Aby lepiej poznać siebie, trzeba poznać innych

wszelako nie na „fejsie” bo takie poznanie to nic nie warte szumy. Entuzjaści SETI nasłuchują szumu radiowego w nadziei usłyszenia czegoś, czego się spodziewają. Nie wiedzą jednak, czy ten szum to natłok chaotycznie wymieszanego miliarda przekazów czy jałowy odgłos miliarda radioźródeł fizycznych.

Posted in Bez kategorii | Tagged ,

Re: Znaczenie odkryć dalekich planet.

pomruk napisał:

> Myślę, że nie całkiem doceniasz światopoglądowe znaczenie tych odkryć.

Ależ doceniam 🙂 Mój protest dotyczył sprowadzania całego przedsięwzięcia poszukiwania planet pozasłonecznych do hasła „druga Ziemia”, nie zamierzam natomiast kwestionować sensu prowadzenia samych badań. Śledzę na bieżąco postępy w tej dziedzinie i właśnie dlatego wiem jak wielowątkowe i złożone są to programy. Dlatego właśnie wkurza mnie gdy dziennikarze całe to przedsięwzięcie sprowadzają do szukania „drugiej Ziemi”, co akurat ma najmniejsze znaczenie (już chociażby dlatego, że „druga Ziemia” jeszcze długo będzie dla nas nieosiągalna w praktyce).

> Zwłaszcza ze w podtekście wybrzmiewa „nie jesteśmy sami” – a więc wyczekiwane z nadz

> iejami i obawami kontakty z obcą inteligencją.

Trochę za daleko wybiegasz. Od odkrycia planety podobnej do Ziemi, do odkrycia obcych istot rozumnych jest delikatnie mówiąc daleka droga. Poza tym nie o programie SETI była mowa 🙂

> Oczywiście, loty do innych systemów są na razie poza zasięgiem technicznym (choć nie dzieli nas prawdopodobnie aż tak wiele od urzeczywistnienia tych marzeń i na serio prowadzone są „prace studialne” w tej dziedzinie).

Owe prace studialne zostały zakończone wraz z zamknięciem projektu Dedalus w 1978 roku, więc raczej nic tu nie jest już prowadzone. Tym bardziej na serio, szczególnie że był to projekt czysto teoretyczny. Niestety nie wygląda to tak optymistycznie jak to widzisz. Koncepcje lotu do gwiazdy Bernarda wyrosły na fali entuzjazmu związanego z sukcesami lotów kosmicznych w latach 60-tych XX wieku. Wówczas oba supermocarstwa wydawały na programy kosmiczne takie sumy, że posługując się prostą ekstrapolacją trendu, dochodzono do wniosku, że już pod koniec XX wieku będziemy mieli bazy na Marsie i sondy międzygwiezdne. Nikt jednak nie wówczas nie przewidział cięcia budżetów kosmicznych oraz upadku ZSRR. Właśnie minęliśmy pierwsze dziesięciolecie XXI wieku i nie tylko nie mamy baz na Marsie, ale nawet skromny projekt powrotu na Księżyc został skasowany przez Obamę, który potrzebował pieniędzy na zasiłki. W odniesieniu do lotów kosmicznych, świat wykonał duży krok wstecz od lat 80-tych XX wieku, które i tak były już mniej wydajne niż lata 60-te. Prawda jest taka, że wszystkie loty kosmiczne i wszystkie projekty były od początku do końca warunkowane politycznie. Nie ma konkurujących supermocarstw – nie ma postępu. Cała nadzieja w Chinach, które mam nadzieję zapoczątkują nowy wyścig kosmiczny. Wtedy być może pewnego dnia ktoś odkopie Dedalusa, Nervę, Prometeusza, Oriona, czy choćby skromnego Constellations.

> Jeśli podróże międzygwiezdne staną się realne, sięgniemy do tych syste

> mów -może już za 50 lat.

Byłoby cudownie, ale wątpię. W swoim optymizmie nie bierzesz pod uwagę podstawowego czynnika hamującego takie przedsięwzięcia – opłacalność. Wierzę, że dojdzie do kolejnego wyścigu kosmicznego (który jest warunkiem koniecznym wydatkowania odpowiednio dużych sum na loty), ale podobnie jak było z poprzednim wyścigiem, i tym razem będzie on silnie inspirowany militarnie. Dlatego uwierzę, że Chiny i USA (być może nawet Rosja wróci do gry) pobudują bazy na Księżycu, wybiorą się na Marsa czy zbudują większe stacje orbitalne, bo takie przedsięwzięcia będą militarnie opłacalne (chodzi przede wszystkim o rozwój technologii nadających się do zastosowania w wojsku). Ale w jaki sposób ktokolwiek miałby skorzystać z lotu do innego systemu, skoro jego efektów doczekają się dopiero wnuki tych, którzy zbudowali statek? Bardzo bym chciał abyś to Ty miał rację, ale po prostu nie wierzę w ludzkość, która dokonuje wielkiego wysiłku dla samej nauki. Świat nie jest taki szlachetny i fajny jak byśmy chcieli. Nawet najpiękniejszej przygodzie ludzkości, jak nazywano w XX wieku loty kosmiczne, od początku towarzyszyła bezlitosna kalkulacja. Romantycznie to wygląda tylko na kartach historii i w przemówieniach polityków. Prawdziwe było natomiast to drugie dno – polityczne i militarne.

Sygnał od kosmitów? Chyba nie tym razem…

Ledwo w układzie Gliese 581 odkryto ziemiopodobną planetę krążącą w ekosferze, a już pojawiły się sensacyjne doniesienia o sygnałach stamtąd. Australijski astronom, członek zespołu SETI, oświadczył, że odebrał impuls świetlny z rejonu, w którym znajduje sie ów system – i to jeszcze w grudniu 2008. Sygnał mógł być impulsem laserowym, wysłanym w naszym kierunku przez mieszkańców owej planety… niestety, wiadomosć rozeszła się raczej w serwisach typu „UFO News” czy portalach typu „WP”.

Daily Mail

Środowisko naukowców, takze tych zajmujących sie SETI przyjęło wieść bardzo sceptycznie. Francis Drake, weteran poszukiwań mówi, że wiedział o tych rzekomych sygnałach wczesniej, lecz nie dostał żadnych szczegółowych wyjaśnień od odkrywcy. Rzeczywiście, i prasowe doniesienia są mętne…

Space.com

Przypomnę co pisałem już o komunikacji z tym ukladem: Jeśli chodzi o poszukiwanie inteligencji, to pojekt SETI zwany Phoenix dwukrotnie brał na cel układ planetarny Gliese 581. Sygnałów nie wykryto. Za to w kierunku tej gwiazdy wysłano w roku 2008 „Message from Earth” – przekaz radiowy emitowany z obserwatorium ukraińskiego Eupatoria. Na początku 2029 dotrze do celu, liczący na odpowiedź muszą poczekac do 2050 roku, niestety…

Tu jednak ciekawostka: promienie laserowe uwazane są za mniej użyteczne od sygnałów radiowych ze względu na ogromną kierunkowosć. Zauważmy jednak, że nadawałyby sie do komunikacji miedzy sąsiednimi układamii gwiezdnymi, w tym przypadku wiemy, gdzie konkretnie wycelować wiązkę. A Gliese 581 leży zaledwie 20,5 lat świetlnych od nas… Wybór pasma optycznego byłby w tym przypadku uzasadniony.

Dowiedzieć się czegoś o Gliese 581 g …

Są pierwsze rozważania typu „jak poznać, czy tam jest życie”. Jeśli chodzi o poszukiwanie inteligencji, to pojekt SETI zwany Phoenix dwukrotnie brał na cel układ planetarny Gliese 581. Sygnałów nie wykryto. Za to w kierunku tej gwiazdy wysłano w roku 2008 „Message from Earth” – przekaz radiowy emitowany z obserwatorium ukraińskiego Eupatoria. Na początku 2029 dotrze do celu, licżacy na odpowiedź muszą poczekac do 2050 roku, niestety…

Jeden z odkrywców stwierdził w wywiadzie, że „szanse na życie wynoszą na tej planecie 100%”. Zaklada zapewne, że życie powstaje na pewno, gdy napotka na sprzyjające warunki i inwarunki takie tam panują. Niestety, próby obrazowania a zwłaszcza spektroskopii planety wymagałyby prawdopodobnie przyrządu typu Terrestial Planet Finder czy Darwin, na finansowanie których wciąż czekamy (może odkrycia „drugich Ziem” przyspieszą decyzje NASA czy ESA i finansowych decydentów?). Gdzieś około 2018 ziemskie superteleskopy osiagną zdolności uzyskiwania widm wielu planet (np. Thirty Meter Telescope, Extremely Large Telescope). Czy jednak sięgną do tej planety, krążącej co prawda blisko nas ale też blisko macierzystej gwiazdy? Postęp w „oczyszczaniu” światła planety od światła macierzystej gwiazdy jest bardzo szybki, więc może… W dalekiej przyszłości układ Gliese 581, oddalony zaledwie o 20 lat świetlnych i majacy odkrytych już 6 planet (z czego 3 w ekosferze lub jej pobliżu – analogia do Wenus, Marsa i Ziemi!) – stanie się może ciekawym celem międzygwiezdnych próbników – odległość 20 lat św. wydaje się mała, i jeśli potomkowie będą nastawieni na programy badawcze przynoszące wyniki po np. 75 latach od chwili finansowania…