Demogrfia,Europa i dowodzenie antytezy.

petrucchio napisał:

> To zajrzyj i odpowiedz.

>Jeszcze raz powtaqrzam: twoja broszka. Ty stawiasz tezę, ty dowodzisz.

>Skoro taki z ciebie demograf od „niezbitych metod” i ta

> k świetnie modelujesz dynamikę populacyjną Australii i Nowego Świata (obszarów,

> dla których dane paleodemograficzne są trudne do uzyskania) na podstawie obser

> wacji fusów z kawy …

Nieprawda. Nie ma podstaw,zeby sadzić,ze było inaczej niz zaraz po przybyciu Europejczyków, którzy zastali tam oceany bizonów. A wczesniej było wręcz cudowniej. Istne Eldo Rado.

>(bo do tego się sprowadza ekstrapolacja wątpliwych uogólnień

> Diamonda), to przestań robić uniki i odpowiedz wprost.

Nie są to zadne „watpliwe uogólnienia”, przynajmniej dopóki tego nie dowiedziesz, zamiast na okragło produkować te same ogólniki.

>Pytam o kontynent, któr

> ego historię dobrze znamy, a w szczególności mamy całkowitą pewność, że ludzie

> (niektórzy znani z imienia) żyli tu 2000 lat temu. Dysponujesz twardymi danymi

> i nic nie musisz zgadywać. No, powiedz: co twoje teorie demograficzne przewiduj

> ą w tym przypadku?

Nie: ty napisz najpierw o co ci chodzi i jaka jest istota twojej argumentacji. W ciuciubabke, to się możesz bawić ze swoimi dziećmi:)

pozdrawiam.

Re: Forum cierpi na brak moderatora.

pomruk:

> Niewiem, co sie dzieje z madciem, ale jestem zdania, ze spam, zwłaszcza o

> charakterze natrętnej, nie do zniesienia propagandy religijnej powinien być

> usuwany.

Jestem raczej przeciwnikiem poprawiania jakości forum przez cerbera, usuwającego trolli.

Muszę jednak przyznać, że z utęsknieniem czekam na możliwość spokojnego podyskutowania o warunkach zachodzenia ewolucji i zapytania lepiej wiedzących o dręczące mnie wątpliwości, dotyczące niektórych popularnych wyjaśnień. Na razie niestety nie mogę tego zrobić, bo zaraz musiałbym odnosić się do jakiegoś IDiotyzmu, albo tłumaczyć się, że nie jestem kruwacjonistycznym wielbłądem — a lepiej wiedzący i tak nie odpowiedzieliby na moje wątpliwości, tylko zajęliby się kolejną kłótnią z trollem.

Ale ja należę do długowiecznej rodziny. Jeśli nie ulegnę jakiemuś wypadkowi, to mam duże szanse przeżyć Noveyya i zadać w końcu te moje pytania.

– Stefan

Jak zwykle błędy logiczne.

petrucchio napisał:

> Jeśli ktoś o nim nie słyszał, jest to czołowy niemiecki kreacjonista w stylu Ma

> cieja Giertycha, tyle że Świadek Jehowy, nie konserwatywny katolik. Ofiara krwa

> wych represji darwinowskich (Instytut Maxa Plancka zakazał mu propagowania „int

> eligentnego projektu” na swoim portalu).

1) Poprzez niewłaściwy argument ze zlej analogii.

2)Poprzez zmienianie tematu dyskusji poprzez stosowanie ataków personalnych zamiast odnieść się do meritum wywodu (ale najpierw należy mieć pojęcie o czym się pisze).

3)Sprowadzenie wszystkiego do karykaturalnej postaci. Michaelowi Beheemu też zabroniono publikować na stronach swojego instytutu (polityczna poprawność-zaraz będzie o tym wątek). Niemniej jest on prawdziwym naukowcem, profesorem i publikuje w renomowanych pismach.

Krytykowany przez Gąsiorowskiego szyderczo fachowiec też publikuje w poważnych czasopismach,a nawet w niektórych artykułach odwoływał się do TIP.

www.annualreviews.org/doi/abs/10.1146/annurev.genet.36.040202.092802

CHROMOSOME REARRANGEMENTS AND TRANSPOSABLE ELEMENTS

Annual Review of Genetics

Vol. 36: 389-410 (Volume publication date December 2002)

DOI: 10.1146/annurev.genet.36.040202.092802

Wolf-Ekkehard Lönnig and Heinz Saedler

Max-Planck-Institut für Züchtungsforschung, Carl-von-Linné-Weg 10, D-50829 Köln, Germany; e-mail: loennig@mpiz-koeln.mpg.de

Ten artykuł jest z 2002 roku, ale jego przewidywania były bardzo trafne. Świadczą o tym nie tylko nowe badania nad ruchomymi elementami DNA,ale nad „Śmieciowym DNA”.

Pisałem o tym jakiś czas temu:

http://usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html;JSESSIONID_GW=hlMwTjwT60wn1W1RsDBWCrJphqJl195QsF6yZQ9GnhGyY97zxGpr!1945199900?group=pl.sci.biologia&tid=1033681&pid=1033685&MID=%3Cj6ktkm%242ee%241%40inews.gazeta.pl%3E

„(…)„Nagromadzenie danych, to jeszcze nie nauka”. Ponieważ należy te dane jeszcze

powiązać w logiczną całość. Często się tak zdarza, że przy układaniu puzli

jakiś element zdaje się pasować do układanki, ale po ułożeniu większej części

tej układanki zaczyna być jasne,że pasował tylko pozornie.

Ewolucjoniści popadając w błędy logiczne polegające na opieraniu swoich

wniosków na małej ilości obserwacji oraz tendencyjnie dobranych przykładach,

poprzez dorabianie ideologii do faktu, bardzo często tak czynią. Nie raz się

już przejechali (a może stwierdzenie: za każdym razem będzie tu

adekwatniejsze),ale czynią tak w dalszym ciągu, co bynajmniej dochodzeniu do

prawdy się nie służy.

Dlatego też prawie żadna ich koncepcja nie wytrzymuje próby czasu. Rozważmy

przykład „Śmieciowego DNA”. Odnośnie „Śmieciowego DNA”, w kontekście coraz

lepszego zrozumienia znaczenia tych sekwencji dla procesów związanych z

regulowaniem ekspresji genów biolog Joshua Plotkin napisał w ‚Nature’, że samo

istnienie tych sekwencji świadczy o tym, że wcześniejsze rozumowanie było

BARDZO NAIWNE.

Inny uczony dodał,że nowe dane na temat „Śmieciowego DNA” świadczą o

ignorowaniu faktów przez obowiązujący trend w biologii (neodarwinowski).

Biolog Wojciech Makałowski natomiast stwierdził,że wcześniejsze poglądy na

temat „Śmieciowego DNA” odstręczyły wielu genetyków od badania tych sekwencji.

Stosowanie takiego terroru przez neodarwinistów mogło się przyczynić do

spowolnienia prac nad leczeniem i zapobieganiem chorobom genetycznym!

Oczywiście neodarwiniści pod złudną maską uszczegółowiania swoich poronionych

pomysłów usiłują wycofywać się na obszary nauce nieznane i tam szukać dowodów

na swoje fantazje, poprzez stawianie kolejnych tez i dorabianie ideologii do

faktów. ”

Oczywiście i profesor Gąsiorowski miał swoje przewidywania:)

Wspomnienia”antropologa” profesora Gąsiorowskiego.

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033738&MID=%3Cj6pbla%24331%241%40inews.gazeta.pl%3E

A co potwierdziła nauka?

Antropogeneza; wiedza w 21 wieku-podsumowanie dorobku naukowego.

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033742&MID=%3Cj70e2s%24msk%241%40inews.gazeta.pl%3E

No cóż w takiej sytuacji można sobie wyrobić tylko jedno zdanie:

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033880&pid=1033887&MID=%3Cj8bkjo%24o53%241%40inews.gazeta.pl%3E

pozdrawiam.

Występował 23 mln lat temu, występuje i dziś

Hmmm kolejne przewidywanie neodarwinistów się nie sprawdziło. Ostatnio tutaj pisałem o innym niż zakładano tempie zafiksowywania się jakieś wiekszej cechy „podczas ewolucji”, a tutaj taka niespodzianka. Dużo tego w tym roku, zaraz po roku Darwina:).

kopalniawiedzy.pl/Helophorus-sibiricus-chrzaszcz-Syberia-Irtysz-miocen-osady-skamienialosc-Kartaszewo-14042.html

Występował 23 mln lat temu, występuje i dziś

http://kopalniawiedzy.pl/reptile/m/83/helophorus-sibiricus-d9fd5c44d2bf6728d65d5cee81452fca.jpg

Skamieniały okaz chrząszcza, znaleziony na południu Syberii w mioceńskich osadach rzeki Irtysz sprzed 16-23 mln lat, reprezentuje żyjący jeszcze dziś gatunek – Helophorus sibiricus. Należy on do rodziny kałużnicowatych (Hydrophilidae), występującej zarówno w Eurazji, jak i w Ameryce Północnej.

W 1860 r. jako pierwszy opisał ten gatunek chrząszcza rosyjski entomolog Wiktor Iwanowicz Moczulski, który pracował z okazami zebranymi nad Bajkałem. H. sibiricus prowadzi wodny tryb życia, zamieszkuje głównie istniejące okresowo, obfitujące w zalaną roślinność zbiorniki.

Prehistoryczne i obecne rozmieszczenie Helophorus sibiricus. Czerwoną kropką oznaczono miejsce, gdzie odkryto skamieniałość z wczesnego miocenu, niebieskie wskazują na plioceńskie i plejstoceńskie lokalizacje (tu znaleziono szczątki chrząszczy zachowane w torfowiskach i wiecznej zmarzlinie), a kolorem zielonym zacieniowano obecny obszar występowania owada.Kliknij aby powiększyćPrehistoryczne i obecne rozmieszczenie Helophorus sibiricus. Czerwoną kropką oznaczono miejsce, gdzie odkryto skamieniałość z wczesnego miocenu, niebieskie wskazują na plioceńskie i plejstoceńskie lokalizacje (tu znaleziono szczątki chrząszczy zachowane w torfowiskach i wiecznej zmarzlinie), a kolorem zielonym zacieniowano obecny obszar występowania owada.

© Martin Fikáček

Na podstawie zapisu kopalnego kiedyś uznawano, że średni okres występowania gatunku owada to ok. 2-3 mln lat. Biolodzy coraz częściej natrafiają jednak na dowody, że to nieprawda. Datowanie metodą zegara molekularnego, która zakłada, że tempo narastania różnic jest w miarę stałe, sugeruje, że niektóre gatunki owadów powstały co prawda w plejstocenie (tak twierdzą Cardoso i Vogler w artykule opublikowanym w 2005 r. w piśmie Molecular Ecology), ale niektóre mogły przetrwać nawet 10-20 mln i żyją nadal także dziś. Na razie nie wiadomo, jak poradziły sobie z wydarzeniami, które wyeliminowały inne zwierzęta. Niewykluczone, że było to możliwe dzięki zamiłowaniu do stabilnych środowisk.

Niestety, dotąd znaleziono niewiele skamieniałości, które potwierdzałyby założenie o długowieczności gatunków owadów. Często cechy wskazujące na przynależność taksonomiczną i pozwalające dokonywać porównań ze współczesnymi owadami (przede wszystkim budowa męskich genitaliów) zostały zatarte przez czas i warunki „przechowywania”.

W znalezionym przez zespół Martina Fikáčka z Muzeum Narodowego w Pradze okazie nie zachowały się co prawda genitalia, widać za to doskonale typowe dla gatunku ziarnistości na przedpleczu, czyli widocznej z góry przedniej części tułowia.

szczurze ideologie

asteroida2:

> Ale nie powiedziałby, że wszystkie są „tak samo” uszkodzone. Niektóre są

> „uszkodzone” o wiele bardziej, jak np. mrówki czy pszczoły.

Zostańmy lepiej przy bliższych krewnych, ssakach i ptakach, których sposób istnienia potrafimy jako tako interpretować. Inaczej zaraz zaczniemy dyskutować, czy pojedyncza pszczoła jest organizmem, czy tylko organellą większego organizmu, roju; albo czy człowiek jest organizmem, czy raczej społecznością współpracujących wolnych komórek.

asteroida2:

> Wydaje mi się, że większość ssaków ma zakodowany genetycznie altruizm w

> odniesieniu do niewielkiej grupy, takiej jak wataha czy stado.

Nie jestem pewien, czy opowieści o delfinach, ratujących ludzi, świadczą o poczuwaniu się delfinów do wspólnoty z innymi ssakami, czy raczej o fantazji autorów tych opowieści… Jednak krukowate wykazują wspólnotę co najmniej gatunkową, bronią każdego osobnika w kłopocie. Lorenz opisuje, jak go zaatakowało stado kawek, bo machał czarnymi kąpielówkami i one myślały, że to jakaś schwytana przez niego kawka się szamocze.

W każdym razie ptaki i ssaki społeczne wykazują altruizm czasem znacznie szerzej sięgający niż ludzki.

asteroida2:

> To nie wystarczy do stworzenia cywilizacji. Potrzeba jakiegoś mechanizmu

> umożliwiającego tworzenie trwałej dużej wspólnoty, mimo że każdy osobnik ma

> kontakt tylko z niewielką jej częścią.

A czy tym mechanizmem może być wspólna nuta zapachowa, pozwalająca odróżniać swojego od obcego? To by tłumaczyło cywilizacje, tworzone przez szczury. Każdy osobnik zna osobiście tylko kilku współplemieńców, ale bezbłędnie wyczuwa po zapachu każdego ze swojej kolonii. Co więcej, jeśli sztucznie zmienić zapach kogoś bardzo mu bliskiego, to przestaje go poznawać i atakuje go z taką samą zaciekłością jak… PO-wiec brata zdrajcę, który wstąpił do PiSu.

Tak więc wspólny zapach jest równie dobry jak wspólna religia, czy ideologia. Też pozwala utworzyć cywilizację.

asteroida2:

> te kulty podtrzymują się bez konieczności bezpośredniego kontaktu z obiektem

> kultu. Ludzie mogą stać się „wyznawcami” jakiegoś idola albo jakiegoś miejsca

> nigdy go nie widząc na własne oczy i znając go tylko z opowieści.

[…]

> To jest coś, co nie występuje u żadnego innego zwierzęcia, a wydaje mi się, że

> nie ma nic wspólnego z inteligencją.

Szczury też przekazują sobie wiadomość o tym, że konkretny pokarm zawiera trutkę. Kilka pokoleń po tym, gdy po raz ostatni widziano, że ktoś od niego umarł, jeszcze nikt go nie dotyka. One wiedzą, że to jest trucizna, tak jak my wiemy, że jak zakonnica z wiadrami przebiegnie drogę, to będzie nieszczęście, mimo że nikomu z nas osobiście nic takiego się nie przydarzyło.

No więc właśnie, taka więź altruistyczna występuje u innych zwierząt… i faktycznie, nie ma niczego wspólnego z inteligencją. Spoiwem może być idea, albo wspólny język, ale zapach też wystarczy.

– Stefan

Re: Elenin, Levis

Kometa Elenin będzie u nas widoczna, ale w niekorzystnych warunkach. W sierpniu – bardzo nisko nad horyzontem zaraz po zachodzie Słońca, niezbyt jasna, wymaga dobrej lornetki. We wrześniu – niewidoczna, zbyt blisko Słońca. W październiku – nad ranem, zaraz przed wschodem Słońca. Bliskość Słońca i pora (jasne niebo) plus niskie położenie nad horyzontem bardzo źle rokują obserwacjom z terenu Polski wokresie dużej jasności. Odległość od Słońca i wysokość nad horyzontem będą w październiku szybko rosnąć, ale – niestety ! – szybko maleć też będzie jasnosć i gdy warunki będą już dobre, będzie zdecydowanie obiektem „lornetkowym”. Będzie się w październiku przemieszczać ze wschodu nisko nad horyzontem w kierunku południowo-wschodnim, coraz wyżej. Zastrzeżenie – prognozy jasności zawsze są niepewne, kometa moze nagle „pojaśnieć”.

I jeszcze jedno – jej minimalna odleglość od Ziemi będzie wynosić 34 mln km. Nie tak blisko. Z jakiś niejasnych powodów o komecie tej bardzo głośno w Internecie, choć jest ona obiektem „jakich wiele”.

Proszę,to jest mapka nieba z zaznaczona pozycją komety. Warunki obserwacji można określić, posługując się tą mapką plus obrotową mapką nieba.

http://www.aerith.net/comet/catalog/2010X1/chart.gif

Współrzedne w danym dniu można znaleść tu:

mpcapp1.cfa.harvard.edu/cgi-bin/returnprepeph.cgi?d=c&o=CK10X010

Tempo mutacji u H.sapiens 3 razy wolniejsze!

Czyli pada na naszych oczach kolejna neodarwimowska sciema. Jak tak dalej pójdzie ,to się okaże że „odeewoluowaliśmy od naszego z malpami wpóslnego przodka” zanim ten pojawił się na zimi;-)))

Czy Wy rozumiecie ,co zaraz przeczytacie ? Znajdziecie KOLEJNY MOCNY dowód na to ,ze cos takiego jak „mitochondrialna Ewa” ,”zegar molekularny i jego kalibrowanie” —ISTNIEJE TYLKO W UROJENIACH SAMODZIEJCOW!!! Jeżeli się okazalo (REWOLUCJA I REWELACJA W BIOLOGII EWOLUCYJNEJ),ze tempo mutacji nie jest wieksze dla męskich gamet niz dla zeńskich –CZYLI PADLO NEODARWINOWSKIE ZALOZENIE ZE TEMPO MUTACJI JEST SATLE!!!!!-to ,co powiedzieć o tempie mutacji w genomach mitochondrialnych ? O tych datowaniach na podstawie kopalnego DNA ?

www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/nauka/wszyscy-jestesmy-mutantami,78145,1

Tempo ewolucji gatunku ludzkiego, jest trzykrotnie wolniejsze niż zakładano. Ten zdumiewający fakt odkryto dzięki dokładnemu policzeniu liczby mutacji, które odróżniają dzieci od ich rodziców – donosi dzisiejsze „Nature Genetics”.

Ludzki genom składa się z mniej więcej z 6 miliardów zasad – podstawowych cegiełek życia. Połowę z tego dziedziczymy po matce, a połowę po ojcu. Do tej pory uczeni przypuszczali, że rodziców od dzieci odróżnia ok. 100-200 mutacji. Było wiadomo, że zmiany te powstają w tworzącym się jajeczku lub plemniku, a te z kolei po połączeniu dają początek nowemu organizmowi.

Dokładną liczbę tych mutacji udało się ustalić dopiero teraz, za sprawą badań przeprowadzonych na członkach dwóch rodzin biorących udział w projekcie 1000 Genomes Project. Naukowcy m.in. z Wellcome Trust Sanger Institute oraz University of Montreal szukali u dzieci zmian w DNA, nieobecnych u rodziców. Okazało się, że jest ich zaledwie około 60 – trzykrotnie mniej niż dotąd sądzono.

Do tej pory zakładano też, że mutacje zachodzą głównie w plemnikach, bo mężczyźni produkują ich więcej niż kobiety jajeczek, a to zwiększa szanse na błędy w „męskim” DNA. W pierwszym przypadku rzeczywiście tak było – dziecko dostało „po tacie” 92 proc. mutacji, jednak w drugim było to zaledwie 36 proc. Uczeni sądzą, że kwestia tego, ile zmian genetycznych dostajemy od każdego z rodziców jest sprawą indywidualną.

Mniejsza liczba nowych mutacji oznacza też, że tempo ewolucji naszego gatunku jest wolniejsze niż przypuszczano. – Zasadniczo, o dwie trzecie niż zakładaliśmy – mówi Philip Awadalla z University of Montreal. Wynika z tego, że trzeba będzie zrewidować większość obowiązujących do tej pory ustaleń dotyczących ewolucji naczelnych. Stała, określona liczba mutacji, przypadających na jedno pokolenie pozwalała bowiem na postawie analizy genomów niejako „cofnąć się w czasie” i określić, kiedy żył na przykład wspólny przodek ludzi i szympansów. Teraz nie jest to już takie pewne.

Jurij Gagarin i kobiety

a propos bzdur:

Fragment (ponoć ze) wspomnień Jurija Gagarina zaraz po lądowaniu na Ziemi:

“Kiedy stanąłem na twardym gruncie (…) rozejrzałem się i ujrzałem kobietę z małą dziewczynką; stały obok łaciatego cielaka i ciekawie mi się przyglądały. Ruszyłem w ich stronę, one zaś postąpiły w moim kierunku. Ale im były bliżej, tym wolniej się posuwały. Nic dziwnego, miałem wciąż na sobie jaskrawy skafander astronauty i ten dziwny widok mógł je przestraszyć. Nigdy kogoś takiego nie widziały.

— Jestem swój… towarzysze… stąd pochodzę! — krzyknąłem zdejmując hełm, ale ze zdenerwowania i mnie po plecach przechodziły ciarki.

Tą kobietą była Anna Akimowna Tachtarowa, żona leśniczego, a dziewczynką jej sześcioletnia wnuczka Rita.

— Czy może z Kosmosu? — zapytała trochę niepewnie.

— Wyobraźcie sobie, że stamtąd! — odpowiedziałem.

— Jurij Gagarin! Jurij Gagarin! — wykrzyknęły…(…) One były pierwszymi ludźmi, których spotkałem po powrocie z Kosmosu na Ziemię. Prości, sowieccy ludzie, uprawiający kołchozową ziemię…”

Histeria młodych Rosjanek na jego punkcie porównywalna mogła być tylko z szaleństwem fanek Beatlesów. Nic dziwnego, ze rodziło to określone pokusy.

Z pamiętników gen. Kamanina wynika podobno, że Gagarin miał skłonności do przechylania kieliszka i uwodzenia kobiet. Podobno dzięki swej popularności miał w tym duże sukcesy ku utrapieniu jego żony. Kamanin zapisał, że pewnego razu, wkrótce po locie kosmicznym, Gagarin oczarował młodą kobietę z personelu hotelu, zamknął się z nią w pokoju hotelowym, a gdy do drzwi energicznie zapukała jego żona, uciekł na balkon i wyskoczył na beton dotkliwie raniąc sobie twarz – złamany łuk brwiowy wymagał interwencji chirurgicznej. „Widziałem go leżącego na ławce parkowej z zakrwawioną twarzą” – pisał Kamanin, a fantastą nie był. Gagarina przez to zranienie ominęła okazja do triumfalnego wystąpienia na XXII Zjeździe KPZR odbywającym się w 1961 roku.

http://www.banzaj.pl/pictures/aktualnosci/ludzie/rozni_ludzie/gagarin/jurij_gagarin_4.jpg

Niedawno markę o nazwie Jurij Gagarin fachowcy od marketingu wycenili na 33,5 miliona dolarów. Nie należy się więc dziwić, że jego najmłodsza córka Julia niedawno zastrzegła tę markę w urzędzie patentowym, aby czerpać z niej profity.

Od czasu wyprawy Gagarina w lotach kosmicznych brało udział 517 osób, w tym 55 kobiet…

http://www.naobcasach.pl/files/scaled_images/07-12-10_07-11-49_s400.jpg

– Kiedy dowiedział się pan o tym, że jest pan „numerem pierwszym”? – po odczytaniu na głos kolejnego pytania Gagarin uśmiechnął się przepraszająco i odpowiedział:

– Dowiedziałem się o tym w przewidzianym terminie…

W gronie radzieckich dziennikarzy zajmujących się tematyką kosmiczną krążyła potem anegdota powstała w związku z tamtą niezapomnianą konferencją prasową.

Pytanie:

– Wspomniał pan, że w kosmosie jadł pan konfiturę z porzeczek. Z czarnych czy czerwonych?

Kosmonauta (po długich szeptach z akademikiem Fiodorowem):

– Z dobrych porzeczek.

Po Związku Radzieckim krążyły pogłoski o ekscesach Gagarina. Według wspomnień gen. Kamanina, pozwalał on sobie na chwile szaleństwa. Widziano go na przykład, jak na pełnych obrotach silnika płynął motorówką po morzu, by przekonać się, czy uda mu się nagle zawrócić taką rozpędzoną łódź, podejmował ponoć podobne ryzyko przy innych okazjach. Najwyższe władze ZSRR – według wspomnień Kamanina – stanowczo przywoływały Gagarina i drugiego kosmonautę, Titowa do porządku, ale niewiele to dawało, obaj mieli skłonności do picia i zachowań typowych dla ludzi, których sława ustawiała na piedestale. Skrupulatnie jednak ukrywano te skandale, nie dopuszczano do rozpowszechniania jakichkolwiek negatywnych informacji o kosmonautach.

Czyżby w końcu zwyczajnie przeszarżował?



http://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/kc/mj/ty1r/ocCw3ztkaMCQZNonAA.jpg Fukushima – kronika dzień po dniu

Mirosław Hermaszewski: Wywiad.

stwarzanie.wordpress.com/2011/03/04/miroslaw-hermaszewski-poleciec-w-kosmos-by-uwierzyc-w-boga/

Mirosław Hermaszewski: Polecieć w kosmos, by uwierzyć w Boga

„…Co jest takiego urzekającego w kosmosie, że ludzie są gotowi są płacić dziesiątki milionów dolarów, by się tam znaleźć?

Mirosław Hermaszewski:

Płacą za spełnienie marzeń. Kosmos to unikatowe przeżycie. Patrzy się stamtąd na naszą ziemię z dystansu. Dotychczas wydawała się nam ona ogromna, a naprawdę jest taka niewielka, że można ją okrążyć w 90 minut. I wszystko jest tak fantastycznie kolorowe, że zapada w pamięć na całe życie. A ty, zawieszony gdzieś w przestrzeni, patrzysz z góry na te 6 mld ludzi, których nawet nie widać. Myślisz: co ty, człowieku, tutaj robisz? Kim jesteś w tym bezmiarze przestrzeni ze swoimi dokonaniami, problemami, marzeniami i dążeniami? A potem patrzysz dalej, w głąb kosmosu, który trochę rozumiesz, bo przeczytałeś kilka książek o astronomii. Błyszczą tam miliony gwiazd. Widzisz kolejne galaktyki i zastanawiasz się, czy te trudne do objęcia umysłem doskonałości powstały samoistnie, czy była jakaś siła sprawcza. Kto ten Wszechświat stworzył, kto wprawił go w ruch i kto nim kieruje?

Bóg?

Mirosław Hermaszewski:

Zawsze o nim myślałem. Podobnie myśleli też inni kosmonauci. Bardzo wielu niewierzących powróciło z kosmosu jako ludzie odmienieni duchowo….”

„….– Po latach dopiero? Zaraz po locie strach było rozmawiać o Bogu?

Mirosław Hermaszewski:

– Oczywiście, że się o takich sprawach nie rozmawiało! Widzi pan, każdy, kto leci w kosmos, jest bardzo dobrze przygotowany pod względem technicznym, naukowym, medycznym, sprawnościowym. Ale na skutek przeżyć, jakich tam doznaje, wraca z kosmosu jako humanista. Głęboki humanista. Ja powiem coś jeszcze. Nie znam nikogo, kto był wierzący i wrócił stamtąd ateistą, ale znam takich, co polecieli w kosmos jako niewierzący, a wrócili z wiarą. Mam tu na myśli głównie kolegów ze Wschodu. Właściwie 95 procent radzieckich kosmonautów nawróciło się….”

Mirosław Hermaszewski poczuł bliskość Boga w kosmosie. Ale miał też okazję na własne oczy zobaczyć o czym słudzy Boży pisali w natchnieniu już tysiące lat temu. Im pewne prawdy naukowe dotyczace naszej planety przyszło ogladać w Bozym natchnieniu. Kosmonałci oglądali je na własne oczy: „Iz 40:22 „Jest Ktoś, kto mieszka nad okręgiem ziemi, której mieszkańcy są jak koniki polne. Ktoś, kto rozpościera niebiosa jak delikatną gazę, kto je rozpina jak namiot, by w nim mieszkać.”. Hi 26:7 „On rozciąga północ nad pustką, ziemię zawiesza na niczym;”

Re: Nadchodzi wiosna…

stefan4 napisał:

>

> Zadanie, otwierające ten wątek, jest oczywistym sprawdzeniem znajomości bardzo

> podstawowych pojęć, zaraz po ich zdefiniowaniu. Nie ma w nim miejsca na żaden

> pomysł — trzeba po prostu zróżniczkować. Gdyby pytano choćby o drogę, przebyt

> ą przez to ciało przez te 3 sekundy, to studentka musiałaby chwilę pomyśleć —

> ale takiego pytania nie ma. Gdyby zapytano o kąt wektora prędkości względem uk

> ładu współrzędnych, to musiałaby sobie przypomnieć jakąś podstawową wiedzę z ge

> ometrii — ale i tego nie trzeba zrobić.

Ja nie widze roznicy tutaj,jedynie stosowanie innych wzorow.Byc moze dla niektorych

nauczycieli sa to problemy trudniejsze,ale jak sie prowadzi zajecia w odpowiedni sposob

to uczen inteligentny sam wie co stanowi o stopniu trudnosci zadania.

Posiadanie rowziazania danego zadania dla niektorych uczniow moze byc b.wazne.

Normalny nauczyciel moze sprawdzic czy uczen rozwiazywal zadanie sam bardzo prosto,

i to bez dodatkowych zadan,tylko sluchac jezyka jakim mowi i wajasnia rozwiazanie.

Ta ocena stawia ucznia jednoczesnie w trudnej sytuacji bo zauwaza ze nauczyciel zaczyna

podejrzewac cos.Teraz decyzja zalezy od nauczyciela i wielu okolicznosci,jak jaki to uczen,

w sensie czy dobry czy b.slaby,jakie ma problemy emocjonalne,warunki zycia w domu.

Czasami danie uczniowi szansy w takiej sytuacji sprawia ze juz zawsze chociaz gorzej

bedzie probowal rozwiazac zadanie samodzielnie,bo zauwazy ten gest nauczyciela.

Studenci to nie barany,a ich edukacja to nie wypas bydla.

Nadchodzi wiosna…

… a z wiosną wzmożony napływ zadań szkolnych do rozwiązania; niebawem nadlecą też pewnie prośby o wypełnienie ankiet potrzebnych do prac magisterskich.

Mam postulat do obecnych, żeby powstrzymywali się od takiej pomocy, kiedy ewidentnym celem autora prośby jest zwalenie na forum swojej pracy domowej, matury, czy magisterium. Żeby do różnych problemów, które nas dręczą, nie doszła jeszcze chmara ludzi niezainteresowanych nauką, ale chcących coś tam zaliczyć bez wysiłku.

Moim zdaniem można i należy wyjaśniać nawet bardzo proste sprawy, związane z nauką i jej popularyzacją, ale tylko wtedy, gdy nie budzi wątpliwości ciekawość poznawcza autora — a nie wtedy, gdy autor chce wyłudzić nienależną mu dobrą ocenę, czy tytuł.

Zadanie, otwierające ten wątek, jest oczywistym sprawdzeniem znajomości bardzo podstawowych pojęć, zaraz po ich zdefiniowaniu. Nie ma w nim miejsca na żaden pomysł — trzeba po prostu zróżniczkować. Gdyby pytano choćby o drogę, przebytą przez to ciało przez te 3 sekundy, to studentka musiałaby chwilę pomyśleć — ale takiego pytania nie ma. Gdyby zapytano o kąt wektora prędkości względem układu współrzędnych, to musiałaby sobie przypomnieć jakąś podstawową wiedzę z geometrii — ale i tego nie trzeba zrobić. Trzeba tylko przeczytać definicję, zapewne podaną kilka centymetrów wyżej w tym samym podręczniku. A może na poprzedniej stronie.

– Stefan