Auto zastępcze dla każdego, ale wzrosną stawki OC?

chyba śnię, to co normą jest we wszystkich ubezpieczalniach zachodnich, tylko u nas skubią jak „kurę przed obiadem w niedzielę”,to jeszce koszt spada na ubezpieczonych?

Więc wystarczy dodadkowy przepis zabraniający podwyżek, bo jaki sens w tym wyroku, jeżeli podniosą stawkę o 20%, i jeszcze będą łaskę robić…

Podobny przykład można wziąć, z zachodnich, ubezpieczalni, ale one nie mają prawa podnosić stawek, jeżeli któraś podniesie musi się liczyć z utratą klienta, więc i u nas nie jesteśmy zablokowani, możemy ubezpieczyciela do muru przyprzeć, że w przypadku podniesienia stawki ,przechodzimy do innego, i wystarczy pokazać umowę wstępną na warunkach takich jakie nas interasują…Nigdy ubezpieczyciel nie wygra z Nami…:)

Samoświadomość.

Co to jest CUD? Cud to nieznane zjawisko, zjawisko niewyjaśnione przez naukę.

Cudem jest PRZYCZYNA powstania Wszechświata.

Cudem jest grawitacja.

Cudem jest ludzka SAMOświadomość. Napisałem już na ten temat.

Mózg ludzki to jedyny organ, który próbuje zrozumieć sam siebie i – o ironio! – nie jest w stanie tego zrobić do końca! Bo jak np. objaśnia sobie samoświadomość? Jak to się dzieje, ze nie tylko wiemy, ale jeszcze wiemy, ze wiemy? W jaki sposób zlepki atomów, które są z definicji martwe i tworzące molekuły takie jak białka, kwasy nukleinowe i inne substancje [dopaminę itd.], potrafią kochać, czuć ból, interpretować smaki, dzwięki itd.?

Jeśli człowiek nie potrafi sobie wyobrazić działania obiektu, którego istnienie przypisuje Bogu, to jak może zrozumieć istotę Boga?,To tak jakby pies usiłował zrozumieć umysł Newtona! Teraz warto się zastanowić nad tym, czy jest sens badać i dociekać, co powoduje samoświadomość? Czy raczej nauka powinna zdezerterować i zostawić ten problem dla filozofii i religii [czy poezji]. Przecież te dociekania i tak są skazane na niepowodzenie, ale czy nauka zdezerteruje? Nie, nigdy tego nie zrobi, ponieważ taka dezercja byłaby nienaukowym posunięciem! Dlaczego wiec teiści maja się wycofywać przed próbami zrozumienia istoty bytów transcendentalnych, a właściwie posuwać się do ich negowania? Skoro nie negujemy samoświadomości, dlaczego negować istnienie Boga? Przecież jedno jak i drugie jest niewyjaśnialne [a co za tym idzie z definicji należy do cudów] ;).

A wiesz,że jakby powiększyć jądro atomu do rozmiaru piłki, to elektrony orbitowałyby kilometry od jądra atomowego? Mózg złożony z martwych atomów powiększony do takich rozmiarów, gdzie każde jądro atomowe byłoby wielkości piłki okazuje się być pustką. Każde jądro z każdego atomu tworzącego mózg oddalone byłoby o kilometry od siebie, a w przestrzeniach pomiędzy nimi tylko latające elektrony! Mózg ludzki, to w większości PUSTKA,a jednak jest SAM SIEBIE ŚWIADOMY!

Jeżeli ktoś napije się alkoholu,albo zażyje narkotyk np. heroinę, to ślad działania narkotyku urywa się na receptorze opioidowym. A co dzieje się dalej w plątaninie „kabli”, „drutów” i sprzężeń zwrotnych, pośród wypełnionej martwymi elektronami ogromnej pustce? Co takiego się dzieje,że mózg jest świadom działania narkotyku?

pozdrawiam.

Re: Czy ty w ogóle rozumiesz?

noveyy777 napisał:

> Sprecyzowałem i dokładnie opisałem. On na podstawie wyników związanych z hodowl

> ą mutacyjną sformułował swoje prawo. Rozumiesz teraz?

A jak ono brzmi, dokładnie?

> >”Prawo powtarzalnej zmie

> > nności” nie jest żadnym argumentem, bo nie jest faktem naukowym, tylko pr

> óbą sf

> > ormułowania pewnej hipotezy w bardzo nieformalny sposób.

>

> Co to ma znaczyć?

To, co powiedziałem. Jest hipotezą, zresztą łatwą do sfalsyfikowania.

> >Nawiasem mówiąc, poza

> > samym Lönnigiem żaden biolog nie wspomina o tym prawie ..

>

> Bo to on je sformułował. Ważne,że żaden biolog na podstawie wyników badań w hod

> owli mutacyjnej ich nie podważył.

To „prawo” nie dotyczy hodowli mutacyjnej, tylko ogólnie ewolucji. Lönnig je sformułował, ale nikt nie podchwycił jego pomysłu.

> > Natomiast osławiony artykuł Lönniga w piśmie recenzowanym …

> O jakim artykule teraz piszesz, ja już przestaje ogarniać, jakie tezy obowiązuj

> ą w dyskusji z tobą? On napisał wiele. A z tym korepetytorem, to się nie ośmies

> zaj, bo masz takie pojęcie o biologii, jak ja o poezji Różewicza. Wasza cora

> z bardziej skuteczna replikatorowatość:)

Już sto razy zwierzałeś się, że nie znasz poezji Różewicza. Nie wypada się tym chwalić, prawdę mówiąc. Natomiast jestem zdziwiony, że nie orientujesz się w dorobku Lönniga. Chodzi mi o _jeden jedyny_ artykuł w tym dorobku, w którym próbował wcisnąć ID pisząc do jako-tako przyzwoitego pisma, pokazując przykład cech pewnego rodzaju roślin (jego specjalność!), które rzekomo nie mogły ewoluować w sposób darwinowski. Poza tym jednym wypadkiem był kreacjonistą tylko pokątnie — w Internecie, prywatnie lub w tekstach ukazujących się w zupełnie niepoważnych wydawnictwach.

> Mam pytanie: czy ty w ogóle rozumiesz sens pojęcia: prawo powtarzalnej zmiennoś

> ci? Jak rozumiesz to pojęcie? Możesz mi napisać? Bo ja nie wiem,czy w ogóle jes

> t sens z tobą dyskutować, ponieważ ty piszesz zupełnie nie na temat!

Ty mi powiedz, jak je rozumiesz, bo to ty próbujesz argumentować, powołując się na nie. Ja go wcale nie muszę rozumieć, bo jest to pojęcie nie używane w nauce.



Gaudeamus igitur

Czy ty w ogóle rozumiesz?

petrucchio napisał:

> noveyy777 napisał:

>

> > A ja już miałem nadzieję,że wytrwasz w postanowieniu. Gdzie ja przyznałem

> ,że nie znam

> > argumentacji Lonninga? Ja mam kilka jego artykułów z tym wywiad, o którym

> ci napisałem.

>

> Wywiad to nie artykuł naukowy. Nie odzywałbym się, gdybyś nie zachęcał mnie do

> dyskusji. Ale żeby dyskutować, trzeba mieć o czym. Domagałeś się, żebym obalił

> argumenty Lönniga, ale nawet nie sprecyzowałeś, jakie.

Sprecyzowałem i dokładnie opisałem. On na podstawie wyników związanych z hodowlą mutacyjną sformułował swoje prawo. Rozumiesz teraz?

>”Prawo powtarzalnej zmie

> nności” nie jest żadnym argumentem, bo nie jest faktem naukowym, tylko próbą sf

> ormułowania pewnej hipotezy w bardzo nieformalny sposób.

Co to ma znaczyć?

>Nawiasem mówiąc, poza

> samym Lönnigiem żaden biolog nie wspomina o tym prawie ..

Bo to on je sformułował. Ważne,że żaden biolog na podstawie wyników badań w hodowli mutacyjnej ich nie podważył.

> Natomiast osławiony artykuł Lönniga w piśmie recenzowanym (choć nie z wysokiej

> półki), gdzie raz wspomniany jest ID, a bibliografia składa się w połowie z pis

> m kreacjonistycznych (żeby nie przegapić sposobności ich zacytowania), faktyczn

> ie zawiera pewną argumentację na rzecz ID; po prostu ciekaw byłem, czy ją znasz

> (ja znam, ale nie jestem niczyim korepetytorem, więc nie będę …

O jakim artykule teraz piszesz, ja już przestaje ogarniać, jakie tezy obowiązują w dyskusji z tobą? On napisał wiele. A z tym korepetytorem, to się nie ośmieszaj, bo masz takie pojęcie o biologii, jak ja o poezji Różewicza. Wasza coraz bardziej skuteczna replikatorowatość:)

Mam pytanie: czy ty w ogóle rozumiesz sens pojęcia: prawo powtarzalnej zmienności? Jak rozumiesz to pojęcie? Możesz mi napisać? Bo ja nie wiem,czy w ogóle jest sens z tobą dyskutować, ponieważ ty piszesz zupełnie nie na temat!

pozdrawiam.

Znowu nie rozumiesz.

Kolejna rzecz, której nie pojmujesz. Założyłem osobny wątek na ten temat (tutaj i na pl.sci.biologia). Na razie napisałem o paleontologii, następny post będzie o tym,co teraz piszesz. Popełniasz błąd logiczny, który polega na wypowiadaniu się na jakiś temat, choć nie zadano sobie trudu,żeby sprawdzić, jak jest naprawdę. Z resztą dawałem ci linka do dyskusji na ten temat. Nie rozumiesz,czy kolejny raz nie chcesz przyjąć do wiadomości? A jak nie słuchasz, tylko mowidz, to jaki sens z tobą dyskutować? Jaki sens t masz w tym,żeby dyskutować skoro niczego się nie uczysz (choćby o poglądach adwersarzy)?

„(…)JESZCZE MAŁY DODATEK UZUPELNIAJĄCY:

Zacytuję tutaj fragmenty dowodzące,że właściwe zrozumienie hebrajskiej wymowy Księgi Rodzaju dodatkowo dowodzi postawionej prze zemnie w niniejszym poście tezy. Proces stwarzania był STOPNIOWYM i skomplikowanym procesem, a poszczególne okresy stwarzania nakładały się na siebie. skroc.pl/8476 „(….)Umieszczenie Ziemi na orbicie wokół Słońca oraz pokrycie naszego globu wodami nastąpiło chyba jeszcze przed rozpoczęciem się owych sześciu „dni”, czyli sześciu okresów szczególnej działalności stwórczej. „Ciemność panowała na powierzchni głębiny wodnej” (Rodzaju 1:2). W owych pradawnych czasach jakaś przeszkoda — prawdopodobnie mieszanina pary wodnej, innych gazów i pyłu wulkanicznego — musiała uniemożliwiać promieniom słonecznym docieranie do powierzchni Ziemi. Biblia tak opisuje pierwszy z tych etapów stwarzania: „Bóg przemówił: ‘Niech się stanie światło’; i stopniowo stało się światło”, czyli zaczęło docierać do powierzchni naszej planety (Rodzaju 1:3, przekład J.W.Wattsa). Zwrot „stopniowo stało się” wiernie oddaje formę czasownika użytego w tekście hebrajskim, opisującego czynność, która jest w toku i której wykonanie trwa jakiś czas. Osoby znające język hebrajski mogą znaleźć w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju około 40 przykładów tej formy, stanowiącej klucz do zrozumienia jego treści. To, co Bóg zaczynał w symboliczny wieczór danego okresu stwarzania, stopniowo stawało się jasne, widoczne, z nadejściem poranka owego „dnia”.* [Hebrajczycy liczyli dzień od wieczora do następnego zachodu słońca.] A działanie rozpoczęte w jednym okresie nie musiało być całkowicie zakończone przed nastaniem drugiego. Na przykład światło zaczęło być widoczne w pierwszym „dniu”, ale dopiero w czwartym okresie stwarzania można było dostrzec Słońce, Księżyc i gwiazdy (Rodzaju 1:14-19).”

skroc.pl/ea57

„(…)„‘Niech się pojawią światła w przestworzu niebios, aby rozdzielały dzień od nocy; będą służyć za znaki i określać pory roku oraz dni i lata. I będą służyć za światła w przestworzu niebios, aby świeciły na ziemię’. I tak się stało. I Bóg przystąpił do uczynienia dwóch wielkich świateł: światła większego do władania dniem i światła mniejszego do władania nocą, jak również gwiazd” (Rodzaju 1:14-16; Psalin 136:7-9).

Dzień 4: ‘Niech się pojawią światła w przestworzu, większe do władania dniem, a mniejsze do władania nocą’ Poprzednio, w sprawozdaniu z pierwszego „dnia”, użyto zwrotu „niech się stanie światło”. Słowo „światło” było tam tłumaczeniem hebrajskiego słowa „ōr, które oznacza światło w sensie ogólnym. Jednakże w związku z czwartym „dniem” występuje hebrajskie słowo ma•’ōr’ oznaczające źródło światła. W Emphasised Bible Rotherhama czytamy w przypisie, odnośnie do „świateł”: „W wersecie 3, „ôr [„ōr], światło rozproszone”. Następnie wyjaśniono, że hebrajskie słowo ma•’ōr’ w wersecie 14 oznacza coś, co „wysyła światło”. Co prawda w pierwszym „dniu” rozproszone światło najwidoczniej przeniknęło atmosferę, ale ze względu na otaczające Ziemię warstwy chmur, obserwator nie mógłby z niej widzieć źródeł światła. Teraz, czwartego „dnia”, musiała nastąpić jakaś zmiana.(…)”

Re: Dokapitalizowywanie banków-czyli dodruk waluty

Stafan napisał.:

[ ” Wolny rynek zachowuje się czasem jak nastolatek, któremu nie jest potrzebny żaden nadzór z zewnątrz, bo przecież on jest dorosły, odpowiedzialny i różne rzeczy robi znacznie sprawniej od starych wapniaków; ale od czasu do czasu wpada po uszy w bagno i wtedy potrzebuje pomocy wapniaków. Rozumiem, że sensem tego wątku jest poszukiwanie rozwiązań, które pozwolą zachować przynajmniej część sprawności wolnego rynku, ale utrudnią mu wciąganie świata w bagno…”]

Zgadza się, ja także widzę sens tego wątku w ” poszukiwaniu rozwiązań, które pozwolą zachować przynajmniej część sprawności wolnego rynku, ale utrudnią mu wciąganie świata w bagno… ”

Tytuł wątku dotyczy tylko jednej możliwości wciągania „świata w bagno” .. poprzez „spekulacyjne operacje giełdowe”, które potrafią uczynić garstkę ludzi … tak bogatymi iż kpią sobie potem z starań instytucji i państw..

Na początku niniejszej dyskusji P.T. „Jack7 9” napisał .:

[” .. liznałem wielu dziedzin wiedzy jedną z nich jest ekonomia i powiem że tylu głupot i takiego ciemnogrodu nie ma nigdzie indziej można powiedzieć że obecna ekonomia ma się tak do rzeczywistości jak kiedyś alchemia

nigdzie tyle nie ma do zrobienia, do wyjasnienia, co w tej dziedzinie może więc warto żeby tutaj powstał jakiś wątek moze jakieś umysły nie skażone błędną ksiązkową wiedza o gospodarce i ekonomii zaproponują jakies ciekawe rozwiązania ..”]

No i właśnie można śledzić próby poszukiwania rozwiązań przez (jak się wydaje ..) osoby z których część nie jest ekonomistami .. Sądzę że w/w zagadnienie jest jednak coraz bardziej zrozumiałe ..

Sądzę, że byś może warto przypatrzeć się tez innemu aspektowi tej sprawy… a mianowicie podstawowemu proponowanemu sposobowi „wyciągania świata z bagna”..

Ma nim być… „dokapitalizowywanie – chwiejących się banków” przez państwo, tzn.. poprzez dodruk ( jak wiadoma – zazwyczaj wirtualny ) pieniędzy …

Czy takie dodrukowywanie jest zgodne z prawem ? W każdym razie .. musi ono zwiększać inflację, słabnięcie danej waluty. Oczywiste jest też, że wierzyciele ci którzy kupili obligacje w dolarach .. a on teraz także w euro wtedy tracą .. Nabyte przez nich w przeszłości obligacje tracą na wartości. Jest to więc przerzucenie kosztów na tych którzy pożyczyli pieniądze. Do niedawna zarzucano Obamie ( Amerykanom ) że sięgnęli do takich sposobów… W ostatnich dniach mówi się jednak o .. szykującej się akcji „dokapitalizowania banków Europejskich” .. No więc jak ? oszczędzanie i cięcia (sposób Europejski) nie są już potrzebne ?

Pragnę zwrócić również uwag na nową ..”oddolną akcję przeciwdziałającą” , polegającą na próbie zaatakowanie banków .. przez drobnych posiadaczy .. o czym można przeczytać .. pod.:

wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Amerykanie-wypowiadaja-wojne-komercyjnym-bankom,wid,13919814,wiadomosc.html?ticaid=1d3f8

Wraz z pozdrowieniami ~ Andrew Wader

Re: Więcej pokory panie Piotrze

Czy w ogóle zdaje sobie pan sprawę z tego, że to pan opowiada bzdury, negując kwantowomechaniczny (w tym elektromagnetyczny) charakter procesów zachodzących w żywych organizmach?

Czytał Pan w ogóle coś Sedlaka? Ale tak uważnie? Ja czytałem „Homo electronicus” w roku 1984. Użycie w każdym zdaniu mądrego słowa „kwantowomechaniczny” nie powoduje że to zdanie zaczyna mieć sens. On na przyklad na poważnie wysnuwał teorie, że rozwój mózgu o hominidów był związany ze zmianą postawy na wyprostowaną, bo pola elektromagnetyczne zaczęły działac wzdłuż kręgosłupa, a nie w poprzek. Pomijając nawet bzdurne założenie że kierunek tych pól elektromagnetycznych jest jakoś związany z kierunkiem wektora grawitacji (może na biegunie dałoby się to jakoś uzasadnić, ale skąd tam hominidy?) to taką teorię można obalić jednym paluszkiem – gdzie te wspaniałe mózgi żyraf, które przecież też mają kręgosłup bliski pionu, ale znacznie dłuższy. No i jeżeli profesor od czegokolwiek uwaźa za tajemnicę dlaczego kiedyś do robienia stali wystarczała dymarka (robił eksperymenty z dymarkami) a teraz potrzeba całej huty to trudno brać poważnie jakiekolwiek jego wynurzenia. Ja rozumiem że wtedy nie było internetu, a w bibliotece KUL-u nie było nic o metalurgii, ale naprawdę można było znaleźć jakąś książkę na ten temat i się dowiedzieć, zamiast bzdurzyć o niewyjaśnionych tajemnicach. A w całej książce nie było sformułowanej ani jednej tezy. Specjalnie szukałem. Ani jednej. Nawet najmniejszej. Tylko nic nie znaczący bełkot ze słowem „kwantowomechniczny” w każdym zdaniu.

A na deser próbka stylu Sedlaka, którą pamiętam po ponad ćwierć wieku od przeczytania książki. Naprawdę mnie wtedy rąbnęło. Teraz jest Internet i podobne brednie się z ekranu wylewają, ale wtedy niełatwo było spotkac się z aż taką Odchłanią. Niestety nie było wtedy jeszcze blogów i nie mogłem zjechać tych bzdur w opublikowanej notce, musiałem zadowolić się punktowaniem na marginesie książki. Pisanie po żadnej innej książce mi się nie zdarzyło, przy tej nie wydzierżyłem:

(…) Okazało się, że nieznany wektor elektromagnetyczny muska Ziemię co x sekund. Zaprzężono więc do rozwiązania zagadki ludzki mózg. To proste! Odpowiednia częstotliwość fali wynosi y.

Przecież to fizyka z ówczesnej szkoły podstawowej (nie wiem jak teraz), a wygląda że dla księdza profesora to proste obliczenie jest omalże godne Nobla. Przy tym ten akapit stoi sobie tak ni z gruszki ni z pietruszki bez związku z czymkolwiek. Znaczy był dla autora ważny, chciał się pochwalic że umie. Naprawdę ręce opadają.

Więc proszę nie robic tu ludziom wody z mózgu i nie polecać bełkotliwych bredni. Może to jest wspaniała praca według standardów KUL-u, ale z naukami przyrodniczymi to nie ma nic wspólnego.



Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl

Zwodniczy argument Russela.

„Jeżeli personifikuje się ‘przypadek’, mówiąc o nim jak o sile sprawczej, (…) to w sposób nieusprawiedliwiony zamienia się pogląd naukowy w koncepcję na poły religijną, mitologiczną”

Donald M.MacKay.

„Ponieważ nieznaną przyczynę już od dawna nazywa się ‘przypadkiem’, ludzie zaczynają zapominać, że właśnie taki sens nadano temu słowu. (…) Dla wielu osób założenie: ‘przypadek to nieznana przyczyna’, zamieniło się w przeświadczenie, że ‘przypadek jest przyczyną’”.

Robert C.Sproul


________________________

ARGUMENT BERTRANDA RUSSELA.

Bertrand Russell mawiał, że jeśli ktoś wyjedzie na autostradę i zapisze numer rejestracyjny przypadkowego samochodu, który spotka, to dojdzie do wniosku, że stał się cud. Bowiem spotkanie akurat tego samochodu było znikomo mało prawdopodobne. Jednak jakiś samochód spotkać musieliśmy, więc cudu nie ma……………….

> Argument Russella jest poważnym nadużyciem. Przenosi on

> prawdopodobieństwo zdarzenia jednego rodzaju (wynoszące 100%) na

> zdarzenie zupełnie innego rodzaju, którego prawdopodobieństwa nawet nie

> próbuje policzyć. Do stwierdzenia, że powstanie człowieka jest

> zdarzeniem banalnym, wystarcza mu sam światopogląd.

skroc.pl/57e3

Odpowiedz na infantylny argument Russella jest banalnie prosta. W naszym wszechświecie istnieją takie zjawiska, które zachodzą z dużym prawdopodobieństwem,średnim,małym i takie, które w ogóle nie mają szans zajść.

Russell po prostu stosuje tutaj nielogiczny argument ze złej analogii. Ale jak określić, które zdarzenia są prawdopodobne, a które nie?

> W istocie jednak Dawkins po prostu NIE WIE, jak powstało życie i jak

> wyewoluował człowiek. Posługuje się wyidealizowanymi, uproszczonymi

> modelami, w których prawdopodobieństwo zajścia zdarzeń zgodnych z tezą

> autora jest wielokrotnie przeszacowane.

skroc.pl/fcb0

skroc.pl/3808

skroc.pl/c4de

Z powstaniem życia jest taka trudność, że jest jest ono złożone z wielu podzespołów, dla których już każdego z osobna prawdopodobieństwo SAMOpowstania jest bardzo

znikome. Mało tego każda taka sekwencja SAMOdziejstwa musiałaby być zależna od

każdej następnej, albo poprzedniej.

Nawiązując do argumentu Bertranda Russela wyobrazmy sobie sznur samochodów na autostradzie. Każdy z tych samochodów obrazuje jeden podzespół konieczny do powstania kompletnego żywego organizmu komórkowego. Teraz zajrzyjmy w procesy funkcjonowania żywej komórki. Poszczególne cykle życiowe w najprostszej komórce składają się z kilkunastu tysięcy precyzyjnie zgranych podzespołów, np. szlaki metaboliczne z konkretnej ilości konkretnych rodzajów enzymów.

Takich cykli jest więcej i wszystkie one muszą ponadto pasować do innych cykli.

Informacja genetyczna zawarta w DNA, organelle (rybosomy), kwasy rybonukleinowe (mRNA, tRNA, rRNA), to wszystko precyzyjnie zgrane podzespoły ,które tworzą jedną nieredukowalnie złożoną całość.

Teraz wyobrazmy sobie, że podczas powstawania żywego organizmu powstawały losowo

podzespoły konieczne, ale bezużyteczne, bo niedopasowane przez to,że nie powstawały we właściwym czasie, kolejności i miejscu.

Znając możliwości układania na wszelakie sposoby 20 L-aminokwasów w polipeptydzie, czy rybonukleotydów w RNA (A,G,C,U) lub deoksyrybonukleotydów (A,T,G,C) w

DNA, otrzymujemy oszałamiającą ilość wymieszanych losowo możliwych i bezużytecznych konfiguracji, a nawet te ewentualnie dobre i tak okazują się niewłaściwe, bo nie powstają gdzie trzeba i kiedy należy!

skroc.pl/452a

W tym całym zamieszaniu (racemacie) podzespoły użyteczne i rozproszone pośród tłumu nieużytecznych, to po prostu kropla w morzu innych kropel.

Kiedy zaczerpniemy z tego zamieszania losową ilość podzespołów to czy da nam to zamierzony efekt, czy za jednym razem pozbieramy rozproszone w czasie i przestrzeni niezbędne życiodajne krople?

skroc.pl/5d73

Czy uzyskamy te niezbędne do złożenia żywej komórki? Czy przypadkowe enzymy będą

pasowały do innych? A te do konkretnych sekwencji DNA i RNA i w końcu te ostatnie do siebie samych?

W którym miejscu tego oceanu byśmy nie czerpali, to zawsze zaczerpniemy mieszaninę bezużyteczną, ponieważ nawet jeżeli istnieją w tej potężnej mieszaninie możliwości poskładania życia na różne sposoby to i tak zawsze zaczerpniemy losowy zestaw podzespołów do siebie nie pasujących.

Jednak zawsze możemy liczyć jakie było prawdopodobieństwo zaczerpnięcia nawet losowej sekwencji, ale czy to ma jakiś praktyczny sens? Nie: dokładnie, jak zapisywanie losowych numerów samochodowych w przykładzie Bernarda Russela.

Przecież nie osiągamy w ten sposób zamierzonego efektu, czyli nie jest spełniany wymóg

kolejnych pasujących do siebie sekwencji!

Po prostu w znanym nam wszechświecie w pewnych

warunkach (w tym przypadku w praoceanicznej mieszaninie zbędnych i niezbędnych konfiguracji) pewne zdarzenia nie zachodzą, nie zaszły i nie zajdą.

Jeżeli zajście prawdopodobieństwa każdego zdarzenia byłoby takie samo, to mielibyśmy naturalne kopalnie złotych monet,studnie z piwem,każdy człowiek za każdym razem wygrywałby główną wygraną w totolotka, a robaki i myszy powstawałyby spontanicznie na naszych oczach.

Sam fakt, że takie zdarzenia nie mają miejsca pokazuje,że pewne zdarzenia są tak mało prawdopodobne,że nie mają szans zajść w naszym Wszechświecie.

Czy ktoś uwierzy, że komputer może powstać samoistnie z mieszaniny losowo wymieszanych podzespołów?

Odnosząc to rozważanie do złej analogii Bertranda Russela z samochodami, to jakikolwiek ciąg przejeżdżających samochodów nie obrazuje nieprawdopodobnych zdarzeń w naszym Wszechświecie. Takie zdarzenia obrazowałby napotkany ciąg powiedzmy 100 samochodów marki mercedes z tego samego rocznika , tego samego koloru, z tego samego kraju, prowadzone przez rudowłosych kierowców i z miast na literę ‚M’, który przejechałby przypadkowo w ciągu godziny po tym samym odcinku autostrady.

Poza tym zdarzenie takie nie mogłoby być wcześniej zaplanowane, bo w takim przypadku mielibyśmy do czynienia z inteligentnym projektem!

Dlaczego wszystkimi autostradami świata od początku ich istnienia przejeżdżają każdego dnia różne zestawy samochodów, a taki zestaw nigdy się nie trafił? Dlatego, ponieważ takie konfiguracje samochodów, jak POWSZECHNIE przejeżdżające są wysoce prawdopodobne, a taka akurat nie. Poucza nas o tym nie tylko rachunek prawdopodobieństwa, ale jeszcze DOŚWIADCZENIE!

Czy trzeba czegoś więcej, żeby móc się o tym przekonać?

Albo z innej beczki. Każdy przechodząc koło kiosku , gdzie sprzedaje się kupony może

znajdować przez 20 dni z rzędu jakieś wypełnione i porzucone pojedyncze kupony totolotka.

Może też policzyć jakie było prawdopodobieństwo znalezienia tych, w jakiś sposób wypełnionych, kuponów i te prawdopodobieństwo może okazać się rzeczywiście krańcowo małe, niepowtarzalne.

Ale czy znajdzie 20 razy z rzędu , dzień po dniu, kupony z główną wygraną?

Czy takie coś może się zdarzyć?

Argument Bertranda Russela.

Argument Bertranda Russela.

„Jeżeli personifikuje się ‘przypadek’, mówiąc o nim jak o sile sprawczej, (…) to w sposób nieusprawiedliwiony zamienia się pogląd naukowy w koncepcję na poły religijną, mitologiczną”

Donald M.MacKay.

„Ponieważ nieznaną przyczynę już od dawna nazywa się ‘przypadkiem’, ludzie zaczynają zapominać, że właśnie taki sens nadano temu słowu. (…) Dla wielu osób założenie: ‘przypadek to nieznana przyczyna’, zamieniło się w przeświadczenie, że ‘przypadek jest przyczyną’”.

Robert C.Sproul

________________________

ARGUMENT BERTRARDA RUSSELA.

Bertrand Russell mawiał, że jeśli ktoś wyjedzie na autostradę i zapisze numer rejestracyjny przypadkowego samochodu, który spotka, to dojdzie do wniosku, że stał się cud. Bowiem spotkanie akurat tego samochodu było znikomo mało prawdopodobne. Jednak jakiś samochód spotkać musieliśmy, więc cudu nie ma……………….

> Argument Russella jest poważnym nadużyciem. Przenosi on

> prawdopodobieństwo zdarzenia jednego rodzaju (wynoszące 100%) na

> zdarzenie zupełnie innego rodzaju, którego prawdopodobieństwa nawet nie

> próbuje policzyć. Do stwierdzenia, że powstanie człowieka jest

> zdarzeniem banalnym, wystarcza mu sam światopogląd.

skroc.pl/57e3

Odpowiedz na infantylny argument Russella jest banalnie prosta. W naszym wszechświecie istnieją takie zjawiska, które zachodzą z dużym prawdopodobieństwem,średnim,małym i takie, które w ogóle nie mają szans zajść.

Russell po prostu stosuje tutaj nielogiczny argument ze złej analogii. Ale jak określić, które zdarzenia są prawdopodobne, a które nie?

> W istocie jednak Dawkins po prostu NIE WIE, jak powstało życie i jak

> wyewoluował człowiek. Posługuje się wyidealizowanymi, uproszczonymi

> modelami, w których prawdopodobieństwo zajścia zdarzeń zgodnych z tezą

> autora jest wielokrotnie przeszacowane.

skroc.pl/fcb0

skroc.pl/3808

skroc.pl/c4de

Z powstaniem życia jest taka trudność, że jest jest ono złożone z wielu podzespołów, dla których już każdego z osobna prawdopodobieństwo SAMOpowstania jest bardzo

znikome. Mało tego każda taka sekwencja SAMOdziejstwa musiałaby być zależna od

każdej następnej, albo poprzedniej.

Nawiązując do argumentu Bertranda Russela wyobrazmy sobie sznur samochodów na autostradzie. Każdy z tych samochodów obrazuje jeden podzespół konieczny do powstania kompletnego żywego organizmu komórkowego. Teraz zajrzyjmy w procesy funkcjonowania żywej komórki. Poszczególne cykle życiowe w najprostszej komórce składają się z kilkunastu tysięcy precyzyjnie zgranych podzespołów, np. szlaki metaboliczne z konkretnej ilości konkretnych rodzajów enzymów.

Takich cykli jest więcej i wszystkie one muszą ponadto pasować do innych cykli.

Informacja genetyczna zawarta w DNA, organelle (rybosomy), kwasy rybonukleinowe (mRNA, tRNA, rRNA), to wszystko precyzyjnie zgrane podzespoły ,które tworzą jedną nieredukowalnie złożoną całość.

Teraz wyobrazmy sobie, że podczas powstawania żywego organizmu powstawały losowo

podzespoły konieczne, ale bezużyteczne, bo niedopasowane przez to,że nie powstawały we właściwym czasie, kolejności i miejscu.

Znając możliwości układania na wszelakie sposoby 20 L-aminokwasów w polipeptydzie, czy rybonukleotydów w RNA (A,G,C,U) lub deoksyrybonukleotydów (A,T,G,C) w

DNA, otrzymujemy oszałamiającą ilość wymieszanych losowo możliwych i bezużytecznych konfiguracji, a nawet te ewentualnie dobre i tak okazują się niewłaściwe, bo nie powstają gdzie trzeba i kiedy należy!

skroc.pl/452a

W tym całym zamieszaniu (racemacie) podzespoły użyteczne i rozproszone pośród tłumu nieużytecznych, to po prostu kropla w morzu innych kropel.

Kiedy zaczerpniemy z tego zamieszania losową ilość podzespołów to czy da nam to zamierzony efekt, czy za jednym razem pozbieramy rozproszone w czasie i przestrzeni niezbędne życiodajne krople?

skroc.pl/5d73

Czy uzyskamy te niezbędne do złożenia żywej komórki? Czy przypadkowe enzymy będą

pasowały do innych? A te do konkretnych sekwencji DNA i RNA i w końcu te ostatnie do siebie samych?

W którym miejscu tego oceanu byśmy nie czerpali, to zawsze zaczerpniemy mieszaninę bezużyteczną, ponieważ nawet jeżeli istnieją w tej potężnej mieszaninie możliwości poskładania życia na różne sposoby to i tak zawsze zaczerpniemy losowy zestaw podzespołów do siebie nie pasujących.

Jednak zawsze możemy liczyć jakie było prawdopodobieństwo zaczerpnięcia nawet losowej sekwencji, ale czy to ma jakiś praktyczny sens? Nie: dokładnie, jak zapisywanie losowych numerów samochodowych w przykładzie Bernarda Russela.

Przecież nie osiągamy w ten sposób zamierzonego efektu, czyli nie jest spełniany wymóg

kolejnych pasujących do siebie sekwencji!

Po prostu w znanym nam wszechświecie w pewnych

warunkach (w tym przypadku w praoceanicznej mieszaninie zbędnych i niezbędnych konfiguracji) pewne zdarzenia nie zachodzą, nie zaszły i nie zajdą.

Jeżeli zajście prawdopodobieństwa każdego zdarzenia byłoby takie samo, to mielibyśmy naturalne kopalnie złotych monet,studnie z piwem,każdy człowiek za każdym razem wygrywałby główną wygraną w totolotka, a robaki i myszy powstawałyby spontanicznie na naszych oczach.

Sam fakt, że takie zdarzenia nie mają miejsca pokazuje,że pewne zdarzenia są tak mało prawdopodobne,że nie mają szans zajść w naszym Wszechświecie.

Czy ktoś uwierzy, że komputer może powstać samoistnie z mieszaniny losowo wymieszanych podzespołów?

Odnosząc to rozważanie do złej analogii Bertranda Russela z samochodami, to jakikolwiek ciąg przejeżdżających samochodów nie obrazuje nieprawdopodobnych zdarzeń w naszym Wszechświecie. Takie zdarzenia obrazowałby napotkany ciąg powiedzmy 100 samochodów marki mercedes z tego samego rocznika , tego samego koloru, z tego samego kraju, prowadzone przez rudowłosych kierowców i z miast na literę ‚M’, który przejechałby przypadkowo w ciągu godziny po tym samym odcinku autostrady.

Poza tym zdarzenie takie nie mogłoby być wcześniej zaplanowane, bo w takim przypadku mielibyśmy do czynienia z inteligentnym projektem!

Dlaczego wszystkimi autostradami świata od początku ich istnienia przejeżdżają każdego dnia różne zestawy samochodów, a taki zestaw nigdy się nie trafił? Dlatego, ponieważ takie konfiguracje samochodów, jak POWSZECHNIE przejeżdżające są wysoce prawdopodobne, a taka akurat nie. Poucza nas o tym nie tylko rachunek prawdopodobieństwa, ale jeszcze DOŚWIADCZENIE!

Czy trzeba czegoś więcej, żeby móc się o tym przekonać?

Albo z innej beczki. Każdy przechodząc koło kiosku , gdzie sprzedaje się kupony może

znajdować przez 20 dni z rzędu jakieś wypełnione i porzucone pojedyncze kupony totolotka.

Może też policzyć jakie było prawdopodobieństwo znalezienia tych, w jakiś sposób wypełnionych, kuponów i te prawdopodobieństwo może okazać się rzeczywiście krańcowo małe, niepowtarzalne.

Ale czy znajdzie 20 razy z rzędu , dzień po dniu, kupony z główną wygraną?

Czy takie coś może się zdarzyć?

Dlaczego pierwsza możliwość jest do przyjęcia, natomiast druga nie? Dlatego, że zawiedzeni ludzie wyrzucają nietrafnie wypełnione kupony, a takich jest przytłaczająca większość, ale nie wyrzucają prawidłowo skreślonych.

Pilnują ich, ponieważ są dla nich cenne i rzadko się zdarza,że ktoś taki kupon zgubi, czy przypadkowo wyrzuci.

Nawet jakby zgubił, czy wyrzucił, to rzadko się zdarzy,że ktoś znajdzie go pośród tysięcy kuponów bezużytecznych, które walają się po ulicy.

Najtrudniejsze etapy ewolucji prebiotycznej wymagały (z założenia) takich wła

Re: Struktura pączkująca .. w nieskończoność ?

Rzeczywiście wydawałoby się, że model Wszechświata, który wpierw dokonuje ekspansji, a potem się „kurczy” ( dokonuje kolapsu ) jest bardziej „logiczny”… „zrozumiały”..

Można bowiem wywieźć z takiej „wizji kosmologicznej” … model Wszechświata cyklicznie odtwarzającego się.

Jednocześnie nie jest tu potrzebna … zupełnie hipotetyczna „ciemna materia – ciemna energia” – wystarczy założyć, że ma oddziaływania grawitacyjne spowodują ów kolaps…

Na dodatek przynajmniej … jeśli rozpatrywać tylko jeden cykl .. to „przynajmniej chwilowo” .. osoby upatrujące w Big – Bang’u rodzaju początku świata – aktu stworzenia, mogą to utożsamiać z aktem stworzenia świata z niczego, tak jak chciałaby to doktryna chrześcijańska…

Co więcej – taki model „pasuje też” dobrze do koncepcji – Punktu Omega – Teilharda de Chardin….

No i z uporem powtórzę … taki model „pasuje też” do koncepcji Franka Tipler’a, który też mówi o punkcie Omega, jakkolwiek u niego ma on interpretację fizyczną.

Ogromnym osiągnięciem (mentalnym) Tiplera jest to iż udało mu się nadać fizyczny sens.. przepowiedniom doktryny chrześcijańskiej ( np. wskrzeszenie zmarłych jako emulacja .. ludzi .. na II poziomie implementacji we wnętrzu potężnego systemu cybernetycznego – który powstał by wtedy kiedy inteligentne cywilizacje .. wiedziały by już bardzo dużo, konceptcja „bóstwa osobowego” (tożsamego z kolapsującym wszechświatem) – które wie wszystko )

Wszystkie te idee runęły w gruzy przez odkrycie, iż rozszerzanie Wszechświata .. przyspiesza… ( a powinien wyhamowywać..)

Ów S. Perlmutter „narobił zamieszania” .. i teraz niewiadomo jak sobie poukładać to w głowie.. Chociaż może da się to jakoś pogodzić ze zdrowym rozsądkiem … Powinny powstać odpowiedniki koncepcji Teilharda de Chardin i Franka Tiplera … dla Wszechświata .. który ma kształt struktury pączkującej .. w nieskończoność .. ~ Andrew Wader

Re: Najtrudniej będzie z ciałem jak .. Afrodyty

W Magazynie Świątecznym ” Gazety wyborczej” – jak wspominałem wczoraj wydrukowano wywiad z Michio Kaku.

[ wyborcza.pl/1,118283,10345269,Wielki_fizyk__za_sto_lat_internet_bedzie_w_oku.html ] Przeczytałem go uważnie. Pragnę zamieścić kilka moich komentarzy zwłaszcza do przewidywań z zakresu medycyny. Należy jednak zacząć od skomentowania pewnych stwierdzeń ogólnych.

Otoz ciekawe jest to iż ludzie doświadczają na własnych oczach zachodzenia postępu technologicznego, ale niezbyt wierzą iż będzie on następował nadal.. Toteż myśl Michio Kaku iż.: [ ” Tak jak współczesny świat dla naszych przodków z roku 1911. Gdyby przeniesiono ich w dzisiejsze czasy satelitów, GPS-u, internetu, komputerów, widzieliby w nas czarowników i magów. Wyobrażam sobie, że takie samo wrażenie odnieślibyśmy, spotykając się z naszymi pra-, pra-, prawnukami w roku 2111. Byliby dla nas jak bogowie z greckiej mitologii. ..”] – > warto przypominać i uświadamiać…

No ale kilka linijek dalej M. Kaku przewiduje.: iż w 2111 bedziemy.: ” z taką mocą jak Zeus .. z tak perfekcyjnymi i młodymi ciałami jak Afrodyta, której wiek się nie imał ..” Po prostu w to nie wierzę. Jest to niewykonalne..

No ale dalej, to tak..:

1. Michio Kaku pisze iż w Brown University sparaliżowanym osobom „wkłada się pod czaszkę układ scalony”..który.. Otoż wbrew obiegowym opiniom nie opanowano jeszcze problemu { jak sensownie podłączać obwody elektroniczne … do obwodów neuronalnych mózgu .. }

2. M. Kaku.: ” Możemy ostrożnie myśleć o podwojeniu średniej długości życia… ” i wizję taką łączy z ustaleniem genów mających związej ze starzeniem się. Osobiście nie wierzę w sens wydłużania czasu trwania życia ludzkiego… Niby po co ?? .. Owszem jest natomiast ważna jakość życia, kondycja psychiczna i fizyczna aż do momentu śmierci…

Ciekawe są także przekonania M. Kaku dotyczące .:

(i) Wytłumaczenia paradoksu Fermiego. Sądzi on że liczne, inne wysokozaawansowane cywilizacje komunikują się przy pomocy zupełnie innych środków aniżeli fale radiowe… Sugeruje, że być może przesyłają informacje .. kilkoma różnymi kanałami .. w pakietach – tak jak czyni się to w obrębie Internetu.. Podejrzewa przy tym, że owe cywilizacje na II i III etapie rozwoju – w skali Kardasheva .. nie interesują się nami .. gdyż jesteśmi dla nich zbyt prymitywni i nudni .. Pisze .. przecież nie pochylamy się nad mrowiskiem mówiąc..”Przybywamy do was w pokoju”..

(ii) M. Kaku jest uznanym fizykiem, ale … UWAGA ! stwierdza .: „Rozmawiamy o cywilizacjach, które potrafią np. zagiąć czasoprzestrzeń w precel, tak żeby zbudować tunel łączący odległe miejsca galaktyki i podróżować miedzy nimi szybciej niż światło..”

(iii) M. Kaku wierzy w istnienie Wielo -Wszechświata ..

(iv) M. Kaku jest wyznawcą metafizyki Barucha Spinozy ..

(v) M. Kaku stwierdza ..” być może multiświat jest wieczny”..

~ Andrew Wader

Re: Rp. -> „na świat ” -> { seks + ciekawość }

Tak, tak… popieram .. o czym już kiedyś wspomniałem .. nowa teorię metafizyczną Majki Monackiej .. która stwierdza, że {wystarczy wmontować w zwierzaki, ludzi lub androidy ciekawość .. to wtedy będą oni wytwarzać teorie objaśniające sens ich istnienia .. co więcej .. będą ów sens uzasadniać …}

Tym nie mniej jeśli cytowana autorka jeszcze raz chce wytłumaczyć … podstawy informatyczne .. tego jak montuje się .. ową „chęć do ciekawości” .. to chętnie byśmy posłuchali ~Andrew Wader

Re: definicja ptaka traci sens?

Jaką formę przejściową? Mamy tylko informację że pewnie gatunki dinozaurów posiadały pióra. Nikt nie zakłada że to czyni je przodkami ptaków. Może oznaczać że były spokrewnione.

Posted in Bez kategorii | Tagged ,