, cały Internet pełen jes

> t cytatów z tego genialnego dzieła. Naprawdę nic nowego mi nie pokazałeś, widzi

> ałem te bzdety setki razy.

„Bzdety” czy nie–przynajmniej odnośnie antropologii okazali się większymi fachowcami niż ty:).

Trochę pokory profesorku, bo tylko dokładasz sobie cegieł do plecaka:).

Wspomnienia”antropologa” profesora Gąsiorowskiego.

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033738&MID=%3Cj6pbla%24331%241%40inews.gazeta.pl%3E

Czym były „małpoludy”?

www.rumburak.friko.pl/BIBLIA/publikacje/jak_powstalo_zycie/07.php

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033742&MID=%3Cj70e2s%24msk%241%40inews.gazeta.pl%3E

Ależ wszystko rozumiem

noveyy777 napisał:

> Kolejna rzecz, której nie pojmujesz. Założyłem osobny wątek na ten temat (tutaj

> i na pl.sci.biologia). Na razie napisałem o paleontologii, następny post będzi

> e o tym,co teraz piszesz. Popełniasz błąd logiczny, który polega na wypowiadani

> u się na jakiś temat, choć nie zadano sobie trudu,żeby sprawdzić, jak jest napr

> awdę.

Wiem, jak jest naprawdę. Jesteś tępym, nudnym, betonowym fanatykiem bez odrobiny błyskotliwości i poczucia humoru. Na to, co piszą inni, reagujesz bezrefleksyjnie i przewidywalnie jak robot, odruchowo wklejając swoje odwieczne i nieśmiertelne gotowce. Po jaką cholerę miałbym je czytać, skoro tym samym lub identycznym rytualnym tekstem (standardowa odpowiedź nr 237 na wszelką wzmiankę dot. Ks. Rodz. 1:1-2:4a lub 2:4b-25) raczyłeś mnie dwa lub trzy lata temu? Pokrętne wyjaśnienia pseudofilologiczne, jak to się stało, że Słońce zostało stworzone, zanim zostało stworzone, interesują mnie w stopniu zerowym. Taką samą egzegezę można by bez trudu przeprowadzić dla germańskiego mitu o pierwotnym lodzie, olbrzymie Ymirze i krowie Auðumbli.

Zastanawiam się tylko, co trzeba zrobić człowiekowi, żeby przekształcić go w takiego zombie. To jedno nie jest dla mnie do końca jasne.



Żołnierze Ksenofonta: — Thalatta! Thalatta! (Morze! Morze!)

Marynarze Kolumba: — ¡Tierra! ¡Tierra! (Ziemia! Ziemia!)

Znowu nie rozumiesz.

Kolejna rzecz, której nie pojmujesz. Założyłem osobny wątek na ten temat (tutaj i na pl.sci.biologia). Na razie napisałem o paleontologii, następny post będzie o tym,co teraz piszesz. Popełniasz błąd logiczny, który polega na wypowiadaniu się na jakiś temat, choć nie zadano sobie trudu,żeby sprawdzić, jak jest naprawdę. Z resztą dawałem ci linka do dyskusji na ten temat. Nie rozumiesz,czy kolejny raz nie chcesz przyjąć do wiadomości? A jak nie słuchasz, tylko mowidz, to jaki sens z tobą dyskutować? Jaki sens t masz w tym,żeby dyskutować skoro niczego się nie uczysz (choćby o poglądach adwersarzy)?

„(…)JESZCZE MAŁY DODATEK UZUPELNIAJĄCY:

Zacytuję tutaj fragmenty dowodzące,że właściwe zrozumienie hebrajskiej wymowy Księgi Rodzaju dodatkowo dowodzi postawionej prze zemnie w niniejszym poście tezy. Proces stwarzania był STOPNIOWYM i skomplikowanym procesem, a poszczególne okresy stwarzania nakładały się na siebie. skroc.pl/8476 „(….)Umieszczenie Ziemi na orbicie wokół Słońca oraz pokrycie naszego globu wodami nastąpiło chyba jeszcze przed rozpoczęciem się owych sześciu „dni”, czyli sześciu okresów szczególnej działalności stwórczej. „Ciemność panowała na powierzchni głębiny wodnej” (Rodzaju 1:2). W owych pradawnych czasach jakaś przeszkoda — prawdopodobnie mieszanina pary wodnej, innych gazów i pyłu wulkanicznego — musiała uniemożliwiać promieniom słonecznym docieranie do powierzchni Ziemi. Biblia tak opisuje pierwszy z tych etapów stwarzania: „Bóg przemówił: ‘Niech się stanie światło’; i stopniowo stało się światło”, czyli zaczęło docierać do powierzchni naszej planety (Rodzaju 1:3, przekład J.W.Wattsa). Zwrot „stopniowo stało się” wiernie oddaje formę czasownika użytego w tekście hebrajskim, opisującego czynność, która jest w toku i której wykonanie trwa jakiś czas. Osoby znające język hebrajski mogą znaleźć w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju około 40 przykładów tej formy, stanowiącej klucz do zrozumienia jego treści. To, co Bóg zaczynał w symboliczny wieczór danego okresu stwarzania, stopniowo stawało się jasne, widoczne, z nadejściem poranka owego „dnia”.* [Hebrajczycy liczyli dzień od wieczora do następnego zachodu słońca.] A działanie rozpoczęte w jednym okresie nie musiało być całkowicie zakończone przed nastaniem drugiego. Na przykład światło zaczęło być widoczne w pierwszym „dniu”, ale dopiero w czwartym okresie stwarzania można było dostrzec Słońce, Księżyc i gwiazdy (Rodzaju 1:14-19).”

skroc.pl/ea57

„(…)„‘Niech się pojawią światła w przestworzu niebios, aby rozdzielały dzień od nocy; będą służyć za znaki i określać pory roku oraz dni i lata. I będą służyć za światła w przestworzu niebios, aby świeciły na ziemię’. I tak się stało. I Bóg przystąpił do uczynienia dwóch wielkich świateł: światła większego do władania dniem i światła mniejszego do władania nocą, jak również gwiazd” (Rodzaju 1:14-16; Psalin 136:7-9).

Dzień 4: ‘Niech się pojawią światła w przestworzu, większe do władania dniem, a mniejsze do władania nocą’ Poprzednio, w sprawozdaniu z pierwszego „dnia”, użyto zwrotu „niech się stanie światło”. Słowo „światło” było tam tłumaczeniem hebrajskiego słowa „ōr, które oznacza światło w sensie ogólnym. Jednakże w związku z czwartym „dniem” występuje hebrajskie słowo ma•’ōr’ oznaczające źródło światła. W Emphasised Bible Rotherhama czytamy w przypisie, odnośnie do „świateł”: „W wersecie 3, „ôr [„ōr], światło rozproszone”. Następnie wyjaśniono, że hebrajskie słowo ma•’ōr’ w wersecie 14 oznacza coś, co „wysyła światło”. Co prawda w pierwszym „dniu” rozproszone światło najwidoczniej przeniknęło atmosferę, ale ze względu na otaczające Ziemię warstwy chmur, obserwator nie mógłby z niej widzieć źródeł światła. Teraz, czwartego „dnia”, musiała nastąpić jakaś zmiana.(…)”

Pietrucchio mnie czyta-wystarczy:)

Mnie interesuja grupe ryby,a nie drobnica. Uderz w pasterzaa, owce pójda w rozsypke.

> … ponieważ wyrwałeś cytat z kontekstu:

Niczego nie wyrywalem z kontekstu. Zacytowalem caly 1 post, w ktorym odpowiedziales, bo w nim miales „rozwalac domek z kart”. Mialem zacytowac wszystkie dyskusje. Reszta twojej najnowszej wyssanej z dlugopisu argumentacji obala ten cytat:

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033755&pid=1033800&MID=%3Cj7oinp%24st2%241%40inews.gazeta.pl%3E

**********************************************************************

Przeciwnicy „długiej chronologii” kwestionują archeologiczne powiązanie

pozostałości kulturowych z tymi „niekulturowymi”, które datuje metoda OSL

(O’Connor&Veth 2006: 310). Z kolei zwolennicy „długiej chronologii” wskazują

na techniczne limity metody radiowęglowej (O’Connell&Allen 2004: 836).

***************************************************************************

> W dyskusji na temat zasiedlenia regionu australijskiego (wraz z Nową Gwineą, Ta

> smanią itp.) „długa chronologia” oznacza 60-185 tys. lat. „Krótka chronologia”

> oznacza 45-50 tys. lat. NIKT, dosłownie NIKT z naukowców nie kwestionuje faktu,

> że ludzie dotarli do Australii i na Tasmanię CO NAJMNIEJ w tym drugim okresie

> (jeśli jesteś innego zdania, proszę o odsyłacze bibliograficzne, byle nie do e-

> broszurek kreacjonistów). Datowania, o których ja pisałem, mieszczą się znakomi

> cie w ramach „krótkiej” chronologii, nie wykluczając „długiej”.

>