Nadużywanie religii szkodzi zdrowiu… i nie tylko

Jak myslacy czlowiek w 21 wieku moze tracic czas (niekiedy i cale zycie) “studiujac” bezpodmiotowa, kompletnie oderwana od rzeczywistosci pseudo-nauke pretensjonalnie nazwana “teologią”, ktora wyrosla z religijnego folkloru o duchach, ciezarnych dziewicach, zmartwychwstancach, wodochodziarzach, rogatych i skrzydlatych facetach(?), piekle, gadąjących wężach i (mojej jedynej ulubionej przypowiesci biblijnej) o zamianie wody w wino. “Teologia” jest eufemizmem, ktory wydaje sie brzmiec wzniosle, prawie szacownie ale dla kazdej nawet srednio wyksztalconej osoby termin ten zawiera w sobie tyle “naukowosci” ile mozna jej znalezc w astrologii, alchemii, numerologii czy scjentologii. Nie jest to dziedzina, od ktorej – tak jak w medycynie, naukach scislych czy nawet humanistycznych – mozna sie spodziewac wielu istotnych dla rozwoju naszej cywilizacji rozwiazan i odkryc. Czyzby teolodzy liczyli na to, ze Komitet Noblowski przyzna “Oscara” za komparatywne badania biomechaniki skrzydel aniola i np. motyla albo teorii poczecia Jezusa metoda In vitro? Panowie w sutannach (i w turbanach) nie ujawniajcie waszego “zawodu” zwlaszcza w kregu ludzi swiatlych, korzystajacych z dobrodziejstw wspolczesnej rewolucji naukowo-technicznej i informacyjnej. Oszczedzicie sobie wiele wstydu i niepotrzebnych pytan, na ktore nie bedziecie w stanie odpowiedziec. Nawet przecietny 5-klasista z dostepem do internetu z latwoscia moze obnazyc wasz obskurantyzm i dyletantyzm (o ile wy go nie obnazycie wczesniej). „Wyjasnianie” wszystkich niezrozumialych zjawisk „tajemnica” albo „niezbadana wola” antropomorficznego boga (czy bogow) rezydujacego “na wysokosci” jest przejawem kompromitujacego was infantylizmu. Przywoluje pamiecia nieformalna rozmowe z ksiadzem (po cywilu) sprzed paru lat, ktory przyznal mi sie, ze akceptuje teorie ewolucji kwestionujaca 6-dniowa “teorie” stworzenie swiata i wiele innych aspektow biblijnej narracji. Bronil on utylitaryzmu religii. Kazde wyznanie ze swoimi obrzadkami i uproszczonym jezykiem i kodem moralnym – w jego pojeciu – utrzymuje spojnosc spoleczna i narodowa tozsamosc. Religia godzi ich z rzeczywistoscia bez wzgledu na to jaka ona jest sprzyjajac tym samym utrzymaniu porzadku publicznego. Dla niego Biblia to nie pozbawiona urokow metafora literacka, ktora towarzyszyla mu od urodzenia, do ktorej jest przywiazany raczej na poziomie emocjonalnym niz intelektualnym. Oczywiscie -podobnie jak slynna pani Agnes Gonxha Bojaxhiu – i on czasami ma watpliwosci w istnienie jakiegokolwiek boga ale wyswieconemu ksiedzu trudno jest sie do tego przyznac przed samym soba i zwlaszcza przed innymi. Ujela mnie odwaga i szczerosc tego czlowieka. “Kto ma ksiedza w rodzie tego bieda nie ubodzie”– ludowe przyslowie.

Skoro o pragmatyzmie mowa. Czy nalezy sie temu dziwic, ze ci mezczyzni zainwestowali caly swoj potencjal intelektualny w religijny przemysl uslugowy? Badz co badz jest to „kariera zawodowa”, ktora oferuje bezplatny dach nad glowa, opierunek, samochod, pomoc domowa calodobowo zaspakajaca ich wszelkie potrzeby, nieograniczony dostep do dzieci no i najwazniejsze stosunkowo monotonna ale nieskomplikowana i nie wymagajace szczegolnych, konkretnych kwalifikacji zawodowych zajecie. Przyjrzyjmy sie blizej na jakich zasadach komercyjnych operuje przemysl religijny. Tajemnica jego sukcesu jest idealny, wymarzony przez kazdego produkt: NIESMIERTELNOSC. Nie wiadomo kto wpadl na ten genialny pomysl na robienie pieniedzy i sprawowania nieograniczonej wladzy nad ludzmi. Ta przyslowiowa „zlotodajna zyla”, ktora religijni “dilerzy” sprzedaja na slowo nie dajac nam ani pokwitowania ani gwarancji, ta JEDNORAZOWA oferta „handlowa” oparta na sprzedazy biletow do nieba (oczywiscie w JEDNA STRONE) cieszy sie nieslabnaca popularnoscia mimo niemoznosci zweryfikowania jej ze szczesliwymi klientami. (Innym towarem jest tzw. “rozgrzeszenie” rowniez cieszace sie duzym wzieciem ale KK musi konkurowac w tej dziedzinie z ziemskimi organami scigania i sadownictwem.) Na prozno mozemy szukac listow dziekczynnych od “szczesliwych klientow” na witrynach i forach internetowych reklamujacych rozne korporacje religijne. A szkoda bowiem ta powszechnie stosowana w swiecie biznesu praktyka podniosloby ich reputacje nie mowiac juz o potwierdzeniu jakosci i wiarygodnosci udzielanych uslug. System taki upraszcza relacje miedzy petentem i uslugodawca na korzysc tego ostatniego gdyz z zasady wyklucza mozliwosc skladania reklamacji, zazalen I PRAWA DO REFUNDACJI. Po prostu genialne! Praca przecietnego przedsiebiorcy religijnego sprowadza sie do nudnego i rutynowego klepania, nie zmienionych od prawie 2000 lat (1500 lat w przypadku Islamu) tekstow bedacych w istocie plagiatem innych przed-chrzescijanskich mitologii. Jedyna trudnosc polega na dobraniu mniej lub bardzie pasujacych fragmentow z tzw. swietego pisma w zaleznosci od wymagan klienta a dokladniej tego co klient (a wlasciwie jego najblizsi) chcialby uslyszec. Zazwyczaj doswiadczony przedsiebiorca religijny znajdzie cytat uzasadniajacy kazda okolicznosc: od modlow do “wszechwiedzacego i wszechmocnego boga” o sprzyjajace warunki meteorologiczne do modlow w intencji ofiar katastrofy lotniczej spowodowanej przez te same warunki pogodowe, o ktore sie poprzednio modlil. Nasz klient-nasz pan. Najwazniejsi potentaci tego biznesu podzielili swiat na sfery komercjalnych wplywow. Ich glowne “biura podrozy” (w JEDNA STRONE) znajduja sie w Teharanie/Mecce, Watykanie i Jerozolime. Do dzis jestesmy swiadkami walki o zmonopolizowanie swiatowego rynku religijnego: W Irlandii Pln., na Balkanach, na Bliskim Wschodzie, Afganistanie , Kaszmirze…gdzie zainteresowane strony w jednym reku trzymaja swoje jedynie sluszne i podyktowane przez (oczywiscie) tego prawdziwego boga “swieta ksiege” a w drugiej kalasznikowa lub bombe (czasami jadrowa). No coz my, ktorzy nie doznalismy blogoslawienstwa religijnej schizofrenii -w imie tzw. politycznej poprawnosci-musimy sie temu przygladac z powaga i szacunkiem aby bron boze nie zostac oskarzonym o “wojujacy ateizm”. A juz ci, ktorzy nie potrafia powstrzymac sie od smiechu musza byc przygotowani na podzielenie losu autora slynnych dunskich karykatur, ktory do dzisiaj korzysta z 24-godzinnej ochrony policyjnej.

Pragne tym tekstem wniesc cos konstruktywnego do szerokiej dyskusji nad rola religii we wspolczesnej Polsce. Nikomu niczego nie narzucam. Bede bronil do upadlego prawa religijnych entuzjastow do swobodnego zrzeszania sie w kolkach zainteresowan, w ktorych w swoim gronie, bez ograniczen bede oni mogli uprawiac swoje zgodne z prawem rytualy. W panstwie demokratycznym zasluguja oni na te same prawa i obowiazki jak pozostale apolityczne organizacje bezdochodowe jak np: zwiazek milosnikow UFO, hodowcy krolikow ozdobnych, towarzystwo milosnikow gry w warcaby. Nadszedl czas i potrzeba podniesienia swiadomosci spolecznej o wadze i roli nauki i oswiaty we wspolczesnym swiecie. Mowmy o tym odwaznie, bez ogrodek jak ma to miejsce na Zachodzie w celu CALKOWITEJ sekularyzacji zycia politycznego w Polsce. Budujmy Polske w imie humanizmu i ogolnoludzkich zasad moralnych bez zadnych przymiotnikow. Pragne, aby zwlaszcza mlodzi Polacy zyli w poczuciu wiary we wlasne sily, bez poczucia winy, strachu, kompleksow czy wstydu. Wazne jest aby byli oni zdolni do samodzielnego myslenia i podejmowania odwaznych, racjonalanych, prawych decyzji godnych wyzwan 21 w.

Od napletka do spoilera – czyli religia i postep

Jak myslacy czlowiek w 21 wieku moze tracic czas “studiujac” bezpodmiotowa, kompletnie oderwana od rzeczywistosci pseudo-nauke pretensjonalnie nazwana “teologią”, ktora wyrosla z religijnego folkloru o duchach, ciezarnych dziewicach, zmartwychwstancach, wodochodziarzach, rogatych i skrzydlatych facetach(?), piekle, gadąjących wężach i (mojej jedynej ulubionej przypowiesci biblijnej) o zamianie wody w wino. “Teologia” jest eufemizmem, ktory wydaje sie brzmiec wzniosle, prawie szacownie ale dla kazdej nawet srednio wyksztalconej osoby termin ten zawiera w sobie tyle “naukowosci” ile mozna jej znalezc w astrologii, alchemii, numerologii czy scjentologii. Nie jest to dziedzina, od ktorej – tak jak w medycynie, naukach scislych czy nawet humanistycznych – mozna sie spodziewac wielu istotnych dla rozwoju naszej cywilizacji rozwiazan i odkryc Czyzby teolodzy liczyli na to, ze Komitet Noblowski przyzna “Oscara” za komparatywne badania biomechaniki skrzydel aniola i np. motyla albo teorii, wg ktorej Jezus byl/jest organizmem genetycznie modyfikowanym z zastosowaniem technologii Invitro? Panowie w sutannach (i w turbanach) nie ujawniajcie waszego “zawodu” zwlaszcza w kregu ludzi swiatlych, korzystajacych z dobrodziejstw wspolczesnej rewolucji naukowo-technicznej i informacyjnej. Oszczedzicie sobie wiele wstydu i niepotrzebnych pytan, na ktore nie bedziecie w stanie odpowiedziec. Nawet przecietny 5-klasista z dostepem do internetu z latwoscia moze obnazyc wasz obskurantyzm i dyletantyzm (o ile wy go nie obnazycie wczesniej). „Wyjasnianie” wszystkich niezrozumialych zjawisk „tajemnica” albo „niezbadana wola” antropomorficznego boga (czy bogow) rezydujacego “na wysokosci” jest przejawem kompromitujacego was infantylizmu. Przywoluje pamiecia nieformalna rozmowe z ksiadzem (po cywilu) sprzed paru lat, ktory przyznal mi sie, ze akceptuje teorie ewolucji kwestionujaca 6-dniowa “teorie” stworzenie swiata i wiele innych aspektow biblijnej narracji. Bronil on utylitaryzmu religii. Kazde wyznanie ze swoimi obrzadkami i uproszczonym jezykiem i kodem moralnym – w jego pojeciu – utrzymuje spojnosc spoleczna i narodowa tozsamosc. Religia godzi ich z rzeczywistoscia bez wzgledu na to jaka ona jest sprzyjajac tym samym utrzymaniu porzadku publicznego. Dla niego Biblia to nie pozbawiona urokow metafora literacka, ktora towarzyszyla mu od urodzenia, do ktorej jest przywiazany raczej na poziomie emocjonalnym niz intelektualnym. Oczywiscie -podobnie jak slynna pani Agnes Gonxha Bojaxhiu – i on czasami ma watpliwosci w istnienie jakiegokolwiek boga ale wyswieconemu ksiedzu trudno jest sie do tego przyznac przed samym soba i zwlaszcza przed innymi. Ujela mnie odwaga i szczerosc tego czlowieka.

“Kto ma ksiedza w rodzie tego bieda nie ubodzie”– ludowe przyslowie.

Skoro o pragmatyzmie mowa. Czy nalezy sie temu dziwic, ze ci mezczyzni zainwestowali caly swoj potencjal intelektualny w religijny przemysl uslugowy? Badz co badz jest to „kariera zawodowa”, ktora oferuje bezplatny dach nad glowa, opierunek, samochod, pomoc domowa calodobowo zaspakajaca ich wszelkie potrzeby, nieograniczony dostep do dzieci no i najwazniejsze stosunkowo monotonna ale nieskomplikowana i nie wymagajace szczegolnych, konkretnych kwalifikacji zawodowych zajecie. Przyjrzyjmy sie blizej na jakich zasadach komercyjnych operuje przemysl religijny. Tajemnica jego sukcesu jest idealny, wymarzony przez kazdego produkt: NIESMIERTELNOSC. Nie wiadomo kto wpadl na ten genialny pomysl na robienie pieniedzy i sprawowania nieograniczonej wladzy nad ludzmi. Ta przyslowiowa „zlotodajna zyla”, ktora religijni “dilerzy” sprzedaja na slowo nie dajac nam ani pokwitowania ani gwarancji, ta JEDNORAZOWA oferta „handlowa” oparta na sprzedazy biletow do nieba (oczywiscie w JEDNA STRONE) cieszy sie nieslabnaca popularnoscia mimo niemoznosci zweryfikowania jej ze szczesliwymi klientami. (Innym towarem jest tzw. “rozgrzeszenie” rowniez cieszace sie duzym wzieciem ale KK musi konkurowac w tej dziedzinie z ziemskimi organami scigania i sadownictwem.) Na prozno mozemy szukac listow dziekczynnych od “szczesliwych klientow” na witrynach i forach internetowych reklamujacych rozne korporacje religijne. A szkoda bowiem ta powszechnie stosowana w swiecie biznesu praktyka podniosloby ich reputacje nie mowiac juz o potwierdzeniu jakosci i wiarygodnosci udzielanych uslug. System taki upraszcza relacje miedzy petentem i uslugodawca na korzysc tego ostatniego gdyz z zasady wyklucza mozliwosc skladania reklamacji, zazalen I PRAWA DO REFUNDACJI. Po prostu genialne! Praca przecietnego przedsiebiorcy religijnego sprowadza sie do nudnego i rutynowego klepania, nie zmienionych od prawie 2000 lat (1500 lat w przypadku Islamu) tekstow bedacych w istocie plagiatem innych przed-chrzescijanskich mitologii. Jedyna trudnosc polega na dobraniu mniej lub bardzie pasujacych fragmentow z tzw. swietego pisma w zaleznosci od wymagan klienta a dokladniej tego co klient (a wlasciwie jego najblizsi) chcialby uslyszec. Zazwyczaj doswiadczony przedsiebiorca religijny znajdzie cytat uzasadniajacy kazda okolicznosc: od modlow do “wszechwiedzacego i wszechmocnego boga” o sprzyjajace warunki meteorologiczne do modlow w intencji ofiar katastrofy lotniczej spowodowanej przez te same warunki pogodowe, o ktore sie poprzednio modlil. Nasz klient-nasz pan. Najwazniejsi potentaci tego biznesu podzielili swiat na sfery komercjalnych wplywow. Ich glowne “biura podrozy” (w JEDNA STRONE) znajduja sie w Teharanie/Mecce, Watykanie i Jerozolime. Do dzis jestesmy swiadkami walki o zmonopolizowanie swiatowego rynku religijnego: W Irlandii Pln., na Balkanach, na Bliskim Wschodzie, Afganistanie , Kaszmirze…gdzie zainteresowane strony w jednym reku trzymaja swoje jedynie sluszne i podyktowane przez (oczywiscie) tego prawdziwego boga “swieta ksiege” a w drugiej kalasznikowa lub bombe (czasami jadrowa). No coz my, ktorzy nie doznalismy blogoslawienstwa religijnej schizofrenii -w imie tzw. politycznej poprawnosci-musimy sie temu przygladac z powaga i szacunkiem aby bron boze nie zostac oskarzonym o “wojujacy ateizm”. A juz ci, ktorzy nie potrafia powstrzymac sie od smiechu musza byc przygotowani na podzielenie losu autora slynnych dunskich karykatur, ktory do dzisiaj korzysta z 24-godzinnej ochrony policyjnej.

Pragne tym tekstem wniesc cos konstruktywnego do szerokiej dyskusji nad rola religii we wspolczesnej Polsce. Nikomu niczego nie narzucam. Bede bronil do upadlego prawa religijnych entuzjastow do swobodnego zrzeszania sie w kolkach zainteresowan, w ktorych w swoim gronie, bez ograniczen bede oni mogli uprawiac swoje zgodne z prawem rytualy. W panstwie demokratycznym zasluguja oni na te same prawa i obowiazki jak pozostale apolityczne organizacje bezdochodowe jak np: zwiazek milosnikow UFO, hodowcy krolikow ozdobnych, towarzystwo milosnikow gry w warcaby. Nadszedl czas i potrzeba podniesienia swiadomosci spolecznej o wadze i roli nauki i oswiaty we wspolczesnym swiecie. Mowmy o tym odwaznie, bez ogrodek jak ma to miejsce na Zachodzie w celu CALKOWITEJ sekularyzacji zycia politycznego w Polsce. Budujmy Polske w imie humanizmu i ogolnoludzkich zasad moralnych bez zadnych przymiotnikow (socjalistycznych, katolickich). Pragne, aby zwlaszcza mlodzi Polacy zyli w poczuciu wiary we wlasne sily, bez poczucia winy, strachu, kompleksow czy wstydu. Wazne jest aby byli oni zdolni do samodzielnego myslenia i podejmowania odwaznych, racjonalanych, prawych decyzji godnych wyzwan 21 w.

Kontroluj własne DNA

wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title,Kontroluj-wlasne-DNA,wid,9625285,wiadomosc_prasa.html

Kontroluj własne DNA

Ty sam odpowiadasz za to, czy zachorujesz na raka, czy dostaniesz zawału. To ty decydujesz o

charakterze i zdrowiu swojego dziecka. Od twojego stylu życia zależy, co, jak i kiedy zadziała

(lub nie) w twoim DNA

Geny. Jakie to wygodne! Można było na nie zwalić dosłownie wszystko. Tycie, cukrzycę, niski

wzrost, nieśmiałość, iloraz inteligencji, odstające uszy. Zwalniały z odpowiedzialności. Mam

takie geny i już. Nic na to nie poradzę.

No to was zmartwię (albo ucieszę tych, których przeraża biologiczny determinizm). Koniec

tego. Twoje geny mogą się ciebie słuchać. Masz większy, niż ci się wydaje, wpływ na to, który z

nich jak zadziała i kiedy. Możesz zrobić porządek (albo bałagan) w swoim DNA. Wolna wola.

Genowe korki

Jak to możliwe? Wydawało się, że nie ma na świecie rzeczy bardziej stałej niż DNA w naszym

organizmie. Pół od mamy, pół od taty. I oto taki jestem. Nic się tu nie zmieni.

A jednak. Rewolucję w takim podejściu do rzeczy zawdzięczamy myszom, konkretnie

jednemu ich szczepowi mieszkającemu w laboratorium zwanemu aguti*. Od zawsze były

żółte, grube i cierpiały na cukrzycę. Takimi stworzyli je naukowcy do sobie tylko znanych

celów. Wszystkie kolejne myszy rodzące się z mamy i taty aguti wyglądały i zachowywały się

tak samo.

W każdym razie tak było, zanim nie zajął się nimi doktor Randy Jirtle z amerykańskiego

Duke University. Właściwie nie zrobił wiele. Zmienił tylko dietę pewnej grupie ciężarnych

myszek. Podawał im więcej kwasu foliowego, witamin z grupy B, soli organicznych. Jakie było

jego zdumienie, kiedy nagle w laboratoryjnej klatce pojawiały się małe myszki jakby wzięte

od innych rodziców: szczuplutkie, zwinne, brązowe. Zdrowe. Wyglądało na to, że w jakiś

tajemniczy sposób geny, które z takim mozołem zaszczepiali myszom naukowcy, by

wyhodować z nich chorowite spaślaki, nagle przestały działać. Ktoś lub coś je wyłączyło. Co?

Metylacja. Pod tą mało przyjaźnie brzmiącą nazwą kryje się reakcja chemiczna polegająca na

tym, że do rozmaitych naszych genów może przyczepić się cząsteczka zwana grupą metylową.

A kiedy już się przyczepi, działa jak korek. Zatyka gen. Wyłącza go. Dezaktywuje.

Skąd ów korek bierze się w naszym organizmie? Źródeł jest wiele: my sami, jedzenie, picie,

toksyny, lekarstwa. Najogólniej mówiąc – środowisko.

Ono wpływa na to, które z naszych genów działają, a które nie. Nasze otoczenie, to, co jemy,

gdzie żyjemy, może wpływać na aktywność genów, nie zmieniając przy tym samej struktury

DNA. Obrazowo można by to porównać do grania na fortepianie. Mamy stały zestaw

klawiszy, ale w zależności od tego, w który z klawiszy uderzymy (uaktywnimy go), a który

pozostawimy nietknięty, wydobędziemy z instrumentu bardzo różne melodie. Wirtuozem

naszych genów jest metylacja.

Instrukcja do instrukcji

Kiedy w 2003 roku doktor Jirtle razem ze swoimi grubymi myszami dowiedli, że za pomocą

czegoś tak banalnego jak dieta ciężarnej matki można wpłynąć na DNA dziecka, świat nauki

na chwilę zamarł. A zaraz potem gwałtownie się rozkrzyczał.

To była sensacja. I początek zupełnie nowej nauki – epigenetyki. Od tej chwili zajmować się

ona będzie badaniem dziedziczności pozagenowej. Jean Baptiste Lamarck zachichotał w

grobie. Dwa wieki temu sformułował teorię, zgodnie z którą zwierzęta są zdolne do

intencjonalnej przemiany swoich ciał, tak aby sprostać wyzwaniom stawianym przez

środowisko. Cechy nabyte mają być dziedziczone przez potomstwo. To herezja! – zakrzyczeli

La-marcka genetycy. Dziedziczone mogą być tylko geny! Otóż nie tylko. O DNA mówi się, że

stanowi in–strukcję budowy i działania naszego organizmu. Istnieje jednak instrukcja do

instrukcji. To epigenom. Informacja o tym, który gen, kiedy i jak ma zostać uaktywniony. Nie

ma jednego epigenomu. Każdy z nas ma ich tysiące, a może i miliony. Wszak inne geny (z tego

samego kompletu, który mamy w każdej komórce naszego ciała) działają w wątrobie, a inne w

mózgu. Inne w nerce, a inne w skórze. Inne włączają się, kiedy jesteśmy młodzi, a inne – kiedy

starzy.

Gdy osiem lat temu naukowcy stworzyli mapę naszego genomu, otrąbi-li zwycięstwo. Wiemy,

że mamy 3 miliardy par nukleotydów, które składają się na 25 tysięcy genów. Oto przepis na

człowieka. – Co to za mapa? – drwią dzisiaj epigenetycy. – Jak się za jej pomocą poruszać,

skoro nie wiemy, które z dróg są otwarte, a które zamknięte?

Liczy się każdy krok

Dlaczego bliźnięta jednojajowe mające ten sam zestaw genów jednak trochę się od siebie

różnią? Na to pytanie odpowiada dziś epigenetyka. Bliźnięta różnią się wtedy, gdy jakąś cześć

swego życia spędzają w różnym środowisku. Dotyczy to także macicy. Jedno z dzieci było w

życiu płodowym lepiej odżywione. Włączą się u niego jedne geny, a wyłączą drugie. Trochę

inne niż u siostry lub brata. Z czasem różnic będzie więcej. Jedno zachoruje na nadciśnienie,

drugie nie. Dlatego że jedno je warzywa i owoce i oddycha świeżym powietrzem, bo mieszka

na wsi, a drugie wcina hamburgery i wędzi się w miejskich spalinach. Jedno pali papierosy,

drugie nie. A nikotyna i substancje smoliste to bardzo silne metylatory. Pach, pach –

powyłączają geny. Niestety, często takie, które odpowiadają za naprawę uszkodzonego DNA.

Nie ma naprawy, robi się rak.

To wszystko można jeszcze pojąć. Jednak co zrobić z odkryciem, że nie tylko czynniki

biologiczne, ale i psychologiczne mogą wpływać na włączanie się jednych genów, a wyłączanie

drugich? Michael Meany, biolog z McGill University, w 2004 roku pokazał na szczurach, że

troskliwa opieka matek nad potomstwem wpływa korzystnie na rozwój mózgu dzieci. Są

spokojniejsze i mniej podatne na stres. Mama liże małego szczura, a w jego mózgu, ciach! (no

może nie tak „ciach” – to dość skomplikowany mechanizm) – włącza to odpowiedni gen i

szczurek staje się miłym, spokojnym zwierzątkiem. Nie ma powodów sądzić, że podobne

mechanizmy nie działają u ludzi.

OK. Pomyślicie więc – tak samo jak pomyślało wielu naukowców – wiemy, że geny można

włączać i wyłączać, to zróbmy z nimi porządek. Powyłączajmy sobie te złe, powłączajmy

dobre i gotowe. No ale nie jest to takie proste.

Po pierwsze, nie umiemy jeszcze precyzyjnie celować w konkretny gen. Po drugie, nie wiemy,

czy włączenie i wyłączenie czegoś nie wpłynie potem na co innego. Na przykład: podawanie

kobietom w ciąży kwasu foliowego i witamin z grupy B przeciwdziała wadom rozwojowym u

dzieci. Te substancje to silne metylatory. Coś tam wyłączają w DNA płodu. Tylko co? Pewne

geny odpowiadające za wady cewy nerwowej. Ale czy przy tym nie wyłączają genów

chroniących przed depresją, alzheimerem, schizofrenią? Za mało wiemy, by na to

odpowiedzieć. Badania trwają.

Coraz więcej z nich przynosi dowody na obserwacje, które trudno było wyjaśnić. Dlaczego

zielona herbata chroni przed niektórymi nowotworami? Bo substancje w niej zawarte

uaktywniają odpowiednie geny, a uciszają inne. Dlaczego po zamachach z 11 września kobiety

masowo roniły chłopców? Stres przełącza geny, które decydują o poronieniu płodu męskiego.

To strategia ewolucyjna: nie warto inwestować w słabych facetów, którzy są bardziej

wymagający w życiu płodowym od dziewczynek. W trudnych czasach lepiej mieć kilku

silnych samców i wiele kobiet, których „utrzymanie” mniej kosztuje matczyny organizm.

Dlaczego niedożywione kobiety tak samo jak i te opychające się w ciąży fast foodami mają

otyłe dzieci? Fast foody mają dużo kalorii, ale małą wartość odżywczą. Epigenom tak

traktowanego dziecka „stroi” jego organizm na trudne czasy, w których brak potrzebnych

składników i wszystko, co się zje, trzeba trzymać na zapas. To pomaga w chwilach głodu. W

dobrobycie wywołuje

Re: sztuczna inteligencja-najwieksza pomylka w na

Najwyraźniej autor tego artykuliku nie do końca wie czym jest determinizm i mechanika kwantowa bądź nie do końca przemyślał sprawę.

Po pierwsze w mechanice kwantowej też obowiązują pewne reguły, więc bezpodstawne jest sądzić, że skoro wszystko oblicza się w niej zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa, to może być ona podstawowym budulcem własnej woli.

Po drugie działanie skomplikowanych układów jest nieprzewidywalne niezależnie od tego czy ewoluują one zgodnie z deterministycznymi zasadami, czy niedeterministycznymi.

Zatem nawet jeśli świadomość (a właściwie samoświadomość) tworzy się na poziomie neuronowym, to i tak praktycznie nie ma możliwości przewidzenia co ta świadomość zrobi.

Ewentualnie można by przewidzeć, gdyby przeprowadzić symulację na maszynie daleko bardziej złozonej niż ludzki mózg.

I tu dochodzimy do punktu trzeciego: wolna wola może podlegać deterministycznym prawom, a mimo to będziemy mieli złodzenie, że ją mamy, gdyż niemożliwe jest byśmy przeprowadzili symulację samych siebie. Z tej samej przyczyny nie jesteśmy w stanie dobrze siebie poznać.

Zatem podsumowując: argument, że wolna wola powstaje na gruncie niedeterministycznych praw przyrody bierze się z powietrza.

“poruszamy się na różnych poziomach racjonalności”

“poruszamy się na różnych poziomach racjonalności” – ks. Kloch do racjonalistow

“Jezeli chcesz szybko zostac milionerem-zaloz nowa religie”- Ron Hubbard zalozyciel scjentologii. Zawsze mnie zastanawialo jak myslacy czlowiek w 21 wieku moze tracic czas (niekiedy i cale zycie) “studiujac” bezpodmiotowa, kompletnie oderwana od rzeczywistosci pseudo-nauke pretensjonalnie nazwana “teologią”, ktora wyrosla z religijnego folkloru o duchach, ciezarnych dziewicach, zmartwychwstancach, wodochodziarzach, rogatych i skrzydlatych facetach(?), piekle, gadąjących wężach i (mojej jedynej ulubionej przypowiesci biblijnej) o zamianie wody w wino. “Teologia” jest eufemizmem, ktory wydaje sie brzmiec wzniosle, prawie szacownie ale dla kazdej nawet srednio wyksztalconej osoby termin ten zawiera w sobie tyle “naukowosci” ile mozna jej znalezc w astrologii, alchemii, numerologii czy scjentologii. Nie jest to dziedzina, od ktorej – tak jak w medycynie, naukach scislych czy nawet humanistycznych – mozna sie spodziewac wielu istotnych dla rozwoju naszej cywilizacji rozwiazan i odkryc. Czy rzeczywiscie nasi duszpasterze wraz ze swoja religijna trzodka po cichu licza na to, ze Szwedzka Akademia Nauk przyznawa “Teologicznego Oscara” za dokladne rozpracowanie anatomii i biomechaniki skrzydla aniola? Panowie w sutannach (i w turbanach) nie ujawniajcie waszego “zawodu” zwlaszcza w kregu ludzi swiatlych, korzystajacych z dobrodziejstw wspolczesnej rewolucji naukowo-technicznej i informacyjnej. Oszczedzicie sobie wiele wstydu i niepotrzebnych pytan, na ktore nie bedziecie w stanie odpowiedziec. Nawet przecietny 5-klasista z dostepem do internetu z latwoscia moze obnazyc wasz obskurantyzm i dyletantyzm (o ile wy go nie obnazycie wczesniej). „Wyjasnianie” wszystkich niezrozumialych zjawisk „tajemnica” albo „niezbadana wola” antropomorficznego boga (czy bogow) rezydujacego “na wysokosci” jest przejawem kompromitujacego was infantylizmu. Przywoluje pamiecia nieformalna rozmowe z ksiadzem (po cywilu) sprzed paru lat, ktory przyznal mi sie, ze akceptuje teorie ewolucji kwestionujaca 6-dniowa “teorie” stworzenie swiata i wiele innych aspektow biblijnej narracji. Bronil on utylitaryzmu religii. Kazde wyznanie ze swoimi obrzadkami i uproszczonym jezykiem i kodem moralnym -w jego pojeciu- utrzymuje spojnosc spoleczna szczegolnie wsrod ludzi prostych, ubogich i slabo wyksztalconych. Religia godzi ich z rzeczywistoscia bez wzgledu na to jaka ona jest. Dla niego Biblia to nie pozbawiona urokow metafora literacka, ktora towarzyszyla mu od urodzenia, do ktorej jest przywiazany raczej na poziomie emocjonalnym niz intelektualnym. Oczywiscie -podobnie jak slynna pani Agnes Gonxha Bojaxhiu – i on czasami ma watpliwosci w istnienie jakiegokolwiek boga ale wyswieconemu ksiedzu trudno jest sie do tego przyznac przed samym soba i zwlaszcza przed innymi. Ujela mnie odwaga i szczerosc tego czlowieka.

“Kto ma ksiedza w rodzie tego bieda nie ubodzie”– ludowe przyslowie.

Skoro o pragmatyzmie mowa. Czy nalezy sie temu dziwic, ze ci mezczyzni zainwestowali caly swoj potencjal intelektualny w religijny przemysl uslugowy? Badz co badz jest to „kariera zawodowa”, ktora oferuje bezplatny dach nad glowa, opierunek, samochod, pomoc domowa (oczywiscie zenska) calodobowo zaspakajaca ich wszelkie potrzeby, nieograniczony dostep do dzieci no i najwazniejsze stosunkowo monotonna ale nieskomplikowana i nie wymagajace szczegolnych, konkretnych kwalifikacji zawodowych zajecie. Przyjrzyjmy sie blizej na jakich zasadach komercyjnych operuje przemysl religijny. Tajemnica jego sukcesu jest idealny, wymarzony przez kazdego produkt: NIESMIERTELNOSC. Nie wiadomo kto wpadl na ten genialny pomysl na robienie pieniedzy i sprawowania nieograniczonej wladzy nad ludzmi. Ta przyslowiowa „zlotodajna zyla”, ktora religijni “dilerzy” sprzedaja na slowo nie dajac nam ani pokwitowania ani gwarancji, ta JEDNORAZOWA oferta „handlowa” oparta na sprzedazy biletow do nieba (oczywiscie w JEDNA STRONE) cieszy sie nieslabnaca popularnoscia mimo niemoznosci zweryfikowania jej ze szczesliwymi klientami. (Innym towarem jest tzw. “rozgrzeszenie” rowniez cieszace sie duzym wzieciem ale KK musi konkurowac w tej dziedzinie z ziemskimi organami scigania i sadownictwem.) Na prozno mozemy szukac listow dziekczynnych od “szczesliwych klientow” na witrynach i forach internetowych reklamujacych rozne korporacje religijne. A szkoda bowiem ta powszechnie stosowana w swiecie biznesu praktyka podniosloby ich reputacje nie mowiac juz o potwierdzeniu jakosci i wiarygodnosci udzielanych uslug. System taki upraszcza relacje miedzy petentem i uslugodawca na korzysc tego ostatniego gdyz z zasady wyklucza mozliwosc skladania reklamacji, zazalen I PRAWA DO REFUNDACJI. Po prostu genialne! Praca przecietnego przedsiebiorcy religijnego sprowadza sie do nudnego i rutynowego klepania, nie zmienionych od prawie 2000 lat (1500 lat w przypadku Islamu) tekstow bedacych w istocie plagiatem innych przed-chrzescijanskich mitologii. Jedyna trudnosc polega na dobraniu mniej lub bardzie pasujacych fragmentow z tzw. swietego pisma w zaleznosci od wymagan klienta a dokladniej tego co klient (a wlasciwie jego najblizsi) chcialby uslyszec. Zazwyczaj doswiadczony przedsiebiorca religijny znajdzie cytat uzasadniajacy kazda okolicznosc: od modlow do “wszechwiedzacego i wszechmocnego boga” o sprzyjajace warunki meteorologiczne do modlow w intencji ofiar katastrofy lotniczej spowodowanej przez te same warunki pogodowe, o ktore sie poprzednio modlil. Nasz klient-nasz pan.

Najwazniejsi potentaci tego biznesu podzielili swiat na sfery komercjalnych wplywow. Ich glowne “biura podrozy” (w JEDNA STRONE) znajduja sie w Teharanie/Mecce, Watykanie i Jerozolime. Do dzis jestesmy swiadkami walki o zmonopolizowanie swiatowego rynku religijnego: W Irlandii Pln., na Balkanach, na Bliskim Wschodzie, Afganistanie , Kaszmirze…gdzie zainteresowane strony w jednym reku trzymaja swoje jedynie sluszne i podyktowane przez (oczywiscie) tego prawdziwego boga “swieta ksiege” a w drugiej kalasznikowa lub bombe (czasami jadrowa). No coz my, ktorzy nie doznalismy blogoslawienstwa religijnej schizofrenii -w imie tzw. politycznej poprawnosci-musimy sie temu przygladac z powaga i szacunkiem. A juz ci, ktorzy nie potrafia powstrzymac sie od smiechu musza byc przygotowani na podzielenie losu autora slynnych dunskich karykatur, ktory do dzisiaj korzysta z 24-godzinnej ochrony policyjnej.

Pragne tym tekstem wniesc cos konstruktywnego do szerokiej dyskusji nad rola religii we wspolczesnej Polsce. Nikomu niczego nie narzucam. Bede bronil do upadlego prawa religijnych entuzjastow do swobodnego zrzeszania sie w kolkach zainteresowan, w ktorych w swoim gronie, bez ograniczen bede oni mogli uprawiac swoje zgodne z prawem rytualy. W panstwie demokratycznym zasluguja oni na te same prawa i obowiazki jak pozostale apolityczne organizacje bezdochodowe jak np: zwiazek milosnikow UFO, hodowcy krolikow ozdobnych, towarzystwo milosnikow gry w warcaby. Nadszedl czas i potrzeba podniesienia swiadomosci spolecznej o wadze i roli nauki i oswiaty we wspolczesnym swiecie. Mowmy o tym odwaznie, bez ogrodek jak ma to miejsce na Zachodzie w celu CALKOWITEJ sekularyzacji zycia politycznego w Polsce. Budujmy Polske w imie humanizmu i ogolnoludzkich zasad moralnych bez zadnych przymiotnikow (socjalistycznych, katolickich). Pragne, aby zwlaszcza mlodzi Polacy zyli w poczuciu wiary we wlasne sily, bez poczucia winy, strachu, kompleksow czy wstydu. Wazne jest aby byli oni zdolni do samodzielnego myslenia i podejmowania odwaznych, racjonalanych, prawych decyzji godnych wyzwan 21 w.

Re: jedno pytanko do palaczy

zz26 napisał:

> ilu z was głośno przytakiwało kiedy władza liwkidowala sklepy z dopalaczami?

> co wtedy mówiliście?

> ze to niebezpieczne dla zdrowia życia (9 ofiar rocznie) etc ze dla dobra wszys

> tkich trzeba je zlikwidować

> teraz jesteście po drugiej stronie jakie to uczucie?

> jakie to uczucie kiedy inni dla waszego dobra czegoś wam zakazują?

> chociaz wam nie zakazali palić ale predzej czy później papierosy beda jak dopal

> acze – tylko u dilera

Ja się czuję gorzej niż w komuniźmie. Jaram, nigdy nie byłem przeciw dopalaczom – dorosły osobnik może robić co chce, jak ma ochotę na ścieżkę albo pigułę to nic mi do tego, tak samo jak kto inny ma ochotę na wódę czy dynks przelany przez chleb – też mnie to wali, jego życie – jego wola. NIKT mi nie zabroni palić we własnym domu, najwyżej ku… będę szukał azylu na Kubie, bo to wszystko się coraz bardziej pojebane robi..

Zwiezly Kurs paleontologii dla „teologow”

“Jezeli chcesz szybko zostac milionerem-zaloz nowa religie”Ron

Hubbard zalozyciel scjentologii


Zawsze mnie zastanawialo jak myslacy czlowiek w 21 wieku moze tracic czas

(niekiedy i cale zycie) “studiujac” bezpodmiotowa, kompletnie oderwana od

rzeczywistosci pseudo-nauke pretensjonalnie nazwanej “teologią” , ktora

wyrosla z religijnego folkloru o duchach, ciezarnych dziewicach,

zmartwychwstancach, wodochodziarzach, rogatych i skrzydlatych facetach(?),

piekle, gadąjących wężach i (mojej jedynej ulubionej przypowiesci biblijnej) o

zamianie wody w wino. “Teologia” jest eufemizmem, ktory wydaje sie brzmiec

wzniosle, prawie szacownie ale dla kazdej nawet srednio wyksztalconej osoby

termin ten zawiera w sobie tyle “naukowosci” ile mozna jej znalezc w

astrologii, alchemii, numerologii czy scjentologii. No coz, nie jest to

dziedzina, od ktorej – tak jak w medycynie, naukach scislych czy nawet

humanistycznych- mozna sie spodziewac wielu istotnych dla rozwoju naszej

cywilizacji rozwiazan i odkryc. Czy rzeczywiscie nasi duszpasterze wraz ze

swoja religijna trzodka po cichu licza na to, ze za sprawa swoich modlitw

Szwedzka Akademia Nauk zacznie przyznawac przedsiebiorcom religijnym

“Teologicznego Oscara”? Panowie w sutannach (i w turbanach), w zyciu

towarzyskim radze wam nie ujawniac waszego “zawodu” zwlaszcza w kregu ludzi

swiatlych, korzystajacych z dobrodziejstw wspolczesnej rewolucji

naukowo-technicznej a zwlaszcza informacyjnej. Oszczedzicie sobie wiele wstydu

i niepotrzebnych pytan, na ktore nie bedziecie w stanie odpowiedziec. Nawet

przecietny 5-klasista z dostepem do internetu z latwoscia moze obnazyc wasz

obskurantyzm i dyletantyzm (o ile wy go nie obnazycie wczesniej).

„Wyjasnianie” wszystkich niezrozumialych zjawisk „tajemnica” albo „wola”

antropomorficznego boga (czy bogow w przypadku religii politeistycznych)

rezydujacego “na wyskokosci” jest przejawem kompromitujacego was infantylizmu.

Przywoluje pamiecia bardzo nieformalna rozmowe z ksiadzem (po cywilu), ktory

przyznal mi sie, ze akceptuje teorie ewolucji kwestionujaca 6-dniowa “teorie”

stworzenie swiata i wiele innych aspektow biblijnej narracji, ktora i tak jest

pelna zapozyczen z innych przed-chrzescijanskich mitow. Bronil on utylitaryzmu

religii. Kazde wyznanie ze swoimi obrzadkami i uproszczonym kodem moralnym w

jego pojeciu utrzymuje spojnosc spoleczna szczegolnie wsrod ludzi prostych,

ubogich i slabo wyksztalconych. Godzi ich ona z rzeczywistoscia bez wzgledu na

to jaka ona jest. Dla niego Biblia to nie pozbawiona urokow metafora

literacka, ktora towarzyszyla mu od urodzenia, do ktorej jest przywiazany

raczej na poziomie emocjonalnym niz intelektualnym. Oczywiscie -podobnie jak

slynna pani Agnes Gonxha Bojaxhiu – i on czasami ma watpliwosci w istnienie

jakiegokolwiek boga ale wyswieconemu ksiedzu trudno jest sie do tego przyznac

przed samym soba i zwlaszcza przed innymi. Ujela mnie odwaga i szczerosc tego

czlowieka.

“Kto ma ksiedza w rodzie tego bieda nie ubodzie”ludowe przyslowie

Skoro o pragmatyzmie mowa. Czy nalezy sie temu dziwic, ze ci mezczyzni

zainwestowali swoje zycie i potencjal intelektualny w religijny przemysl

uslugowy? Badz co badz jest to „kariera zawodowa”, ktora oferuje bezplatny

dach nad glowa, opierunek, samochod, calodobowa pomoc domowa zaspakajaca ich

wszelkie potrzeby, nieograniczony dostep do dzieci no i najwazniejsze

stosunkowo monotonna ale nieskomplikowana i nie wymagajace szczegolnych,

konkretnych kwalifikacji zawodowych zajecie. Przyjrzyjmy sie blizej na jakich

zasadach komercyjnych operuje przemysl religijny. Tajemnica jego sukcesu jest

idealny, wymarzony przez kazdego produkt a wlasciwie usluga: OBIETNICA

NIESMIERTELNOSCI. Nie wiadomo kto wpadl na ten genialny pomysl na robienie

pieniedzy (i przy okazji miejsca przy korycie kazdej wladzy). Ta przyslowiowa

„zlotodajna zyla”, ktora religijni “dilerzy” sprzedaja na slowo nie dajac nam

ani pokwitowania ani gwarancji, ta JEDNORAZOWA oferta „handlowa” oparta

na sprzedazy biletow do nieba (oczywiscie w JEDNA STRONE) cieszy sie

nieslabnaca popularnoscia mimo niemoznosci zweryfikowania jej ze szczesliwymi

klientami. Na prozno jest szukanie witryn i for internetowych reklamujacych

rozne korporacje religijne z listami dziekczynnymi od poprzednich,

“szczesliwych klientow”. A szkoda bowiem ta powszechnie stosowana w swiecie

biznesu praktyka podniosloby ich reputacje nie mowiac juz o potwierdzeniu

jakosci i wiarygodnosci udzielanych uslug. System taki upraszcza relacje

miedzy petentem i uslugodawca na korzysc tego ostatniego gdyz z zasady

wyklucza mozliwosc skladania reklamacji, zazalen I PRAWA DO REFUNDACJI. Po

prostu genialne! Praca przecietnego przedsiebiorcy religijnego sprowadza sie

do nudnego i rutynowego klepania, nie zmienionych od prawie 2000 lat ( 1500

lat w przypadku Islamu Pty Ltd) tekstow w wiekszosci zapozyczonych z innych

przed-chrzescijanskich mitologii. Jedyna trudnosc polega na dobraniu mniej lub

bardzie pasujacych fragmentow z tzw. swietego pisma w zaleznosci od wymagan

klienta a dokladniej tego czego klient ( a wlasciwie jego najblizsi) chcialby

uslyszec. Zazwyczaj doswiadczony przedsiebiorca religijny znajdzie cytat

uzasadniajacy kazda okolicznosc: od modlow do “wszechwiedzacego i

wszechmocnego boga” o sprzyjajace warunki meteorologicznych do modlow w

intencji ofiar katastrofy lotniczej spowodowanej przez te same warunki

pogodowe, o ktore sie poprzednio modlil. Nasz klient-nasz pan. Najwazniejsi

potentaci tego biznesu podzielili swiat na sfery komercjalnych wplywow. Ich

glowne “biura podrozy” (w JEDNA STRONE) znajduja sie w Teharanie/Mecce,

Watykanie i Jerozolime. Do dzis jestesmy swiadkami walki o zmonopolizowanie

swiatowego rynku religijnego: W Irlandii Polnocnej, na Balkanach, na Bliskim

Wschodzie, Nigerii, Afganistanie , Kaszmirze…gdzie zainteresowane strony w

jednym reku trzymaja swoje jedynie sluszne i napisane/podyktowane przez

(oczywiscie) tego prawdziwego boga “swieta ksiegi” a w drugiej kalasznikowa

lub bombe (czasami jadrowa). No coz my, ktorzy nie doznalismy blogoslawienstwa

religijnej schizofrenii -w imie tzw. politycznej poprawnosci-musimy sie temu

przygladac z powaga i szacunkiem. A juz ci, ktorzy nie potrafia powstrzymac

sie od smiechu musza byc przygotowani na podzielenie losu autora slynnych

dunskich karykatur, ktory do dzisiaj korzysta z 24-godzinnej ochrony policyjnej.

Mam nadzieje, ze powyzszy tekst wniesie cos konstruktywnego do dyskusji nad

rola religii we wspolczesnej Polsce. Nikomu niczego nie narzucam. Bede bronil

do upadlego prawa religijnych entuzjastow do swobodnego zrzeszania sie w

kolkach zainteresowan, w ktorych w swoim gronie, bez ograniczen bede oni mogli

uprawiac swoje zgodne z prawem rytualy. W wolnym panstwie demokratycznym

entuzjasci religijni musza miec te same prawa i obowiazki wobec reszty

spoleczenstwa na podobienstwo innych apolitycznych organizacji bezdochodowych

jak np: zwiazek milosnikow UFO, hodowcy krolikow/golebi ozdobnych, towarzystwo

filatelistyczne czy zwiazek szachowy. Nadszedl czas i potrzeba podniesienia

swiadomosci spolecznej o wadze i roli nauki i oswiaty we wspolczesnym swiecie.

Powinnismy mowic o tym odwaznie, bez ogrodek jak ma to miejsce na Zachodzie

dopoki nie nastapi CALKOWITA sekularyzacja zycia politycznego w Polsce. Zycze

Polsce budowania postepu w imie humanizmu i ogolnoludzkich zasad moralnych bez

zadnych przymiotnikow (socjalistycznych, katolickich). Pragne aby zwlaszcza

mlodzi Polacy zyli w poczuciu wiary we wlasne sily, bez poczucia winy, strachu

i kompleksow, aby byli zdolni do samodzielnego myslenia i podejmowania

odwaznych, racjonalanych, prawych decyzji godnych 21 w.